Cześć,
po rozmowie z onkologiem wiem tyle, że PET mówi, że mam regresję ale onkolog w to nie wierzy. Także nie daje mi się cieszyć. Pozytywne w tym wszystkim jest to, że jestem pod "szczególną" uwagą tzn. markery i RMI zleca mi częściej niż wskazują wytyczne. Nie protestuję

Wyniki markerów z końca marca wszystkie w normie. LDH po zmniejszeniu liczby zastrzyków na pobudzenie produkcji białych krwinek też w normie więc przyczyną były prawdopodobnie właśnie zastrzyki.
Z pozostałych tematów to nadal mam neutropenię ale już powoli z niej wychodzę tzn. neutrocyty w okolicach 1.0. Hematolog na ostatniej wizycie zalecił dalszą obserwację i jeżeli nie powrócą >1,5 w ciągu 6 miesięcy od zakończenia chemioterapii to będę miał badanie szpiku. Plus jest taki, że krwinki czerwone i płytki krwi od dłuższego już czasu są w normie więc z tym szpik już sobie poradził.
Nerwy obwodowe też wracają powoli do normy tzn. zostały mi już tylko mrowienia w stopach, które, owszem są irytujące, ale zupełnie bezbolesne. Dodatkowo odczuwam ból w pachwinie i udzie po stronie usuniętego jądra ale ćwiczę aby to "roztrenować". To prawdopodobnie wynika z uszkodzenia nerwu podczas operacji usunięcia jądra.
Piszę to aby pokrzepić innych, że nawet przy takich powikłaniach jak moje jest szansa wrócić do "życia" stosunkowo szybko. Oczywiście każdy by chciał już, teraz, od ręki w 100% powrócić do sprawności i mimo że wszystkim tego właśnie życzę to czasami trzeba poczekać nieco dłużej. Pozostałe tematy na forum pokazują, że znaczna część wraca do stanu sprzed choroby w bardzo krótkim czasie. Jeśli jesteście wśród tych bardziej "dotkniętych" to głowa do góry i jak efektów nie ma od razu to wreszcie zaczną się pojawiać
