Postanowiłem podzielić się opisem mojego przypadku.
W 2007 roku (w wieku 26 lat) odkryłem nieprawidłowy kształt prawego jądra. Po kilku tygodniach bicia się z myślami zgłosiłem się prywatnie do urologa, który potwierdził moje obawy. Guz na jądrze. Doktor zalecił zgłoszenie się do poradni onkologicznej, ale wcześniej (po kilku dniach od wizyty u urologa) wylądowałem na ostrym dyżurze i w efekcie na oddziale urologicznym (nota bene u tego samego doktora, u którego byłem prywatnie) z - jak się okazało - skrętem jądra (tego z guzem) - nie polecam
Po 3 miesiącach zgłosiłem się do Centrum Onkologii w Gliwicach. Powtórzone tutaj badanie hist-pat wykazało nienasieniaka o mieszanym utkaniu (seminoma + ca embryonale). Wówczas bHCG już szalało (nie pamiętam dokładnie - ale na pewno wynosiło kilkaset lub więcej). W badaniu obrazowym wykazano niejednoznaczną zmianę w płucu i podobno tylko z tego względu stopień oceniono "aż" na IIIA M pT1cN1Mx i podano 4 cykle BEP. Po leczeniu markery się unormowały, a samo leczenie zniosłem dobrze - ani raz nie wymiotowałem, choć zdarzały się takie przygody jak np. podrażnonione śluzówki w gardle/przełyku uniemożliwiające jedzenie czy dziwna alergia - nieznośnie swędzenie całego ciała (do dziś mam ślady na plecach od drapania, którego nie dało się uniknąć). Sporym problemem podczas leczenia była neutropenia, przez którą większość czasu między listopadem 2007 a lutym 2008 spędziłem w szpitalu. Byłem jedynym pacjentem na oddziale chemioterapii (jeśli nie w całej klinice), który spędził tam Boże Narodzenie 2007. Leczenie zakończyłem w lutym 2008 a już w marcu czułem się na tyle dobrze, że stopniowo zacząłem wracać do pracy, a włosy zaczęły odrastać.
Analiza porównawcza badania TK, które robiłem sam jeszcze przed chemią oraz tych późniejszych wykazały nieprawidłowią zmianę o charakterze węzłowym w przestrzeni zaotrzewnowej, która przed chemioterapią powiększała się (2,6 x 1,7 x 3,3) a po chemioterapii zatrzymała się i ani drgnęła przez najbliższe lata. Zmiana w płucu zniknęła, prawdopodobnie była to jakieś zwłóknienie po zapaleniu płuc.
W międzyczasie pojawił się u mnie problem z biodrem - martwica jałowa głowy kości udowej wiązała się z bólem i oznaczała konieczność endoprotezoplastyki. Ortopedzi twierdzili, że to prawdopodobnie przez glikokortykosteroidy podawane wraz z cytostatykami, onkolodzy twierdzili, że to raczej niemożliwe bo dexamethassonu podawano niewiele. Tak czy siak operację wykonano wzorowo i szybko, a ja pozbyłem się bólu przy chodzeniu i szybko odzyskałem sprawność.
W tym roku w lutym minęło 5 lat od zakończenia chemioterapii, przez cały ten czas markery w absolutnej normie. Niestety w maju 2013 badanie TK wykazało progresję zmiany okołoaortalnej zaotrzewnowej (2,8 x 3,8) - wg. radiologa opisującego ostatnie badanie to "znaczne" powiększenie się zmiany. Decyzja onkologa - ciąć. A więc czeka mnie zaotrzewnowe usunięcie węzła - słynne RPLND. Markery cały czas w normie.
Po 5 latach zaczęliśmy z żoną myśleć o dziecku. Co prawda wynik badania nasienia był fatalny, ale po pierwsze mam zamrożony materiał, a po drugie okazało się, że mam żylaki powrózka nasiennego, czyli jest szansa, że niepłodność wynika z tej prozaicznej przyczyny, a nie jest trwałym skutkiem chemioterapii. Kilka dni po zabiegu żylaków okazało się, że mamy poważniejszy problem, a radość po upływie symbolicznych 5 lat była przedwczesna...
Czy ktoś z forumowiczów potrafi powiedzieć:
- Jakie są opcje - co to może być w tym węźle? Czy jest szansa, że to coś niegroźnego?
- Co jeśli hist-pat pokaże, że to było jednak coś paskudnego? Czy wycięcie tej zmiany załatwia sprawę? Czy w moim przypadku wchodzi w grę dalsze leczenie cytostatyczne lub inne?
- Jak często występują powikłania po RPLND? Sporo wyczytałem o tym zabiegu, ale nigdzie się nie dowiedziałem jakie są liczby jeśli chodzi o ryzyko i powikłania. Tyle przeszedłem, a teraz najzwyczajniej w świecie mam pietra.
Pozdrawiam wszystkich i życzę zdrowia

