Witaj Edal,
Wklejam ten wpis do Twojego wątku, bo przez pomyłkę umieściłam w swoim
Tak, to byłam ja, z bratową i dzieciakami, bo nie miałyśmy ich z kim zostawić. A później, jak już bratowa musiała wrócić do domu, to sama przyjeżdżałam, bo mój malec szedł do przedszkola. W sumie to z dziećmi tak niezbyt rozsądnie przychodzić do szpitala, tyle różnych bakterii, wirusów, więc w sumie zabierałam dzieciaki i zostawiałam bratową z mężem (dla wsparcia). Mój brat też wraca 12.06. na kolejny kurs, i też na samą myśl, że jeszcze kolejny kurs i kolejny i nie wiadomo kiedy koniec wszystkiego mu się "odechciewa". Mój brat narzeka na bóle pleców, mięśni, właściwie to mówi, że boli go wszystko, czyli podobnie jak Twój mąż. Teraz to właściwie prawie cały czas leży, bo nie ma siły, ale wciąż wierzę, że to minie i to bradzo szybko. My mamy ich wspierać, ale oni sami muszą wierzyć, że to wszystko dobrze się skończy. Pozdrawiam. Alli