przez poznaniak » 28 Cze 2011, 23:09
Witaj Peti!
Szczerze mówiąc - nie wiem od czego zacząć. Czytając Waszą historię tutaj i na DSS poleciały mi szczere łzy rozpaczy, smutku, współczucia ale też złości i rozgoryczenia. Takich lekarzy "tępaków" powinno się eliminowaći walczyć z nimi wszystkimi możliwymi środkami. Mój brat zmarł w następstwie przerzutów raka jądra w 1995 roku. Od początku opieka była fatalna - biopsja, potem usunięcie nie wiem czy pachwinowo czy inaczej (miałem wtedy w 1994 roku 15 lat, więc dokładnie nie pamiętam), przerzuty, walka, wszystko widziałem, cierpiałem i pamiętam do dziś pewne obrazy. Mnie to samo spotkało w 2007 roku na jesieni. Trafiłem na świetnego urologa-chirurga, operacja 2 dni po USG, od razu usunięcie jądra, potem badania, złośliwiec nienasieniak, do dziś obserwacja, minęło już 3,5 roku. Jakość obsługi w centrum onkologii pozostawia wiele do życzenia, bylejakość, odfajkowywanie wszystkiego, byle szybciej i do przodu. Poza TK jamy brzusznej i miednicy małej i RTG płuc w szpitalu przed operacją do tej pory nie miałem robionego żadnego TK. Raz na rok RTG płuc i serca i USG jamy brzusznej, markery najpierw częściej, teraz co pół roku. Bałem się najpierw niesamowicie, widziałem siebie na drodze mojego brata, częściowo osiwiałem, ale do dziś żyję i chcę walczyć tak jak Wy do końca walczyliście. Jesteś wspaniałą Kobietą i trzymam za Ciebie (Was) kciuki. Rozpisałem się znów o sobie, a chciałem Cię tylko wspomóc na duchu i życzyć Ci mimo wszystko wielu miłych chwil w życiu i powodzenia w codziennym "kieracie". Chciałbym Cię przytulić tak po przyjacielsku, sam mam żonę i 7,5-letnią córkę. Trzymajcie się dzielnie !!! Pa