Strona 1 z 1

Rak jadra - co z plodnoscia?

PostWysłany: 29 Sty 2012, 15:15
przez antos80
Witam,
Miałem raka jądra prawego w 2003 roku (carcinoma embrionale), przeszedłem chyba 2-3 cykle chemioterapii. Dokładnie nie pamiętam bo z powodu załamania nerwowego potargałem całą dokumentację medyczną. Miałem wykonane w 2003 TK brzucha i klatki piersiowej bez przerzutów. Ponieważ tak jak pisałem choroba spowodowała u mnie załamanie nerwowe od tamtego czasu nie powtarzałem ani markerów ani TK ani też nie chodziłem do urologa. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że nie było to rozsądne rozwiązanie i nie polecam takiego ryzyka. Jednak od 2003 czyli już prawie 10 lat żyje i mam się dobrze. Problem natomiast jest z płodnością. Współżyje od 2-3 lat bez antykoncepcji i dziecka nie ma. Jest to dla mnie BARDZO WSTYDLIWY problem. Nikt nie wie (oprócz partnerki i rodziny) że mam jedno jądro. Kilka lat temu (chyba 3) zrobiłem sobie próbkę swojego nasienia na szkiełku i oglądałem pod mikroskopem i wtedy plemniki były i się ruszały. Od miesiąca spotykam się z inną kobietą (na razie bez współżycia) i wogóle zastanawiam się czy kontynuować tę znajomość ze względu na moje problemy, o których ona jeszcze nie wie. Po prostu chce jej oszczędzić cierpienia z powodu braku potomstwa albo chorego potomstwa. Już wolę być sam niż komuś "marnować" w ten sposób życie.

1. Pytanie mam jak u Was panowie z płodnością - czy któremuś udało się spłodzić dziecko i czy ono jest zdrowe? Czy macie jakieś doświadczenia z sztucznym zapłodnieniem i czy istnieją metody powodujące wzrost liczby plemników? Czy da się zbadać nasienie pod kątem uszkodzenia materiału genetycznego, żeby mieć pewność, że dzieci będą zdrowe?
2. Czy macie wszczepione protezy jądra? Zastanawiam się nad protezą ale boje się powikłań i że np. stracę moje jedyny jądro w wyniku np. zakażenia pooperacyjnego. Czy taka proteza jest w jakiś sposób odczuwalna i przeszkadza? Gdzie takie zabiegi przeprowadza się ambulatoryjnie i które protezy są najlepsze (cena nie gra roli).

Pozdrawiam

Re: Rak jadra - co z plodnoscia?

PostWysłany: 29 Sty 2012, 23:57
przez troll
Witaj,

Poruszasz bardzo ważny problem. Kwestia psychiki w trakcie leczenia choroby takiej jaką jest nowotwór jądra oraz po zakończeniu leczenia jest nie mniej ważna o ile nawet nie ważniejsza niż leczenie onkologiczne. Niezbyt roztropnym było pozbycie się całej dokumentacji ale to już się stało i się nie odstanie. Proponuję natomiast wykonać kserokopie dokumentacji w ośrodku w którym się leczyłeś. W jakimś stopniu na pewno pozwoli to odtworzyć dokumentację, którą zniszczyłeś. Odnosząc się teraz do Twoich pytań:
Kilka lat temu (chyba 3) zrobiłem sobie próbkę swojego nasienia na szkiełku i oglądałem pod mikroskopem i wtedy plemniki były i się ruszały.

Pamiętaj, że miarą jakości nasienia nie jest tylko obecność plemników i ich ruchliwość w ejakulacie ale także:
- ogólna ich liczba i przedstawienie odsetka żywych do martwych
- jakość plemników, ich prawidłowa budowa morfologiczna
- żywotność
Dlatego nie tak hop-siup :) Myślę, że potrzebujesz profesjonalnego badania nasienia, jeśli chcesz się przekonać jak ma się Twoja płodność. Natomiast jeśli starasz się o dziecko, to najlepszym sposobem na przekonanie się, czy wszystko jest ok jest po prostu częstsze staranie, ewentualnie konsultacja w poradni.
Od miesiąca spotykam się z inną kobietą (na razie bez współżycia) i wogóle zastanawiam się czy kontynuować tę znajomość ze względu na moje problemy, o których ona jeszcze nie wie. Po prostu chce jej oszczędzić cierpienia z powodu braku potomstwa albo chorego potomstwa. Już wolę być sam niż komuś "marnować" w ten sposób życie.

