ja też uważam, że paranoja....
dla mnie szokiem jest, że miesiąc po zdiagnozowaniu raka i wycięciu jądra ktoś ma wątpliwości co do dalszego leczenia - z tego co wiem, to zielona karta ma usprawnić (to też bajka) diagnostykę.
A dziś mąż usłyszał, że w jego wypadku chodzi o ustalenie całego dalszego leczenia.
Jakiś bajer po prostu.
Jeden lekarz już dał skierowanie na chemię a teraz pieęciu kolejnych będzie za naszą kasę pół dnia debatować...
Szlag człowieka trafia.
Jeszcze w końcu się okaże że nic nie dadzą - ani chemii ani radioterapii.
Będą na pewno brali też pod uwagę wynik dzisiejszego TK
ale czy to nie jest tak, że po wycięciu i stwierdzeniu, że to nasieniak w I stopniu zaawansowania i niepewnych ( powiększonych na TK przed zabiegiem) węzłach w śródpiersiu powinni tak czy inaczej dać chemię?
Co mnie też dziwi konsylium jest za zamkniętymi drzwiami - pacjent nie uczestniczy.
Cóż.... zobaczymy w piątek

