Dziś byłem u mojego lekarza onkologa, jako że w Poniedziałek 6go czerwca miałem zacząć chemię. Przedwczoraj byłem u chirurga który miał mi wyciąć węzeł i który stwierdził że węzeł jest odczynowy i kazał znów skonsultować wycięcie z onkologiem (wiem, zagmatwane).
Okazało się że mojego lekarza nie ma i będzie dopiero w przyszły czwartek (hehe) więc kazali mi iść do domu. Po małej awanturze wymusiłem przyjęcie mnie do innego lekarza celem konsultacji. Więc na dzień dzisiejszy sprawa wygląda tak: ( wg. ustaleń nowej Pani onkolog)
Najbliższy poniedziałek (6go czerwca) - przyjęcie do szpitala w Malborku, chemia przesunięta na poniedziałek 13go czerwca
wtorek 7 czerwca - zabieg usunięcia węzła
Poniedziałek 13go - rozpoczęcie chemii
Już wariuje z tym wszystkim, czy tylko ja mam takie problemy z załatwieniem czegokolwiek?!
W każdym razie już mam dosyć tego wszystkiego więc będę się trzymał tego planu jak w/w.
Mam wielką nadzieję że wszystko będzie przebiegać zgodnie z planem bo naprawdę wysiadam już nerwowo przez to całe zamieszanie.
Trollu tydzień więcej czekania za chemią jakoś wielce nie wpłynie na moje zdrowie a wkońcu pozbędę się tego nieszczęsnego węzła, którego tak wszyscy chcą usunąć?
Jak myślisz? Sugerowałem chemie przed wycięciem węzła jednak Pani dr. Na mnie nakrzyczała i tyle z tego wyszło
Pozdrawiam