Problem zaburzeń płodności w leczeniu nowotworów jądra nie jest wałkowany od dziś. Przede wszystkim przed chemioterapią powinieneś był zostać ostrzeżony o ryzyku utraty płodności i konieczności zabezpieczenia nasienia w banku. Mam nadzieję, że tak się stało. Już kiedyś pisałem, że chorzy w ogromnej większości przypadków stwierdzają, że ich partnerki nie zauważały braku jądra do czasu aż sami im o tym nie powiedzieli. Natomiast pamiętaj, że jeśli oboje jesteście sobą zainteresowani, powstaje jakaś więź między Wami, rodzi się uczucie, to Twoja ewentualna bezpłodność nie będzie mieć wpływu na Waszą relację. Czy Ty, gdybyś się dowiedział, że kobieta z którą się spotykasz była kiedyś w ciąży ale nielegalnie przerwała ją co pozbawiło ją płodności nie chciałbyś się z nią już spotykać? Pamiętaj także, że istnieje możliwość adopcji dziecka ewentualnie zapłodnienia pozaustrojowego od obcego dawcy. Dla chcącego nie ma nic trudnego!
czy któremuś udało się spłodzić dziecko i czy ono jest zdrowe?

Odpowiem tylko tyle - poczytaj Forum, użyj wyszukiwarki i przekonaj się jak wielu naszych użytkowników ma lub spodziewa się dziecka :)
czy istnieją metody powodujące wzrost liczby plemników?

Z tego co mi wiadomo nie ma takich metod.
Czy da się zbadać nasienie pod kątem uszkodzenia materiału genetycznego, żeby mieć pewność, że dzieci będą zdrowe?

Tak, da się ale o to musisz pytać w poradni leczenia bezpłodności, ewentualnie poradni genetycznej.
Zastanawiam się nad protezą ale boje się powikłań i że np. stracę moje jedyny jądro w wyniku np. zakażenia pooperacyjnego.

Nie wiem o żadnym takim przypadku. Generalnie ryzyko zakażenia i utraty zdrowego jądra jest znikome.
Czy taka proteza jest w jakiś sposób odczuwalna i przeszkadza?

Jest odczuwalna i przeszkadza tak jak normalne jądro. Z tym, że proteza nie produkuje plemników i testosteronu :)
Gdzie takie zabiegi przeprowadza się ambulatoryjnie i które protezy są najlepsze (cena nie gra roli).

Istnieje bardzo wiele ośrodków wykonujących takie zabiegi. Najlepiej jak zapytasz w najbliższej poradni urologicznej. Zabieg to dokładna odwrotność orchidektomii - zabiegu usunięcia jądra. Drogi wprowadzenia protezy są dwie - kanał pachwinowy albo moszna.

Pozdrawiam serdecznie

Re: Rak jadra - co z plodnoscia?

PostWysłany: 30 Sty 2012, 23:44
przez antos80
Dziękuje bardzo za wyczerpującą odpowiedź.

Który ośrodek poleca Pan do wszczepienia protezy? Wiem, że pewnie jest dużo ale u mnie odległość nie ma znaczenia. W zasadzie czym dalej tym lepiej - tak jak pisałem jest to dla mnie bardzo wstydliwy temat.

Odnośnie badań genetycznych nasienia znalazłem odpowiedni ośrodek w swojej okolicy i chce odczekać tydzień bez współżycia, żeby było dużo nasienia.

Co do problemów natury psychicznej u mnie całe leczenie zostawiło olbrzymią rysę na psychice. Nigdy nie korzystałem z porad psychologa. Wydaje mi się, że trzeba to przyjąć na przysłowiową "klatę". I tak było w moim wypadku. Głupio, że zrezygnowałem z badań kontrolnych ale po prostu miałem tego wszystkiego dość. Nie wiem jak to opisać, bo mam świadomość, że będą to czytali młodzi mężczyźni z podobnym problemem. Jednak muszę powiedzieć, że poradnie onkologiczne to ciężki klimat. Korzyścią dla młodych osób, jest to, że lekarze naprawdę podchodzą super do tematu. Szczerze mówiąc, było mi głupio słuchając w poczekalni starszej pani, że musi czekać na chemioterapię 3 miesiące - bo ja miałem na drugi dzień. I generalnie całe leczenie było błyskawiczne za co jestem bardzo wdzięczny. Może dlatego żyję... Psychika po leczeniu wywróciła się u mnie do góry nogami. Zacząłem robić rzeczy co najmniej ryzykowne. Doprowadziło to do tego, że obecnie prowadzę dużą firmę i wiążę to tylko i wyłącznie z moją chorobą - wydaje mi się, że bez tego "przejścia" nigdy nie zrozumiałbym czym naprawdę jest życie. Niestety muszę do tych spraw wrócić z racji chęci potomstwa. Ze wstydem chyba nigdy nie wygram. A z moich doświadczeń wynika, że kluczem do sukcesu chyba jest błyskawiczne leczenie.

