Mój przypadek pT2N0M0/Seminoma/Kraków

Chirurgiczne oraz zachowawcze metody terapii raka jądra. Nowoczesne schematy chemioterapeutyczne, radioterapia oraz leczenie wspomagające.

To forum jest miejscem na indywidualne tematy dotyczące choroby poszczególnych chorych. Tutaj możesz umieścić temat odnoszący się do Twojej/bliskiej Ci osoby choroby aby przedyskutować prawidłowość leczenia, uzyskać informacje, porady, odpowiedzi na nurtujące pytania.

Re: Mój przypadek - początek walki

Postprzez troll » 13 Gru 2014, 01:50

kk91,

Z mojej strony sugerowałbym Ci wziąć ketonal i wstawać, chodzić, próbować robić to, co robiłeś dotychczas! Wiem, że wstać jest bardzo ciężko ale każdy wysiłek i ruch działa na Twoją korzyść! Uwierz mi, pozszywali Cię na tyle dobrze, że możesz robić to, co tylko Ci się podoba! Pozostaje kwestia bólu i własnego zaangażowania. Ból możesz uśmierzyć ketonalem a zaangażowanie?

Pozdrawiam serdecznie!
Image
Image
Awatar użytkownika
troll
Ekspert
 
Posty: 3985
Rejestracja: 21 Gru 2010, 16:36

Re: Mój przypadek - początek walki

Postprzez JurekO » 13 Gru 2014, 02:36

Oczywiscie, jezeli nie jestesz sztangista, bo zdwiganie ciezarow jak narazie nie jest wskazane, ale to pewnie wiesz :) Nie ma co sie martwic na zapas.

Pozdrawiam
Jurek
Awatar użytkownika
JurekO
Przyjaciel Forum
 
Posty: 289
Rejestracja: 16 Cze 2014, 13:38

Re: Mój przypadek - początek walki

Postprzez kk91 » 13 Gru 2014, 11:39

troll,

spokojnie spaceruję od wczoraj, nawet bez Ketanolu. Nie biorę go już bo mnie nic nie boli... szkoda układu pokarmowego :) Ból odczuwam tylko i wyłącznie wtedy kiedy rozciągam szwy, nawet na leku mnie wtedy bolał. Dzisiaj już przeszedłem bez problemów po schodach :) :) :)
Czuję się teraz świetnie, nie mogę się doczekać kiedy założę dresik i pójdę pobiegać, jeszcze to słońce za oknem i 12 stopni na zewnątrz. Jest i musi być dobrze !! :)
kk91
Przyjaciel Forum
 
Posty: 319
Rejestracja: 02 Gru 2014, 19:26

Re: Mój przypadek - początek walki

Postprzez romi » 13 Gru 2014, 17:43

Witam
Z bieganiem to trochę poczekaj, ale basen lub rower (jeśli nie straszna Ci pogoda) jak najbardziej.
Pozdrawiam
romi
 
Posty: 4210
Rejestracja: 03 Paź 2011, 10:46

Re: Mój przypadek - początek walki

Postprzez kk91 » 14 Gru 2014, 22:32

Pojawiło mi się takie pytanie: Co jest źródłem przerzutów i nowotworu? Czy jest to samo w sobie jądro?
Jeśli przerzutów nie było a jądro jest usunięte oraz w krwi nie ma śladów (markery w normie) i jest to nasieniak (bo nie było AFP), to kwalifikuje się to pod hasło "wyleczenie"? Cały czas chodzi mi po głowie to co mi powiedział chirurg po operacji, że jądro samo w sobie z zewnątrz wyglądało jak zdrowe a i jego okolice były zdrowe... Na USG pokazywał mi też zdrowe części tego jądra, bo ono nie było w pełni objęte tym guzem.

Zastanawiam się nad stopniem w tej skali jaki mi podadzą...
Kod: Zaznacz wszystko
T1 - guz w jądrze nie wychodzi poza jądro, nie nacieka naczyń krwionośnych i limfatycznych w jądrze, guz nie przekracza osłonki pochwowej.
T2 - tak jak w T1 z wyjątkiem możliwości naciekania naczyń krwionośnych i limfatycznych oraz osłonki pochwowej.
kk91
Przyjaciel Forum
 
Posty: 319
Rejestracja: 02 Gru 2014, 19:26

Re: Mój przypadek - początek walki

Postprzez romi » 14 Gru 2014, 22:45

Witam
Teraz nie ma co gdybać, będzie wiadomo jak będzie wynik histopatologii. To co widział chirurg oczywiście może dawać dużo nadziei, ale potwierdzić to może badanie h-p.
Niezależnie od wszystkiego czeka Cię kilka lat obserwacji i mimo że zostaniesz uznany za - jak to ująłeś - wyleczonego, to dopiero po tych kilku latach obserwacji będziesz uznany za całkowicie zdrowego. No to tak w dużym uproszczeniu ująłem, ale pewnie rozumiesz o co chodzi.
Czy przerzutów nie ma to potwierdzi TK, chociaż jeśli są mikroprzerzuty to i TK tego może nie "wyłapać", a nie zawsze markery dają taką informację.
Gdyby zawsze wszystko było jasne, to w przypadku niskiego zaawansowania pacjenci nie mieli by dylematu - brać czy nie brać chemii, a lekarze też nie wahali się z postawieniem jednoznacznej diagnozy.
Pozdrawiam
romi
 
Posty: 4210
Rejestracja: 03 Paź 2011, 10:46

Re: Mój przypadek - początek walki

Postprzez kk91 » 17 Gru 2014, 20:17

W piątek jadę na usunięcie szwów, będzie to 9 dzień po operacji.
Czy powinienem teraz zrobić badanie markerów? Tomografię jamy brzusznej mam 7 stycznia 2015r.

