Witajcie.
Mam 31 lat. Od kilku dni pobolewa mnie prawe jądro. Przeczytałem tu mnóstwo tematów, które z jednej strony napawają optymizmem z innej nie...
Zaczęło się w niedzielę. Zaczęło boleć (bardziej to dyskomfort) prawe jądro. Zawsze było trochę większe od lewego i od zawsze było wrażliwe na dotyk - właściwie to nadjądrze dawało jakieś bule przy manipulowaniu jądrem. Nigdy jednak nie martwiłem się tym. Jądra obmacywałem sobie dość często i nigdy nic nie zauważyłem. Teraz jednak wymacałem jakąś twardą kulkę - wielkości łebka od zapałki. Boli przy dotykaniu - ból promieniuje na podbrzusze i cześć lędźwiową kręgosłupa.Jak nie dotykam ból mija. Mam wrażenie jakby to była skręcona żyłka czy coś takiego połączone z nadjądrzem. Jądro miękkie, oprócz wielkości nie różniące się od lewego. Kulka czasem wyczuwalna a czasem nie. Muszę pomanipulować jądrem żeby to wyczuć. Jestem już oczywiście na sobotę umówiony z urologiem ale ciekawi mnie i zarazem przeraża wizja wiecie czego. Oprócz tego właściwie nic mi nie jest. Mam dni gorsze i lepsze ale to raczej spowodowane jest nerwami. Niedawno robiłem morfologię i jest książkowo, lekko podwyższony cholesterol, ale dzień wcześniej pojadłem tłusto. Nikt w mojej rodzinie, odpukać, nie chorował na nowotwór.
Wiem, że nie powinienem pytać przed badaniami, ale mam wrażenie, że po tym opisie możecie mi już coś powiedzieć... Będę się oczywiście odzywał co dalej - po badaniu.