Pozdrawiam serdecznie

Re: Rak jadra - co z plodnoscia?

PostWysłany: 04 Lut 2012, 13:12
przez daniel
Trollu witam po przerwie, nie pisałem dość długo ponieważ nie widziałem możliwości doradzenia komuś lub nie czułem że moje wsparcie komuś pomoże. Przeczytałem właśnie ten wątek i zacząłem się zastanawiać jak jest z tą sprawnością seksualną po chemioterapii. Ogolnie obserwuję Dawida i patrze na jego zachowanie po chorobie, zauważyłem że bardzo się zmienił, co jakiś czas łapie ogromnego doła i zamyka się w sobie, twierdzi że ta choroba zniszczyła jego psychikę, że nie może się skupić, a np zadania które rozwiązywał kiedyś bez większych problemów w pół godz teraz zajmują mu z trudem godzinę. Czy to możliwe że chemioterapia i trauma związana z chorobą odbiła aż takie piętno na jego psychice? Druga sprawa, kiedyś spytałem się Dawida czy chciał by proteze, odpowiedział odrazu że nawet nie chce słyszeć o kolejnej operacji, czy jest sens go do tego namawiać? Wydaje mi się że jemu to nie przeszkadza bo jest młody i puki co jest z dziewczyną która wie co on przeszedł i co mu brakuje... ale kto wie co będzie później... Poza tym u nas wszystko dobrze, kolejne kontrole i nadal wszystko pięknie;) Pozdrawiam serdecznie

Re: Rak jadra - co z plodnoscia?

PostWysłany: 04 Lut 2012, 21:33
przez slowdive
Namawianie do zrobienia sobie operacji tylko po to, żeby wczepić sobie protezę w okolicach ciała, z którymi ma styczność tylko najbliższa kobieta, wydaje się mało sensowne. Nie wyobrażam sobie, żeby którejś choć trochę mądrej dziewczynie przeszkadzał brak jednego jądra. A po co zadawać się z głupimi? Ja też nie mam zamiaru sobie wczepiać sztucznego jajka. Chociaż gdyby to można zrobić bez problemu w postaci operacji, pewnie bym się zdecydował, więc to po części moje wygodnictwo.
A co do wstydu... brutalnie mówiąc - trzeba dziecinnie chcieć czuć się Bogiem, żeby nie przyjmować z naturalnością istnienia u siebie różnych słabości i defektów. Zwłaszcza takich, na które raczej nie mieliśmy wpływu. Rozumiem, że to właśnie ten brak wpływu na to wszystko działa szczególnie przygnębiająco (a potem może pobudzająco na niektórych, jak autor tematu). Ale wstydzić się chyba nie warto.

Re: Rak jadra - co z plodnoscia?

PostWysłany: 05 Lut 2012, 04:03
przez troll
Witam,

antos80,
Który ośrodek poleca Pan do wszczepienia protezy? Wiem, że pewnie jest dużo ale u mnie odległość nie ma znaczenia. W zasadzie czym dalej tym lepiej - tak jak pisałem jest to dla mnie bardzo wstydliwy temat.

Na pewno w CO-I w Warszawie takowe są wszczepiane. Wybór jest ogromny, kwestia popytania. Ale co do wstydu, wstydzić to się można, że się coś ukradło. Natomiast wstydzić się zabiegu wszczepienia jądra z silikonu... nie warto :)
Wydaje mi się, że trzeba to przyjąć na przysłowiową "klatę". I tak było w moim wypadku.

A ja uważam, że warto skorzystać z rozmowy z psychologiem, choćby zobaczyć jak to jest. Żadna ujma na honorze a nawarstwiające się problemy mogą doprowadzić do poważnego kryzysu i załamania. Nie można czekać i patrzeć co się stanie. Warto szukać pomocy także psychologów czy psychoonkologów.
Korzyścią dla młodych osób, jest to, że lekarze naprawdę podchodzą super do tematu. Szczerze mówiąc, było mi głupio słuchając w poczekalni starszej pani, że musi czekać na chemioterapię 3 miesiące - bo ja miałem na drugi dzień.

Właśnie tutaj musimy rozróżnić dwa fakty. Fakt leczenia z zamiarem wyleczenia (nowotwory jądra), gdzie każdy dzień zwłoki zmniejsza szanse chorego, który jest leczony agresywnie po to, żeby wyleczyć całkowicie! Inną grupą są chorzy leczeni paliatywnie, dla których czas też ma znaczenie ale są oni w kolejce za chorymi leczonymi radykalnie. I może to zabrzmi bardzo źle ale to słuszne rozwiązanie. Nie mamy magicznego ołówka, który domaluje szpitalne łóżka i kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy złotych. Niestety...
Niestety muszę do tych spraw wrócić z racji chęci potomstwa. Ze wstydem chyba nigdy nie wygram.

