Zaczynaja mi angole na nerwy dzialac. Rezultatu drugiego (pierwszego 7 dni po zabiegu) badania krwi nie dostalem.
Wczoraj bylem na TK i slyszalem straszne historie dotyczace kontrastu, tzn. efektow po podaniu. Wedlug ich ulotki cala procedura 60-90 minut, samo badanie TK 15 minut. Polozylem sie na tym lozku, kazali nie oddychac, przejechalo to przez 9 sekund. Po tym dostalem magiczny kontrast ktorego bym wcale nie poczul gdyby nie dziwne ciepelko wszedzie:) Znow nie oddychac, nastepny przejazd w ciagu 9 sekund i slysze "Pranie skonczone Panie Miszalak". Moze wszystko zajelo max z 10 minut ze wspomnianej godziny przy czym w samym pomieszczeniu z tomografem bylem 2 minuty. Dzisiaj dzwonili ze termin u onkologa mam umowiony na 9 grudnia.
Ja chce wyniki chocby czesciowe znac juz teraz!!! Wiadomo ze przeciez sam sie nie bede leczyl ale taka jest moja natura ze jestem spokojniejszy jak wiem. Tak bylo tez w przypadku USG, przed badaniem jakis niespokojny a po USG juz luzik:)
W poniedzialek mam nastepne badanie krwi, dzwonilem do nich ze MUSZE sie spotkac z moja prowadzaca pielegniarka.
Normalnie mam prawo wiedziec kazdy etap co sie dzieje a oni ze to nienaturalne i nikt o to nie pyta.
Cudem mi sie udalo dostac wyniki badania krwi przed zabiegiem, chyba musze zaczepic znow ta sama mila pielegniarke.
Przy okazji, tu w Anglii ma sie Pielegniarke Prowadzaca a nie lekarza ale to nie jest dziwne bo one maja swoje biura, swoje sekretarki itp...
Ona mnie zapisuje do specjalistow, chociaz jakas oporna mi sie trafila i wynikow sie nie moge doprosic.
Wyniki podejrzewam juz maja, na pewno histopatologiczne bo do onkologa mnie umowili.