Trochę o orchidektomii
Cześć wszystkim,
Jestem świeżo po zabiegu radykalnej orchidektomii prawego jądra, ze względu na podejrzenie nowotworu złośliwego. Nie będę tutaj opisywał swojej historii bo mam już osobny wątek: viewtopic.php?f=21&t=2558 . Chciałem założyć temat, który będzie stricte nawiązywał do zabiegu orchidektomii i pomoże trochę osobom takim jak ja, bez wcześniejszej historii zabiegowej, które przez całe dnie przed operacją żyły w ciągłym stresie i niepewności.. Więc jeśli czekasz na krojenie, boisz się i nie wiesz jak to ma wszystko wyglądać - ten wątek jest skierowany właśnie do Ciebie
.
Operowany byłem w Dolnośląskim Szpitalu Specjalistycznym im. Marciniaka we Wrocławiu pod okiem doktora urologa Grzegorza Urbańczyka (bardzo polecam, mega fajny gość z dużą wiedzą, zawsze znajdujący czas dla pacjenta).
Pierwszy dzień
Rano przyjęto mnie na oddział urologiczny. Trochę papierkowej roboty, czekania i po kilku godzinach dostałem łóżko. Zabieg został zaplanowany na drugi dzień pobytu. Mogłem jeść i pić do późnego wieczora. Popołudniu założono mi wenflon, zrobiono morfologię, EKG oraz RTG płuc. Pod wieczór dostałem zastrzyk przeciw zakrzepom krwi i jakiś antybiotyk w kroplówce - podobno to standard przed operacją. Potem wywiad z anestezjologiem, musiałem powiedzieć mu całą swoją historie chorób i zabiegów. Do leczniczego zestawu pielęgniarki dały mi jeszcze hydroksyzynę na spokojniejszy sen.
Drugi dzień
Nie ukrywam, że stresówka była od samego rana, mniej więcej od godziny 6:00, gdy dostałem kolejny zastrzyk przeciw zakrzepowy. Zrobiłem dwójeczkę w toalecie, o 9:00 dostałem jednorazowy uniform, w który miałem się przebrać, o 10:00 jechałem już na blok operacyjny. Lekarze zapytali się mnie o imię, nazwisko, z czym do nich przyjechałem - chyba sprawdzali w ten sposób mój stan i potwierdzali dane z karty pacjenta. Przez stres i emocje po prostu popłakałem się będąc na sali przed operacyjnej... Anestezjolodzy (2 kobiety i 1 mężczyzna) okazali się mega empatyczni. Widząc u mnie taką reakcję i gdy powiedziałem im, że to mój pierwszy tak poważny zabieg w życiu, zaczęli mnie pocieszać, głaskać po głowie i uspokajać. Bardzo mi to pomogło. Następnie zapytali mnie o preferowaną formę znieczulenia - pełna narkoza, czy znieczulenie miejscowe podpajęczynówkowe. Wybrałem znieczulenie miejscowe, gdyż po narkozie zwykle zostaje się jeden dzień dłużej w szpitalu na obserwacji, a chciałem szybko wrócić do rodziny. Po rozmowie wjechaliśmy na salę operacyjną, gdzie nałożyli mi urządzenie na palec do badania saturacji i ciśnieniomierz. Dodali jakiś magiczny miks do kroplówki i po dwóch minutach byłem już wyczillowany. Gdy już się tak trochę uspokoiłem lekarze podnieśli mnie i kazali się przechylić do przodu, aby wprowadzić znieczulenie. Samo wkłucie nie boli, igła jest bardzo cienka, ale dyskomfort pojawił się podczas przebicia worka oponowego. Trochę zabolało, ale nie było tragicznie, sądziłem, że będzie to jakiś nieznośny ból i bałem się tego znieczulenia bardziej niż samego zabiegu - zupełnie niepotrzebnie. Od razu poczułem ciepło rozchodzące się po nogach, położono mnie z powrotem na łóżku i przypięto pasami, ponieważ ustawiono mnie trochę pod kątem w stronę chirurga. Po 30 sekundach nie mogłem już ruszyć nogami, strasznie dziwne uczucie. Chirurg zaczął mnie kroić, a anestezjolog zapytał, czy chcę iść spać, na co entuzjastycznie odpowiedziałem twierdząco.
