Witam wszystkich,
Jestem nowy na forum i bardzo jeszcze nieobeznany w "temacie" gdyż mój problem pojawił się dopiero kilka dni temu. Mam nadzieję, że osoby z forum bazując na swoim doświadczeniu pomogą mi przejść przez to zagadnienie, abym możliwie nie popełnił błędów.
Otóż, niecały tydzień temu pojawił się ból jądra. Ból pojawił się podczas zapalenia gardła (2 dni po ustąpieniu gorączki). Z gardłem nie byłem u lekarza i sam się leczyłem jednak gdy pojawił się ból jądra (wrażliwość na dotyk) poszedłem do lekarza rodzinnego, który dał mi antybiotyk (powiedział, że powinien pomóc zarówno na gardło i na jądro). W trzeci dzień brania antybiotyku (sam nie wiem czy sprawa jądra ma w ogóle jakikolwiek związek z zapaleniem gardła) po południu poczułem ostry ból jądra połączony z momentalnym powiększaniem i twardnieniem jądra. Jądro powiększyło się na wg mnie o jakieś 20-30% i bardzo stwardniało. Kiedy się położyłem i lekko masowałem jądro po upływie pewnego czasu wróciło wszystko do normy. Za 2 godziny "atak" pojawił się znowu i wtedy udałem się do szpitala na ostry dyżur. Lekarz zrobił USG (kiedy jądro było powiększone i napuchnięte), stwierdził że "jądro jest w rozsypce" i podejrzewa guza. Zostałem odesłany do domu, aby na drugi dzień iść do lekarza rodzinnego z taka informacją:
Zauważyłem, że jądro głównie zaczyna pobolewać i trochę się powiększać kiedy staje z łóżka i się ruszam. W momencie kiedy leże, często w ogóle go nie czuje.
Następnego dnia udałem się do lekarza rodzinnego, ten dał mi skierowanie do szpitala. Powiedział, też że zalecone badania i tak są płatne więc zrobiłem je prywatnie w laboratorium. Byłem też w szpitalu i tam zapisano mnie do przyjęcia na początku przyszłego tygodnia.
Dopiero otrzymałem wyniki i tak one wyglądają:
Jeśli ktoś z Was mógłby mi coś doradzić będę bardzo wdzięczny. Mam 34 lata i mieszkam na Górnym Śląsku.