Ile czasu orientacyjnie zajmuje dojście do pełnego komfortu w organizmie po usunięciu? Takiego bezbolesnego poruszania się, wstawania z łóżka itp. Wewnątrz jest chyba samowchłaniający się szew od powrózka nasiennego? Ile czasu zajmuje jego wchłonięcie? ;)

22 Marca 2015r jest półmaraton w którym bardzo chciałem wystąpić, nie wiem czy jeśli nie będę miał już np za miesiąc żadnych dolegliwości to mógłbym pobiec czy lepiej zdecydowanie odpuścić i poczekać np pół roku? Wysiłek jest to dla mnie duży.
kk91
Przyjaciel Forum
 
Posty: 319
Rejestracja: 02 Gru 2014, 19:26

Re: Mój przypadek - początek walki

Postprzez Adrian1975 » 17 Gru 2014, 21:10

witaj,

z tym bieganiem to spytaj lekarza, może na początek dłuższe spacery, jak masz psa to z psem, a jak nie masz to polecam :-)

w marcu to już bólu czuć nie będziesz, jednak z wysiłkiem tak do 6 miesięcy trzeba uważać, bo przepukliny można się nabawić

chociaż, jak pamiętam ja bawiłem się na andrzejkach a było to w miesiąc po zabiegu, parkiet był mój
Adrian
seminoma testis PT1, 4BEP w DCO, obecnie pod kontrolą w Krotoszynie
Awatar użytkownika
Adrian1975
Przyjaciel Forum
 
Posty: 1009
Rejestracja: 01 Paź 2012, 19:00
Miejscowość: Trzebnica,DLN

Re: Mój przypadek - początek walki

Postprzez Arkadyj » 17 Gru 2014, 21:36

Witaj
Z tym uprawianiem sportu po zabiegu opowiem Ci na swoim przykładzie. Zabieg usunięcia jądra miałem pod koniec stycznia. Niestety rana nie goiła się dobrze. W pewnym momencie powstał całkiem spory zbiornik w którym znajdowała się zólto-czerwona wydzielina. To mnie zdecydowanie przyhamowało w moich sportowych zapędach, mimo to już po miesiącu siedziałem na rowerze, za początku krótkie przejażdżki po 1h do 1h30. Po kolejnych 2 tyg. już biegałem i wydaje mi się, że samo bieganie trochę mniej obciążało moją ranę, gdyż w przypadku roweru ruch nogi powodował zginanie skóry dokładnie na wysokości rany.
Oczywiście każdy przypadek należy traktować indywidualnie. To jak szybko dojdziesz do siebie zależy wyłącznie od Ciebie i Twojego organizmu. Na pewno niczego nie przyspieszaj, zadbaj o to, żeby rana była sucha, żeby nic się nie 'babrało'. Dodam jeszcze, że przed zabiegiem i oczywiście teraz należę do osób bardzo aktywnych fizycznie. Taki bezruch strasznie mnie umęczył psychicznie. Organizm strasznie buntował się przed nic nie robieniem. Miałem nawet zatorowość płucną, którą niestety radiolog opisujący badanie TK nie dostrzegł (odkrył to dopiero kolejny radiolog, który opisywał nowe badanie TK i porównywał je do starego). Dodam, że w tym czasie nie przyjmowałem żadnych pochodnych heparyny. Także w ogóle się cieszę, że dziś jestem z wami. Jeżeli więc jesteś osobą aktywną fizycznie i nie dostajesz profilaktycznie nic przeciw zakrzepowego, porozmawiaj o tym z lekarzem. Ewentualnie dla pewności zrób sobie badanie D-Dimerów.

A już zupełnie na koniec, pamiętaj o umiarze. W dwa-trzy miesiące po zabiegu znów dojdziesz do formy :-)
Arkadyj
 
Posty: 33
Rejestracja: 27 Sty 2014, 16:37

Re: Mój przypadek - początek walki

Postprzez kk91 » 17 Gru 2014, 21:48

No to optymistycznie, moja rana się goi chyba dobrze, tzn nic nie puchnie, tylko moszna jest trochę sina na dole.
Chyba najbezpieczniejsze na początek będzie pływanie, chociaż nie wiem kiedy mógłbym wejść na basen do chlorowanej wody, ponoć nie zaleca się nawet kąpieli w wannie...

Przeciwzakrzepowy zastrzyk dostałem jeden po operacji i w sumie nikt mi nie mówił czy brać takie leki/zastrzyki? To mi teraz wbiłeś gwóźdź
kk91
Przyjaciel Forum
 
Posty: 319
Rejestracja: 02 Gru 2014, 19:26

PoprzedniaNastępna

Wróć do Metody terapeutyczne / dyskusja przypadków

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość

cron