Słuchajcie, kochani!
Pozwolicie, że swój przypadek opiszę w późniejszym czasie.
Na razie leczy się, jak się leczy, nie będę nic zapeszał, bo w trakcie T-BEP też niby wszystko się leczyło, i wyszła dupa balda

(tylko, że tam były błędy diagnostyczne, o których w CO-I nie ma mowy).
Dlatego, korzystając ze słów Trolla, zachowuję "umiarkowany optymizm" i czekam spokojnie na koniec leczenia.
Jedyne co mogę napisać to jestem stałym bywalcem CO-I, już pewnie w domu się przyzwyczaili, że nie mieszkam w Bydgoszczy, nie mówiąc o piesku, który pewnie już mnie nie pamięta. W szpitalu znam każdy kąt, włącznie z plątaniną korytarzy w piwnicy.
Lekarze na oddziale Urologii są niezwykle życzliwi i bardzo profesjonalni, dbający o przypadek chorych (co jest absolutnym przeciwieństwem ośrodka, w którym leczyłem się poprzednio). Długo tu leżę i zaobserwowałem, że każdy pacjent uzyskuje od swojego lekarza prowadzącego pełną informację o leczeniu, może pytać do woli o swój przypadek - po prostu "ameryka" jak mawia Pan Mietek.
Z dobrych wiadomości, mam założony port, który jak na razie działa znakomicie (w porównaniu z wkłuciami to niebo, a ziemia).
Mam piękny widok na lądujące samoloty, kupiłem sobie stopery do uszu, żeby odciąć się od jazgotu współpacjentów, a w szczególności jednego, który gada 24 h na dobę i jakoś leci...
Pozdrawiam wszystkich.