Jesteśmy po kolejnych badaniach kontrolnych.
Zmiana resztkowa wciąż się zmniejsza - obecnie ma wymiary ok. 27 x 17 mm.
Najnowsza tomografia wykazała też zagęszczenia węzłowe wzdłuż aorty grubości do 11 mm i guzek pozapalny 3mm w płucu - ale zmiany są opisane jako widoczne w poprzednich badaniach i stabilne, więc tym razem trafiliśmy po prostu na lekarza bardziej szczegołowo opisującego wyniki
Markery w normie:
AFP: 1,62 U/ml (0,0 – 7,0)
Beta HCG: <=0,2 mIU/ml (<2,0)
LDH: 180 U/l (0 – 250)
W marcu zakończyliśmy też leczenie zakrzepicy - obecnie mąż przyjmuje już tylko leki wspomagające żyły w celu zminimalizowania ryzyka ponownego wystąpienia takich problemów w przyszłości. Tę informację też zostawiam tu ku pokrzepieniu - na początku słyszeliśmy, że leczenie najprawdopodobniej będzie musiało być dożywotnie, i choć po zaawansowanym raku niewiele rzeczy brzmi dramatycznie, to jednak był to wtedy jeszcze jeden nieoczekiwany cios...
Przy okazji chciałam podpowiedzieć, że po chemioterapii warto profilaktycznie zrobić badanie USG doppler żył, nawet prywatnie, jeśli lekarze nie widzą szczególnych wskazań - u męża jedynym objawem zakrzepicy było kilkugodzinne lekkie spuchnięcie łydki, objawy były nietypowe, bardzo szybko ustąpiły i wstępnie były przez lekarzy wiązane raczej z drobnym urazem lub puchnięciem kończyn po cytostatykach. Tymczasem - jak się okazało wówczas w USG - stan był poważny i zagrażający życiu (liczne skrzepliny, wielkości do 11 mm, trzymające się na słowo honoru). O zakrzepicy raczej mało się mówi, a nie jest wcale tak rzadkim powikłaniem choroby nowotworowej i chemioterapii - warto ją dla spokoju wykluczyć.
Dolegliwości bólowe męża są rzadsze i dużo słabsze niż kilka miesięcy temu, parametry krwi powoli się poprawiają, organizm wyraźnie się regeneruje. Nadal niestety utrzymuje się uciążliwe zmęczenie i senność, ale przy mierzeniu sił na zamiary i przy zachowaniu odpowiedniego trybu dnia udaje nam się względnie dobrze funkcjonować na co dzień.
Dziękujemy, że nam towarzyszycie