Witam wszystkich!
Mam 23 lata. W okolicy kwietnia tego roku wyczułem na lewym jądrze mały guzek. Następnego dnia wybrałem się do urologa na USG. Lekarz (dr hab. Wojciech Szewczyk z Katowic) stwierdził, że zmianę trzeba obserwować, i że nie warto ryzykować operacji, bo możliwe że to nic poważnego. Zmiana zaczęła się powiększać w lipcu, po raz kolejny poszedłem na USG, inny urolog natychmiast skierował mnie na oddział. 31 lipca miałem operację usunięcia jądra lewego. Wynik histopatologii: Nasieniak. Markery w normie. Udałem się do Gliwic, tam skierowano mnie na radioterapię - 15 frakcji, łącznie 30 grejów na węzły chłonne zaotrzewnowe. Przed naświetleniami miałem robione TK - węzły chłonne i wątroba czyste, płuca też - remisja. Radioterapię zakończyłem 9 listopada, po miesiącu zalecono kontrolę w poradni oknologicznej w Katowicach. Tam dr Robert Kwiatkowski mnie lekko zadziwił - z góry założył, że po radioterapii jest wszystko ok, i jedyne, na co mnie skierował to rentgen płuc i morfologia. Czy to normalne, że pomija się badanie TK i markery? Następny termin wizyty mam za 3 miesiące, w laboratorium powiedzieli mi, że dopiero wtedy mam zrobić badanie krwi i rentgen. Co dalej robić panowie?

