Witaj (zresztą chyba już się znamy

W tej historii są 2 aspekty - nazwijmy je "onkologicznym" i "urologicznym".
1. Onkologicznie:
Mieszany guz zarodkowy z potworniakiem w stopniu zaawansowania III B, po 4 kursach BEP zmiany zmniejszyły się z 140x95x150 mm do 100x75x89 mm. Markery spadły i w końcu się znormalizowały. Zaplanowano RPLND, które rzeczywiście niosło ze sobą możliwość usuwania nerki, gdyby tylko oznaczało to usunięcie całości guza - z 1 nerką da się żyć, ale za to pozbywamy się dużego guza i do tego potworniaka. Niestety, całkowite usunięcie guza nie było możliwe, została część o wymiarach 50x27x30 mm (więc nie usuwano też nerki), a w usuniętej i zbadanej większej części guza stwierdzono potworniaka. Z onkologicznego punktu widzenia nie jest to rewelacyjna wiadomość, bo może być tak, że ta zmiana zacznie odrastać lub ulegać odróżnicowaniu w inne typy histologiczne, np. w mięsaki. Dlatego jak najbardziej słuszna jest decyzja o próbie ponownego RPLND.
2. Urologicznie:
Od grudnia 2012 w lewej nerce jest zastój moczu spowodowany wciągnięciem moczowodu w naciek nowotworowy. Przy leczeniu nowotworów zarodkowych jądra często jest tak, że w trakcie chemioterapii przerzuty zaotrzewnowe szybko się zmniejszają i odpływ moczu się odblokowuje. Niestety, tutaj tak się nie stało, zapewne dlatego, że guz obejmujący moczowód i nerkę jest potworniakiem (a więc bardzo mało wrażliwym na chemioterapię utkaniem). Niezależnie od dalszego przebiegu onkologicznego, długotrwały zastój moczu rodzi pewne niebezpieczeństwo:
- zakażenia nerki
- stopniowe cieńczenie kory nerki i w konsekwencji ryzyko utraty jej funkcji (czyli filtrowania i wydalania moczu).
Dlatego nasz zespół urologiczny po konsultacji z radiologiem na seminarium radiologicznym, wobec utrzymywania się w CT zastoju moczu, podjął decyzję o odbarczeniu lewej nerki. Robi się to głównie na 2 sposoby:
- cewnik moczowodowy, tzw. JJ lub inaczej "pig tail" - długi cewnik z zakręconymi na obu końcach "ogonkami", z których jeden siedzi w nerce, a drugi w pęcherzu moczowym, "udrażniając" zwężone miejsca w moczowodzie. Cewnik ten jest, rzecz jasna, niewidoczny na zewnątrz.
- nefrostomia przezskórna, czyli nakłucie miedniczki nerkowej i odprowadzenie moczu do worka na zewnątrz. Zazwyczaj ta opcja jest wybierana w razie niemożności założenia cewnika JJ (jest, rzecz jasna, bardziej uciążliwa dla chorego).
Wcześniej wykonuje się badanie scyntygraficzne (radioizotopowe) nerek, które dokładnie określa, jak przesączają obie nerki (tzn., czy pracują prawidłowo). Scyntygrafia pokazuje z dokładnością do 2 miejsc po przecinku, jaki jest procentowy udział każdej nerki w filtrowaniu i produkcji moczu.
Im dłużej trwa ten zastój moczu, tym większe ryzyko, że nerka będzie działała coraz gorzej i w końcu przestanie pracować.
W tej sytuacji musimy myśleć o obu aspektach - onkologicznym i urologicznym. W medycynie jest trochę jak w biznesie, to bilans potencjalnych zysków i strat. Zobacz - są właściwie 3 scenariusze:
1. konieczność usunięcia nerki, ale za to doszczętnie zoperowany potworniak (co niestety też nie chroni w 100% przed jego nawrotem);
2. pozostanie z częścią potworniaka i większe ryzyko progresji choroby, ale za to odbarczona nerka, zanim dojdzie do utraty jej funkcji;
3. pozostanie z częścią potworniaka i większe ryzyko progresji choroby oraz nieodbarczona neka z zastojem moczu i możliwymi konsekwencjami jak wyżej.
Czy w pełni świadomie wybieracie trzecią, najmniej korzystną opcję?
Ściskam serdecznie,
Figaro.