Film mi się dosłownie urwał chyba minutę po tym pytaniu, obudziłem się na sali wybudzeń z maską tlenową na twarzy i kroplówką. Pielęgniarki, gdy zobaczyły, że się obudziłem zdjęły mi maskę i przewiozły do pokoju obserwacyjnego, a po pół godzinie wróciłem już na oddział. Czucie wróciło jakoś 6 godzin po zabiegu, pierwsze kroki zrobiłem po około 8. I tutaj chciałbym stanowczo napisać - NIE POZWÓLCIE PIELĘGNIARKOM NA ZAŁOŻENIE SOBIE CEWNIKA!!!! Mój lekarz prowadzący zakazał zakładania go pacjentom po orchidektomii i znieczuleniu miejscowym, tłumacząc iż zdecydowana większość z nich dostaje infekcji bakteryjnej po jednorazowej ingerencji w cewkę i pęcherz moczowy. Uwierzcie mi - będziecie w stanie bezproblemowo załatwić się do kaczki. Inaczej na pewno sprawa wygląda z pełną narkozą.
Będę szczery - gdy znieczulenie zejdzie to możliwe, że pojawi się spory ból. Pomógł mi na niego dopiero drugi ketonal w kroplówce. Dopominajcie się o środki przeciwbólowe i mówcie o tym głośno, jeżeli coś was boli.
Trzeci dzień
Rana bolała już o wiele mniej niż dzień wcześniej. Opatrunek miałem zmienić dopiero czwartego dnia, o ile nic by się nie babrało i nie miałem założonego drenażu. Z samego rana zdjęto mi opatrunki przeciw opuchliźnie (takie bandaże elastyczne owinięte wokół pachwiny i moszny). Pierwszy raz zobaczyłem i dotknąłem swoje jedyne już jądro - dziwne uczucie, ale myślałem, że będzie gorzej. Pamiętajcie, że po orchidektomii nadal mamy nienaruszoną mosznę i pełne czucie w niej. Jest trochę dziwnie, bo po jednej stronie nic już nie ma i zwisa sama skóra, ale nadal czułem w dłoni swoją "męskość"
. Ze wzwodem również nie ma problemu. Już w podczas snu miałem pierwszą pooperacyjną nocną erekcję, która okazała się bezbolesna.
O 11:00 przyszedł doktor z wypisem, nakazał wykąpać się dopiero za 48h i postarać się nie zmoczyć rany. Szwów mam 5, należy je zdjąć po 7-10 dniach w POZ.
Po operacji
Ogólnie rekonwalescencja po zabiegu jest podobno bardzo dobra i krótka. Po miesiącu można wrócić do aktywności fizycznych. Przez pierwszy tydzień mam chodzić o kulach, nie dźwigać, zmieniać często pozycje, spacerować po mieszkaniu i leżeć w łóżku na przemian po godzinie. Przeciwbólowo pomaga ketonal 100mg dostępny bez recepty. Najgorszy ból występował w pierwszych dwóch dobach po zabiegu, potem jest już coraz lepiej. Psychicznie.. cóż, każdy przechodzi to inaczej, bo przecież każdy z nas nosi inny bagaż emocjonalny. W moim przypadku pojawia się strach, że to gówno mam nadal w sobie i będę miał do końca życia, i że "w prezencie" mogła dostać to moja mała córeczka. Jestem pod stałą opieką psychiatry, mam pełne wsparcie w żonie, rodzinie i u przyjaciół. Nigdy nie bójcie się prosić o pomoc. Zbyt dużo mężczyzn w Polsce popełnia Magika ze względu na swój zły stan psychiczny.
Na sam koniec chcę się zwrócić bezpośrednio do Ciebie. Jeżeli tu trafiłeś i to czytasz - orchidektomia to pierwszy krok w walce z nowotworem. Jestem z Ciebie dumny, że postanowiłeś walczyć i chcesz żyć. Wiem, że się boisz, ale tylko idioci nie czują strachu. Proś o pomoc swoich bliskich, lub profesjonalistów jeżeli czujesz, że tego potrzebujesz. Życie postawiło Cię przed próbą, ale jeszcze Cię nie skreśliło. Walcz.
