Strona 1 z 1

Opis mojego przypadku - Jarek, 29 lat

PostWysłany: 15 Paź 2015, 18:41
przez sosai
Cześć, czytam forum od momentu w którym zdiagnozowano u mnie guza podczas badania USG. Przeszedłem orchidektomię w Magodencie w Warszawie, we wtorek dostałem wstepne wyniki histopatologiczne i byłem na wizycie u dr Sarosieka.

Od początku:
* 10.09.2015 - USG jądra - guz w jądrze lewym, w prawym pojedyńcze mikrozwapnienia
* 17.09.2015 - USG jamy brzusznej - zmiana w segmencie 4 wątroby o gładkich zarysach 18x13 - nietypowy naczyniak, poza tym bez zmian.
* 24.09.2015 - Tomografia komputerowa jamy brzusznej i miednicy mniejszej - w segmencie 4 hypodensyjne, nie torbielowate ognisko o gładkich zarysach 23x15 widoczne we wszystkich 3 fazach, nieznacznie wzmacia się po podaniu kontrastu, w fazie żylnej 34 do 50 JH
* 25.09.2015 - Rezonans magnetyczny - w segmencie 4 watroby o wysokim sygnale w obrazach T2 zależnych, obniżonym w T1, bez restrykcji dyfuzji i wzmocnienia kontrastowego - 16x20, obraz sugeruje zmianę o charakterze torbieli.
* Przedoperacyjne markery w normie
* 30.09.2015 - orchidektomia, wynik wstępny (z wtorku, liczę że jutro będzie już wynik finalny) - guz mieszany germinalny jądra. Widoczne jest utkanie nasieniaka i raka zarodkowego? (carcinoma embryonale). Guz ograniczony do jądra. Inwazji naczyń nie stwierdzono. Najądrze i podwózek nasienny bez utkania nowotworowego. Zaawansowanie pT1Nx.
** Czego nie opisałem to znaczy, że jest w normie.

Podczas wizyty dr Sarosiek zakwestionował wynik rezonansu wątroby, ponieważ torbiel byłaby widoczna podczas badania USG. Przekazałem płyty z tomografii i rezonansu na "Kominek" (?, tak przynajmniej zrozumiałem) który był dzisiaj. Jutro dowiem się, co inni radiolodzy myślą o mojej wątrobie, tj. czy to faktycznie torbiel czy może już przerzut.

W przypadku w którym zmiana na wątrobie to nie przerzut dr Sarosiek wskazuje 2 opcje:
- obserwacja, prawdopodobieństwo braku nawrotu choroby ok 85%
- 2xBEP. W tym przypadku prawdopodobieństwo nawrotu spada 10-krotnie, z tego co uczyli w szkole wnioskuję, że wynosi ono 98,5% :)

W przypadku w którym zmiana na wątrobie to przerzut dr Sarosiek wskazuje 4xBEP. W tym przypadku prawdopodobieństwo (wyleczenia? Nie mam pewności jak interpretować tę liczbę) zostało okreśone jako "nadal wysokie, powyżej 50%".

Jutro idę na kolejną wizytę do Magodentu, dowiem się wtedy co inni radiolodzy sądzą o mojej wątrobie. Jeśli okaże się, że wszystko jest ok, zdecyduję się na obserwację. Dlaczego?:
- Boję się skutków ubocznych chemioterapii,
- Boję się o zdrowie moich rodziców (oboje mają prawie 70 lat, nie wiedzą o mojej chorobie, wiedzą za to moje siostry i kilku znajomych, którzy mnie wspierają)
- Nie mam kłopotów z dostępnem do tomografii i rezonansów magnetycznych, jestem ubezpieczony prywatnie, a na szczęście w Lux Medzie czas oczekiwania na badania obrazowe jest bardzo krótki.

W przypadku w którym z wątrobą jednak nie jest dobrze to oczywiście nie mam wyjścia, 4xBEP zgodnie ze wskazaniem dra Sarosieka. Poinformuję również rodziców.