Nie możesz wstydzić się czegoś, co było od Ciebie nie zależne, poczytaj słowa Slowdive'a :)
A z moich doświadczeń wynika, że kluczem do sukcesu chyba jest błyskawiczne leczenie.

A tu zgoda w 100%!

Danielu,
Ogolnie obserwuję Dawida i patrze na jego zachowanie po chorobie, zauważyłem że bardzo się zmienił, co jakiś czas łapie ogromnego doła i zamyka się w sobie, twierdzi że ta choroba zniszczyła jego psychikę, że nie może się skupić, a np zadania które rozwiązywał kiedyś bez większych problemów w pół godz teraz zajmują mu z trudem godzinę.

To niestety druga strona medalu. Dojście do siebie po takim leczeniu jest sprawą na pewno dłuższą niż kilka miesięcy. Rok, dwa, trzy. Z każdym miesiącem powinno być jednak lepiej :)
Druga sprawa, kiedyś spytałem się Dawida czy chciał by proteze, odpowiedział odrazu że nawet nie chce słyszeć o kolejnej operacji, czy jest sens go do tego namawiać?

Nie możesz absolutnie brata do tego namawiać! To decyzja tylko i wyłącznie jego, uszanuj ją :)
Wydaje mi się że jemu to nie przeszkadza bo jest młody i puki co jest z dziewczyną która wie co on przeszedł i co mu brakuje... ale kto wie co będzie później... Poza tym u nas wszystko dobrze, kolejne kontrole i nadal wszystko pięknie;)

A czy dziewczyna kocha za dwa jajka a za jedno to już nie? :) Kolejne potwierdzenie w słowach Slowdive'a, po co zadawać się w ogóle z tymi, które nie rozumieją tego? :) Natomiast bardzo, bardzo się cieszę, że u Dawida wszystko w porządku! To wiele dla mnie osobiście znaczy!

slowdive,
Namawianie do zrobienia sobie operacji tylko po to, żeby wczepić sobie protezę w okolicach ciała, z którymi ma styczność tylko najbliższa kobieta, wydaje się mało sensowne. Nie wyobrażam sobie, żeby którejś choć trochę mądrej dziewczynie przeszkadzał brak jednego jądra. A po co zadawać się z głupimi? Ja też nie mam zamiaru sobie wczepiać sztucznego jajka. Chociaż gdyby to można zrobić bez problemu w postaci operacji, pewnie bym się zdecydował, więc to po części moje wygodnictwo.
A co do wstydu... brutalnie mówiąc - trzeba dziecinnie chcieć czuć się Bogiem, żeby nie przyjmować z naturalnością istnienia u siebie różnych słabości i defektów. Zwłaszcza takich, na które raczej nie mieliśmy wpływu. Rozumiem, że to właśnie ten brak wpływu na to wszystko działa szczególnie przygnębiająco (a potem może pobudzająco na niektórych, jak autor tematu). Ale wstydzić się chyba nie warto.

Pozostaje mi się tylko podpisać wszystkimi kończynami pod tym, co napisałeś. Znakomita myśl, godna powielania jak najczęściej!

Pozdrawiam

Re: Rak jadra - co z plodnoscia?

PostWysłany: 05 Lut 2012, 17:24
przez poznaniak
Witam,

generalnie wypada mi się podpisać pod wypowiedziami przedmówców... Ja od ponad 4 lat jestem jednojajeczny, mi akurat oraz mojej żonie absolutnie to nie przeszkadza i nie czuję potrzeby "montowania" protezy, ale myślę, że jest to sprawa indywidualna - zarówno w sferze psychiki jak i fizyczności (aktywności). Co do psychiki - na pewno nie jest to łatwe zagadnienie, ja też po zabiegu stałem się inny, powoli dochodziłem do "spokoju" wewnętrznego, a i tak zdarza mi się pomyśleć, co by było gdyby się nawrócił "mój przeciwnik sprzed lat". Pomimo tego, iż zostałem objęty "tylko" obserwacją, a może też i przewrotnie - właśnie dlatego, przez długi czas każda wcześniejsza poważniejsza infekcja nasuwała myśl o nawrocie itp. Wiem, że to nie jest łatwe, ale w moim przypadku pomogło wsparcie najbliższych, codzienne obowiązki i zajęcia oraz przede wszystkim wiara i silna wolna... no i teraz wspieranie żony w oczekiwaniu na nasze drugie dziecko :-) (o czym pisałem już przed kilkoma dniami w moim temacie).

Pozdrawiam i życzę Wszystkim szybkiej stabilizacji psychicznej i siły ducha, no i oczywiście zdrowia :)