Drodzy przyszli monorchidzi - wszyscy na tym forum trzymają za was kciuki!
Jestem świeżo po zabiegu radykalnej orchidektomii prawego jądra, ze względu na podejrzenie nowotworu złośliwego. Nie będę tutaj opisywał swojej historii bo mam już osobny wątek: viewtopic.php?f=21&t=2558 . Chciałem założyć temat, który będzie stricte nawiązywał do zabiegu orchidektomii i pomoże trochę osobom takim jak ja, bez wcześniejszej historii zabiegowej, które przez całe dnie przed operacją żyły w ciągłym stresie i niepewności.. Więc jeśli czekasz na krojenie, boisz się i nie wiesz jak to ma wszystko wyglądać - ten wątek jest skierowany właśnie do Ciebie
Operowany byłem w Dolnośląskim Szpitalu Specjalistycznym im. Marciniaka we Wrocławiu pod okiem doktora urologa Grzegorza Urbańczyka (bardzo polecam, mega fajny gość z dużą wiedzą, zawsze znajdujący czas dla pacjenta).
Pierwszy dzień
Rano przyjęto mnie na oddział urologiczny. Trochę papierkowej roboty, czekania i po kilku godzinach dostałem łóżko. Zabieg został zaplanowany na drugi dzień pobytu. Mogłem jeść i pić do późnego wieczora. Popołudniu założono mi wenflon, zrobiono morfologię, EKG oraz RTG płuc. Pod wieczór dostałem zastrzyk przeciw zakrzepom krwi i jakiś antybiotyk w kroplówce - podobno to standard przed operacją. Potem wywiad z anestezjologiem, musiałem powiedzieć mu całą swoją historie chorób i zabiegów. Do leczniczego zestawu pielęgniarki dały mi jeszcze hydroksyzynę na spokojniejszy sen.
Drugi dzień
Nie ukrywam, że stresówka była od samego rana, mniej więcej od godziny 6:00, gdy dostałem kolejny zastrzyk przeciw zakrzepowy. Zrobiłem dwójeczkę w toalecie, o 9:00 dostałem jednorazowy uniform, w który miałem się przebrać, o 10:00 jechałem już na blok operacyjny. Lekarze zapytali się mnie o imię, nazwisko, z czym do nich przyjechałem - chyba sprawdzali w ten sposób mój stan i potwierdzali dane z karty pacjenta. Przez stres i emocje po prostu popłakałem się będąc na sali przed operacyjnej... Anestezjolodzy (2 kobiety i 1 mężczyzna) okazali się mega empatyczni. Widząc u mnie taką reakcję i gdy powiedziałem im, że to mój pierwszy tak poważny zabieg w życiu, zaczęli mnie pocieszać, głaskać po głowie i uspokajać. Bardzo mi to pomogło. Następnie zapytali mnie o preferowaną formę znieczulenia - pełna narkoza, czy znieczulenie miejscowe podpajęczynówkowe. Wybrałem znieczulenie miejscowe, gdyż po narkozie zwykle zostaje się jeden dzień dłużej w szpitalu na obserwacji, a chciałem szybko wrócić do rodziny. Po rozmowie wjechaliśmy na salę operacyjną, gdzie nałożyli mi urządzenie na palec do badania saturacji i ciśnieniomierz. Dodali jakiś magiczny miks do kroplówki i po dwóch minutach byłem już wyczillowany. Gdy już się tak trochę uspokoiłem lekarze podnieśli mnie i kazali się przechylić do przodu, aby wprowadzić znieczulenie. Samo wkłucie nie boli, igła jest bardzo cienka, ale dyskomfort pojawił się podczas przebicia worka oponowego. Trochę zabolało, ale nie było tragicznie, sądziłem, że będzie to jakiś nieznośny ból i bałem się tego znieczulenia bardziej niż samego zabiegu - zupełnie niepotrzebnie. Od razu poczułem ciepło rozchodzące się po nogach, położono mnie z powrotem na łóżku i przypięto pasami, ponieważ ustawiono mnie trochę pod kątem w stronę chirurga. Po 30 sekundach nie mogłem już ruszyć nogami, strasznie dziwne uczucie. Chirurg zaczął mnie kroić, a anestezjolog zapytał, czy chcę iść spać, na co entuzjastycznie odpowiedziałem twierdząco.
