Chciałbym się z Panem podzielić moją historią oraz prosić o opinie nt. leczenia i rokowania .
Wszystko zaczęło się 4 lata temu. Miałem wówczas 41 lat i dokuczał mi ból lewego jądra. Ból wystąpił "znienacka" i utrzymywał się przez kilka tygodni. Jestem z dolnego śląska. Udałem się do urologa. Pierwszy urolog zbadał mnie , wykonał badanie USG jąder oraz uspokoił mnie , że po pierwsze nowotwory nie bolą,po drugie jestem na nie za stary no i w obrazie USG nic nie widać. Pytany o ból odpowiedział, że to nic poważnego i nie należy się tym przejmować. Po dwóch miesiącach udałem się do drugiego specjalisty bo ból dokuczał mi nadal. Sytuacja analogiczna do poprzedniej. Badanie USG. Wszystko Ok i lekarz przepisał mi na wszelki wypadek antybiotyk i lek przeciwzapalny. Pobrałem. Ból nie ustąpił. Po kolejnych mniej więcej dwóch miesiącach udałem się do Profesora Romualda Zdrojowego. Profesor tylko mnie zobaczył i wiedziałem , że ma diagnozę już w głowie. Oczywiście zbadał mnie palpacyjnie, wykonał USG jąder kazał ubrać i wysłuchać. Podobnie do dwóch poprzednich lekarzy niczego w jądrze nie stwierdził, potwierdził dane o braku bólu w przypadku nowotworu, natomiast mój ból jądra uzasadnił rozluźnioną powięzią, która prowadzi do ucisku nerwów w efekcie bólu jądra. Wspomnę , że na początku widząc mnie po raz pierwszy przeprowadził bardzo szczegółowy wywiad dotyczący wieku, stylu życia, rodzaju uprawianych sportów, występowaniu w rodzinie przepuklin etc. I tu mogę powiedzieć byłem całkowicie uspokojony. Wielki szacunek dla niego. Nie bez powodu przed nazwiskiem posiada skrót : Prof. Resztę doczytałem w Googlu i był spokój. Nie dźwigałem ciężarów, nie rąbałem drewna (taki sport) i ból ustał . Po ok. półtora roku pomimo braku bólu poszedłem do Profesora na kontrolę. USG, badanie palpacyjne - wszystko ok. Wszystko do listopada 2015. Ból ni stąd ni zowąd się pojawił. Poszedłem do Profesora Zdrojowego. Badanie USG i zonk. Coś jest. Zdziwiony Profesor , a ja w szoku. Bo wiek nie ten, no i że nowotwór nie boli. Skierowanie na badanie markerów i po tygodniu kontrolne USG. Markery B-HCG<1,2 (norma 0,0 - 5,0), AFP 4,30 (norma 0,89 - 8,79). Niestety przy ponownym badaniu USG guz też był i miał rozmiar 1,6 cm na 1,1 cm w części środkowej). Decyzja o szybkiej Orchdektomii. Na co oczywiście wyraziłem zgodę i zabiegowi się poddałem. Kolejne badanie markerów i kolejne w normie. Usunięcie jądra wraz z powrózkiem, przez kanał no i badanie hist.-pat. Na badaniu wyszło, że:
nowotwór jądra lewego IB (T2N0MoSO), Mixed malignant germ cell tumor. Guz złożony ze struktur:
1. Seminoma - nasieniak - dominuje w utkaniu , stanowi 70 % utkania guza
2. Carcinoma Embryonale - stanowi 30 % utaknia guza
Inwazja osłonki białawej - nie stwierdza się, naciekanie naczyń krwionośnych i chłonnych - obecne.
W zachowanym jądrze poza guzem cech IGCN (intratubular germ cell neoplasia): obecne.
Powrózek nasienny dystalny i proksymalny : bez zatorów nowotworowych w naczyniach krwionośnych , chłonnych i bez utkania nowotworu.
Badanie TK miednicy nie wykazuje powiększonych węzłów chłonnych podobnie jak i RTG klatki piersiowej.
Konsylium i wnioski: intensywna obserwacja bądź dwa kursy wg schematu BEP.
Po odwiedzinach onkologa "doszliśmy" do wniosku za jego namową , że bezpieczniej będzie przyjąć chemię w dwóch kursach BEP. Po pierwszym kursie , pięć dni Zarzio inj. Markery AFP, B-HCG w normie. LDH 1000 (norma 240 - 480). Do tej pory było w normie. Onkolog stwierdził , że to pod wpływem Zarzio inj. Czy rzeczywiście?
Dzisiaj pisząc to jestem przed ostatnim ramieniem drugiego kursu. Na tym podobno koniec. Proszę o obiektywną opinię nt. prowadzonego leczenia jak i rokowania dalszego. Onkolog jest ze mną zaprzyjaźniony i mimo , że mu ( a w zasadzie jej
Serdecznie dziękuję za odpowiedź