Jako tło do całej historii dodam jeszcze okoliczności w jakich poszedłem do urologa. Razem z moją dziewczyną planowaliśmy podróż dookoła świata, od stycznia przyszłego roku do końca grudnia. Ja biorę urlop bezpłatny w pracy, moja dziewczyna kasuje odprawę (program zwolnień grupowych, zdrowo płacą) i w świat - w skrócie taki był plan. Ameryka Południowa, Środkowa, dostać się do Los Angeles, później przez Hawaje do Australii, Nowa Zelandia, Azja Poł-Wsch itd. Szukanie namiotu, aparatu, wizyty u dentysty, alergologa, internisty, szczepenia -wszystko zaplanowane. Naprawdę fajnie to wszystko wymyśliliśmy. Ja postanowiłem jeszcze udać się do urologa. Przeczytałem w prasie artykuł o raku jądra, o tym, że jeśli ktoś miał w dzieciństwie sprowadzane jądro do moszny to prawdopodobieństwo raka dramatycznie rośnie. Ja miałem, lewe, które było mniejsze od prawego. Myślałem, że taka moja uroda i poza rozmiarem wszystko jest z nim ok. No, nie było. Nie dość że znaleziono w nim raka, to jeszcze od zawsze było nieczynne.

Tym wpisem chciałem się z Wami przywitać :)

Trzymajcie kciuki jutro za wyniki!

Pozdrawiam

Re: Opis mojego przypadku - Jarek, 29 lat

PostWysłany: 15 Paź 2015, 19:26
przez miszcz
Zazdroszczę planów podróżniczych, ale o tak długiej podróży będziesz musiał na długo zapomnieć - ścisła obserwacja, konieczność regularnych badań, wizyty kontrolne. A później w ubezpieczeniu turystycznym opcja - zaostrzenie choroby przewlekłej - i koszty idą znacznie w górę. Po chemii będzie jeszcze gorzej.

Pozdrawia miłośnik podróży.

Re: Opis mojego przypadku - Jarek, 29 lat

PostWysłany: 15 Paź 2015, 19:30
przez sosai
Cześć. Fakt, na rok na pewno nie pojedziemy. Marzy mi się chociaż 3 miesiące.

Ale najpierw muszę być zdrowy.

Re: Opis mojego przypadku - Jarek, 29 lat

PostWysłany: 16 Paź 2015, 14:19
przez mimi
W kwestii podróży- wielka zazdrość :) Trzymam kciuki za powrót do zdrowia. Co do samego podróżowania w dalekie strony po leczeniu, to mogę Cie uspokoić ze wszystko jest możliwe. My z mężem 9 miesięcy po zakończeniu chemii(4xbep) polecieliśmy na miesiąc do Indonezji.Wprawdzie był to miesiąc nie 3,ale jak dobrze ogarniesz w późniejszym okresie kontrole to może sie uda na 2,miesiąca gdzieś wyjechać. Chemia w żaden sposób nie wpłynęła na samopoczucie- dobrze znosił loty,zmianę klimatu,etc. Więc jak już będziesz wyleczony kwestia podroży jest do ogarnięcia :)

Re: Opis mojego przypadku - Jarek, 29 lat

PostWysłany: 16 Paź 2015, 17:34
przez sosai
Cześć, dziś już wiem więcej. I są dobre wieści.

Otóż to "coś" na mojej wątrobie to nie przerzut i nie rak. Chyba nie jest to też naczyniak ani torbiel. Na podstawie rezonansu i tomografii "kominek" nie potrafił potwierdzić co to, natomiast potrafił wykluczyć przerzut i raka. Zostałem zaproszony na USG do dr Małgorzaty Biesiadko. Mam nadzieję, że po tej wizycie, na podstawie USG (ha! na podstawie USG!) będzie wiadomo co to w końcu takiego. Być może jest to jakaś wada wrodzona. W każdym razie nie rak i wygląda na to, że mnie nie zabija. Więc nie mam przerzutów.

Dodatkowo odebrałem finalną wersję histopatologii (wcześniejsza tutaj opisywana była wstępna) - ROZPOZNANIE: Nasieniak jądra. Guz ograniczony do jądra. CD117(+), CD30(-) w komórkach nowotworu. Inwazji naczyń nie stwierdzono. Ponadto w jądrze poza guzem widoczne są zmiany o charakterze intratubular germ cell neoplasia i na obwodzie cechy zaniku. Najądrze i powózek nasienny bez utkania nowotworowego. Zaawansowanie nowotworu - pT1 Nx. Czyli mam czystego nasieniaka.