Film mi się dosłownie urwał chyba minutę po tym pytaniu, obudziłem się na sali wybudzeń z maską tlenową na twarzy i kroplówką. Pielęgniarki, gdy zobaczyły, że się obudziłem zdjęły mi maskę i przewiozły do pokoju obserwacyjnego, a po pół godzinie wróciłem już na oddział. Czucie wróciło jakoś 6 godzin po zabiegu, pierwsze kroki zrobiłem po około 8. I tutaj chciałbym stanowczo napisać - NIE POZWÓLCIE PIELĘGNIARKOM NA ZAŁOŻENIE SOBIE CEWNIKA!!!! Mój lekarz prowadzący zakazał zakładania go pacjentom po orchidektomii i znieczuleniu miejscowym, tłumacząc iż zdecydowana większość z nich dostaje infekcji bakteryjnej po jednorazowej ingerencji w cewkę i pęcherz moczowy. Uwierzcie mi - będziecie w stanie bezproblemowo załatwić się do kaczki. Inaczej na pewno sprawa wygląda z pełną narkozą.
Będę szczery - gdy znieczulenie zejdzie to możliwe, że pojawi się spory ból. Pomógł mi na niego dopiero drugi ketonal w kroplówce. Dopominajcie się o środki przeciwbólowe i mówcie o tym głośno, jeżeli coś was boli.
Trzeci dzień
Rana bolała już o wiele mniej niż dzień wcześniej. Opatrunek miałem zmienić dopiero czwartego dnia, o ile nic by się nie babrało i nie miałem założonego drenażu. Z samego rana zdjęto mi opatrunki przeciw opuchliźnie (takie bandaże elastyczne owinięte wokół pachwiny i moszny). Pierwszy raz zobaczyłem i dotknąłem swoje jedyne już jądro - dziwne uczucie, ale myślałem, że będzie gorzej. Pamiętajcie, że po orchidektomii nadal mamy nienaruszoną mosznę i pełne czucie w niej. Jest trochę dziwnie, bo po jednej stronie nic już nie ma i zwisa sama skóra, ale nadal czułem w dłoni swoją "męskość"
O 11:00 przyszedł doktor z wypisem, nakazał wykąpać się dopiero za 48h i postarać się nie zmoczyć rany. Szwów mam 5, należy je zdjąć po 7-10 dniach w POZ.
Po operacji
Ogólnie rekonwalescencja po zabiegu jest podobno bardzo dobra i krótka. Po miesiącu można wrócić do aktywności fizycznych. Przez pierwszy tydzień mam chodzić o kulach, nie dźwigać, zmieniać często pozycje, spacerować po mieszkaniu i leżeć w łóżku na przemian po godzinie. Przeciwbólowo pomaga ketonal 100mg dostępny bez recepty. Najgorszy ból występował w pierwszych dwóch dobach po zabiegu, potem jest już coraz lepiej. Psychicznie.. cóż, każdy przechodzi to inaczej, bo przecież każdy z nas nosi inny bagaż emocjonalny. W moim przypadku pojawia się strach, że to gówno mam nadal w sobie i będę miał do końca życia, i że "w prezencie" mogła dostać to moja mała córeczka. Jestem pod stałą opieką psychiatry, mam pełne wsparcie w żonie, rodzinie i u przyjaciół. Nigdy nie bójcie się prosić o pomoc. Zbyt dużo mężczyzn w Polsce popełnia Magika ze względu na swój zły stan psychiczny.
Na sam koniec chcę się zwrócić bezpośrednio do Ciebie. Jeżeli tu trafiłeś i to czytasz - orchidektomia to pierwszy krok w walce z nowotworem. Jestem z Ciebie dumny, że postanowiłeś walczyć i chcesz żyć. Wiem, że się boisz, ale tylko idioci nie czują strachu. Proś o pomoc swoich bliskich, lub profesjonalistów jeżeli czujesz, że tego potrzebujesz. Życie postawiło Cię przed próbą, ale jeszcze Cię nie skreśliło. Walcz.
Drodzy przyszli monorchidzi - wszyscy na tym forum trzymają za was kciuki!