Rak jadra - co z plodnoscia?
Witam,
Miałem raka jądra prawego w 2003 roku (carcinoma embrionale), przeszedłem chyba 2-3 cykle chemioterapii. Dokładnie nie pamiętam bo z powodu załamania nerwowego potargałem całą dokumentację medyczną. Miałem wykonane w 2003 TK brzucha i klatki piersiowej bez przerzutów. Ponieważ tak jak pisałem choroba spowodowała u mnie załamanie nerwowe od tamtego czasu nie powtarzałem ani markerów ani TK ani też nie chodziłem do urologa. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że nie było to rozsądne rozwiązanie i nie polecam takiego ryzyka. Jednak od 2003 czyli już prawie 10 lat żyje i mam się dobrze. Problem natomiast jest z płodnością. Współżyje od 2-3 lat bez antykoncepcji i dziecka nie ma. Jest to dla mnie BARDZO WSTYDLIWY problem. Nikt nie wie (oprócz partnerki i rodziny) że mam jedno jądro. Kilka lat temu (chyba 3) zrobiłem sobie próbkę swojego nasienia na szkiełku i oglądałem pod mikroskopem i wtedy plemniki były i się ruszały. Od miesiąca spotykam się z inną kobietą (na razie bez współżycia) i wogóle zastanawiam się czy kontynuować tę znajomość ze względu na moje problemy, o których ona jeszcze nie wie. Po prostu chce jej oszczędzić cierpienia z powodu braku potomstwa albo chorego potomstwa. Już wolę być sam niż komuś "marnować" w ten sposób życie.
1. Pytanie mam jak u Was panowie z płodnością - czy któremuś udało się spłodzić dziecko i czy ono jest zdrowe? Czy macie jakieś doświadczenia z sztucznym zapłodnieniem i czy istnieją metody powodujące wzrost liczby plemników? Czy da się zbadać nasienie pod kątem uszkodzenia materiału genetycznego, żeby mieć pewność, że dzieci będą zdrowe?
2. Czy macie wszczepione protezy jądra? Zastanawiam się nad protezą ale boje się powikłań i że np. stracę moje jedyny jądro w wyniku np. zakażenia pooperacyjnego. Czy taka proteza jest w jakiś sposób odczuwalna i przeszkadza? Gdzie takie zabiegi przeprowadza się ambulatoryjnie i które protezy są najlepsze (cena nie gra roli).
Pozdrawiam
Miałem raka jądra prawego w 2003 roku (carcinoma embrionale), przeszedłem chyba 2-3 cykle chemioterapii. Dokładnie nie pamiętam bo z powodu załamania nerwowego potargałem całą dokumentację medyczną. Miałem wykonane w 2003 TK brzucha i klatki piersiowej bez przerzutów. Ponieważ tak jak pisałem choroba spowodowała u mnie załamanie nerwowe od tamtego czasu nie powtarzałem ani markerów ani TK ani też nie chodziłem do urologa. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że nie było to rozsądne rozwiązanie i nie polecam takiego ryzyka. Jednak od 2003 czyli już prawie 10 lat żyje i mam się dobrze. Problem natomiast jest z płodnością. Współżyje od 2-3 lat bez antykoncepcji i dziecka nie ma. Jest to dla mnie BARDZO WSTYDLIWY problem. Nikt nie wie (oprócz partnerki i rodziny) że mam jedno jądro. Kilka lat temu (chyba 3) zrobiłem sobie próbkę swojego nasienia na szkiełku i oglądałem pod mikroskopem i wtedy plemniki były i się ruszały. Od miesiąca spotykam się z inną kobietą (na razie bez współżycia) i wogóle zastanawiam się czy kontynuować tę znajomość ze względu na moje problemy, o których ona jeszcze nie wie. Po prostu chce jej oszczędzić cierpienia z powodu braku potomstwa albo chorego potomstwa. Już wolę być sam niż komuś "marnować" w ten sposób życie.
1. Pytanie mam jak u Was panowie z płodnością - czy któremuś udało się spłodzić dziecko i czy ono jest zdrowe? Czy macie jakieś doświadczenia z sztucznym zapłodnieniem i czy istnieją metody powodujące wzrost liczby plemników? Czy da się zbadać nasienie pod kątem uszkodzenia materiału genetycznego, żeby mieć pewność, że dzieci będą zdrowe?
2. Czy macie wszczepione protezy jądra? Zastanawiam się nad protezą ale boje się powikłań i że np. stracę moje jedyny jądro w wyniku np. zakażenia pooperacyjnego. Czy taka proteza jest w jakiś sposób odczuwalna i przeszkadza? Gdzie takie zabiegi przeprowadza się ambulatoryjnie i które protezy są najlepsze (cena nie gra roli).
Pozdrawiam