Witajcie!
Około dwóch miesięcy temu odbyłem wizytę u lekarza rodzinnego z powodu dość uprzykrzającego życie, utrzymującego się od kilku tygodni lekkiego bólu obu jąder. Jądra nie bolały wcześniej zbyt intensywnie, parę razy w życiu zdarzyło się, że idąc zaczęły boleć do tego stopnia, że musiałem się zatrzymać bo nie mogłem złapać tchu, mimo że nie były wtedy uciskane. Trochę zaniepokojony nagłą ich ciepłotą oraz większym niż zwykle rozmiarem (a generalnie zawsze były dość duże) odwiedziłem lekarkę pierwszego kontaktu, która stwierdziła, że to zapalenie jąder, przepisała Cipronex i dużo ibuprofenu oraz dała skierowanie do urologa, w razie gdyby mi po 5 dniach nie przeszło (miałem polecenie pójścia wtedy na izbę- były święta). Cóż, jak przystało na moje szczęście- nie przeszło, szybciutko załatwiłem urologa, który po przepytaniu i podotykaniu stwierdził, że to zapalenie najądrzy do leczenia, powinno być kontynuowane do 10 dni, lecz wykonał na wszelki wypadek USG, na którym stwierdził bardzo liczne mikrozwapnienia obu jąder (określone przez zwołaną szybko koleżankę lekarkę jądrami tygrysimi, burzą śnieżną i innymi dziwnymi epitetami), które określił mi raczej zmianą przedrakową i zalecił przyjść po tych kolejnych 5 dniach leczenia antybiotykami i przeciwzapalnymi żeby zrobić badania markerów nowotworowych, które wskazały normę;
LDH: 316 U/I [240-480]
beta-HCG: <0,1miU/ml [<2mIU/ml]
AFP: 1,02 IU/ml [0,0-5,8IU/ml]
Wykonał kolejne USG, które wciąż ukazywało liczne mikrozwapnienia (jak kto chce, to mogę wrzucić zdjęcia obu jajek z USG), więc powiedział tylko, że kieruje mnie na obustronną otwartą biopsję jąder. Nie mówił, co podejrzewa, ale domyślam się, że chodzi o IGCN, skoro polecił mi sobie zamrozić nasienie, bo możliwe, że będą musieli naświetlać. A ja już bym się tym tak nie przejmował, ale dostałem jednego z lepszych na miejscu lekarzy, który do tego stopnia stwierdził dziwność tych mikrozwapnień, że zwoływał koleżanki żeby sobie pooglądały.
Miałem wiele problemów, z dogadaniem się, jako że uczęszczam do kliniki CMUJ, gdzie jak można się domyślać- wszyscy mają dla pacjenta masę czasu (rzecz jasna ironizuję), więc chciałem dopytać się tutaj, bo wierzę, że ktoś z was może coś na ten temat więcej wiedzieć:
1. Czy uważacie, że jest duże prawdopodobieństwo potwierdzenia IGCN?
2. Pielęgniarki zapisały mi biopsję na koniec czerwca stwierdziły, że muszę iść wtedy i żebym dziękował losowi, że w ogóle mogę, bo terminy kolejne będą bardzo późno, a nie ma co zwlekać. Problem w tym, że zarówno w dzień biopsji, jak i przed i po, mam egzaminy (w dzień biopsji oczywiście odpuszczam). W przychodni Panie stwierdziły, że na drugi dzień po biopsji będę w stanie najnormalniej w świecie funkcjonować, lecz domyślam się, że wcale to takie miłe uczucie na drugi dzień po krojeniu jajek nie będzie, stąd pytam- czy na drugi dzień będzie bardzo źle? Czy waszym zdaniem, powinienem już się przygotowywać na to, że mam przekładać egzaminy na wrzesień?
3. Powiedzmy, że wyniki biopsji wskażą neoplazję. Czy powinienem od razu zgadzać się na naświetlanie? Czy pytać o inne alternatywy, o ile w ogóle takie są?..
Przepraszam, jeśli pytania są błahe. Szukałem informacji w internecie i na forum, lecz większość biopsji na temat których wypowiadają się mężczyźni to biopsje cienkoigłowe.
Pozdrawiam.