Co to dla mnie oznacza:
(1) Nie muszę brać chemii, przy najniższym stopniu zaawansowania przy nasieniakach nie jest zalecana. I tego będę się trzymał :)
(2) Muszę regularnie badać jamę brzuszną na okoliczność tego "czegoś"
(3) Z prawdopodobieństwem 10% w prawym jądrze również w przyszłości może rozwinąć się nowotwór, więc muszę zdeponować spermę w banku. Wynika to z obecności intratubular germ cell neoplasia
I najlepsze:
(4) Zdaniem dra Sarosieka mogę pojechać na rok w podróż. Przed wyjazdem muszę jednak zrobić wszystkie badania (USG prawego jądra, rezonans jamy brzusznej i przestrzeni zaotrzewnej, RTG klatki piersiowej, markery) + pociągnąć temat tej wątroby. W czasie podróży dr powiedział, że mam robić co 3 miesiące usg jamy brzusznej, RTG klatki piersiowej i markery i wysyłać mu wyniki na maila.

Kocham tego człowieka :)

W ogóle kocham życie. I pojadę w tę podróż, choćbym miał zapłacić nieludzkie pieniądze za ubezpieczenie. Od czego są banki. Albo Provident :)

Zbieram się do rodziców, posiedzieć z nimi trochę. Oczywiście nie powiem im, że miałem raka. Umówiłem się z nimi, że poopowiadają mi trochę o swoich rodzicach (nie poznałem 3 z nich). Mój dziadek był szczurem Tobruku, drugi był pracownikiem przymusowym w 3 Rzeszy, z kolei pradziadek przegrał gospodarstwo rolne (wieś) w karty. Mało pamiątek z tego zostało, babcia miała demencję, część zdjęć i dokumentów spaliła. Czyli mogę liczyć raczej wspomnienia domowników, ciotek i wujków. Jadę to przelać na papier. Zostało mi jeszcze trochę L4 :)

Pozdrawiam Was wszystkich!

Re: Opis mojego przypadku - Jarek, 29 lat

PostWysłany: 16 Paź 2015, 18:18
przez romi
Witam.
Miałeś szczęście trafić na dobrego lekarza, a w całej złej historii na korzystną dla Ciebie diagnozę.
Na Twoim miejscu nie mówiłbym rodzicom o chorobie w obecnej sytuacji, byłby to dla nich dodatkowy stres. I tak pewnie mają go w związku z Twoim planowanym wyjazdem.
Jedź w podróż, korzystaj z życia i stosuj się ściśle do zaleceń lekarza. Poproś żeby wypisał Ci skierowania na badania, za granicą mogą nie chcieć nawet za kasę zrobić badania tylko dlatego, że Ty chcesz.
Powodzenia

Re: Opis mojego przypadku - Jarek, 29 lat

PostWysłany: 17 Paź 2015, 09:32
przez rostocker78
Super, że tak to się wszystko skończyło. Pozytywny z Ciebie facet a rodzina tez raczej ciekawa :) Życzę miłej podróży a jeśli w planach macie również Bangkok (obstawiam, że na pewno macie) to zapraszam na kilka głębszych :) mówię serio, nie żartuję.

Re: Opis mojego przypadku - Jarek, 29 lat

PostWysłany: 17 Paź 2015, 17:52
przez sosai
Hej,

@romi
(1) Jeśli chodzi o szczęście z wyborem lekarza to powiedziałbym, że było to "szczęście sterowane". Przez to forum właśnie :) Urolog który wypisał mi skierowanie do szpitala na orchidektomię zasugerował, żebym poszedł się leczyć do najbliższego szpitala, w tym wypadku Szpitala Bielańskiego. Całe szczęście że udało mi się wygooglować to forum i znaleźć informację o placówkach, poczytałem Wasze przypadki, sprawdziłem opinie nt. dra Sarosieka i wiedziałem, że chcę się leczyć właśnie u niego.
Zgłosiłem się do Magodentu w czwartek, najpierw zostałem skierowany przez Panie w recepcji do onkologa zamiast do urologa. Na wizytę u urologa (dr Chojnacki) czekałem do wtorku, później na operację kolejne 2 tygodnie (ze względu urlop dra Chojnackiego, chciałbym podkreślić, że dr starał się mnie wpisać na operację na środę, tj. na następny dzień, ale nie było jak wcisnąć mnie w grafik). Miałem więc do wyboru - albo pójść gdzieś indziej albo poczekać 2 tygodnie, ryzykując że mój stan się pogorszy.
Zaryzykowałem, bo czułem się po prostu dobrze, zero jakichkolwiek objawów (nawet palpitacyjnych!). Okoliczności zdiagnozowania u mnie raka były zupełnie przypadkowe. Nie wiedziałem od jakiego czasu to się we mnie rozwija, uznałem że stać mnie na te 2 tygodnie. I to był dobry wybór.

