Bo cięcie przez mosznę to już większe prawdopodobieństwo rozsiewu
hmmm ,źle się wyraziłem powinno być :
cięcie przez jądro z rozpoznaniem seminomy a póżniej jeszcze przez mosznę a to chyba już się kwalifikuje do jakieś chemii.
Pytanie czy te 5 dni wystarczyło na rozsiew komórek nowotworowych dalej drogami limfatycznymi.
Bo jeśli byłoby tylko cięcie przez mosznę bez poprzedniego rozgrzebywania seminomy to wdrożenie obserwacji postępem goemetrycznym malejącym : co miesiać markery i tk przez 3 miesiące pózniej co 2 miesiące i stopniowo zmmiejsząc do standardowej obserwacji miałoby swoje uzasadnienie.
Ale tutaj było otwarcie jądra i właściwie histopatologia usuniętego jądra mogła się zmienić radykalnie:
z guza nie przekraczającego osłonki białawej do wręcz przecinający osłonkę białawą:)choć w histo na szczęscie nie wykazano komórek nowotworowych w osłonce białawej... Mam nadzieję,że się mylę bo nie jestem lekarzem i taka ścisła obserwacja wystarczy i nie będzie wznowy. Tego Ci z całego serca życzę !!
Ja mialem niewinne pt1nx (seminoma) z jednym zdaniem ,że guz przekracza osłonkę białawą i to wystarczyło ,żeby z biegiem czasu powędrowało sobie aż do węzłow środpiersiowych a później nadoobjczykowych.. To była podstępna seminona.
Co do wybrania chemioterapii to łatwo się mówi ale każdy indywidualnie ją na swój sposób znosi. Generalnie 3 kursy nie są takie straszne. Pamiętam ,że po 3 kursie świetnie się czułem właściwie łykałem "wlewki-zgrzewki" jak witaminki bez żadnych wymiotów później dopiero było mocno pod górkę (a miałem 5 kursów po 5 dni w okresie 3.5 miesiący). Po hektolitrach chemii jakoś żyję i wcalę szumów oraz problemów ze słuchem nie mam. Tylko polineuropatia, która ustępuje b. b. powoli... ale radzę sobie z tym nawet nieźle...