przez 21tehace21 » 21 Kwi 2013, 12:30
Hehe widze ze nie tylko ja miałem takie zachcianki, a raczej wiekszosc tak ma. Ja tak samo miałem takie kaprysy, wsumie to mnie troche pocieszało, np jak lezałem w szpitalu to byłem troche przygniebiony bo nie wiedziałem co bedzie dalej i wogole, to tylko sie tym pocieszałem i obiecałem sobie ze jak wyjde ze szpitala to pojde sobie na kebaba, jak jakies dziecko cieszyłem sie z takich małych rzeczy, raz jak mi mama obiecała ze mi zrobi sałatke i przyniesie do szpitala, a mama miała byc wieczorem to przez caly dzien prawie o tej salatce myslalem, dla mnie podczas chemioterapii najlepszym pocieszeniem było albo jedzenie, albo jak miałem jakis dzień wolny tzn juz skonczyłem cykl, wziałem dolewki, polezałem w szpitalu bo przewaznie mialem problem z tymi plytkami, i jak wyszedłem ze szpitala i mialem pare dni takiego wolnego ze nie musiałem do szpitala jezdzic to mnie cieszyło, ta myśl najgorsza jak trzeba znowu do szpitala jechać. Ja miałem tak ze mam do szpitala 5 km i nie zostawałem w szpitalu podczas cyklu 5-cio dniowego tylko codzien jezdziłem do domu i rano znowu przyjezdzałem, to chyba było najgorsze jak wracałem do domu ledwo zywy i zle sie czulem kladlem sie spać a rano przewaznie chciało mi sie dlugo spać a do szpitala mialem chyba na 8, to jak mnie mama budziła a ja sobie przypominałem o tym ze znowu do szpitala na tą chemie to mnie szlak trafiał, doslownie, raz to wpadlem w taka agresje ze jak mi budzik w telefonie zadzwonil to z calej sily rzucilem telefonem w sciane i sie poplakałem.