(2) Moi rodzice nadal nie wiedzą o podróży. Powiem im dopiero w grudniu. Do tego czasu wolę ich trzymać w nieświadomości, po co mają się stresować dodatkowych kilka miesięcy.
"Jaaarek, ale gdzie Ty się tam pchasz? Jak Ty się tam dogadasz? Nie boisz się? Ja się boję! Porwą Cię i pobiją! A ile to będzie kosztowało? Boooże... Nie wolisz do kredytu mieszkaniowego dołożyć?" Taaak... te rozmowy zostawię sobie na później :)

(3) Dzięki za podpowiedź z tymi skierowaniami, tak zrobię.

@rostocker78 - pewnie że planujemy! W samej Tajlandii zabudżetowaliśmy sobie 21 dni, tym na pewno kilka dni będziemy chcieli spędzić w Bangkoku. Będziemy tam w drugiej połowie 2016. Odezwę się na PW do Ciebie jak już będziemy wiedzieć kiedy będziemy :) Wezmę dla Ciebie jakąś pamiątkę z Polski (święty obrazek, magnez na lodówkę czy co tam sobie zamówisz) :)

Re: Opis mojego przypadku - Jarek, 29 lat

PostWysłany: 19 Paź 2015, 06:05
przez rostocker78
sosai napisał(a):@rostocker78 - pewnie że planujemy! W samej Tajlandii zabudżetowaliśmy sobie 21 dni, tym na pewno kilka dni będziemy chcieli spędzić w Bangkoku. Będziemy tam w drugiej połowie 2016. Odezwę się na PW do Ciebie jak już będziemy wiedzieć kiedy będziemy :) Wezmę dla Ciebie jakąś pamiątkę z Polski (święty obrazek, magnez na lodówkę czy co tam sobie zamówisz) :)


Poprosiłbym o kamyk z Jeleniej...a przepraszam, z Jasnej Góry hehe...a tak na poważnie to myślę, że Czarna Wiśnia zdoła ukoić mój homesick w 100% 8-)

Re: Opis mojego przypadku - Jarek, 29 lat

PostWysłany: 20 Cze 2016, 16:48
przez sosai
Cześć, z góry przepraszam za podbijanie tematu, który w dyskusji terapeutycznej nie wniesie już nic nowego. Ale mam kłopot, może ktoś będzie umiał się odnieść

Szybkie tło - parę miesięcy temu planowaliśmy z moją dziewczyną podróż dookoła świata, pojawiła się ta historia z rakiem, raka usunęli, leczenie bez chemii (nasieniak 1A) więc tylko badania okresowe. Zdecydowaliśmy się więc pojechać w podróż. Zaczęliśmy od Ameryki Południowej. Co 3-4 miesiące mam robić badania, więc zrobiłem je w Chile w szpitalu w Santiago (markery, usg jamy brzusznej, tomografia jamy brzusznej i miednicy mniejszej, rentgen klatki piersiowej). Wszystkie badania wyszły dobrze, tj. nie ma progresu choroby. To było w marcu. BTW - nie zapłaciłem ani grosza za te badania, nie pytajcie dlaczego, bo nie wiem :)

Dziś jesteśmy na Filipinach, skąd za parę dni lecimy do Singapuru, gdzie planowałem zrobić markery, usg jamy brzusznej i renten klatki piersiowej. Zapytałem w klinice o orientacyjne ceny tych badań i dostałem odpowiedź, że mam być gotowy na około 4-8 tysięcy złotych. Co jest lekkim przegięciem. Singapur ma jednak tę zaletę, że stamtąd są tanie loty do praktycznie wszystkich miejsc w Azji. Stąd moje pytanie.

PYTANIE: Czy mieliście może taką sytuację (lub znacie osobę która miała), że musieliście zrobić badania okresowe w Azji? Jeśli tak - gdzie je robiliście lub gdzie polecacie? Będę bardzo wdzięczny za wszelką podpowiedź :)