Witaj Jakubie,
Mogę tylko zgodzić się z moimi przedmówcami, w przypadku zaawansowanego nowotworu jądra (co oczywiście komplikuje leczenie) konsultacja w doświadczonym ośrodku onkologicznym zajmującym się leczeniem nowotworów jądra jest kluczowa. Tak jak powiedział ostatnio Słoń - w pierwszym rzucie chemioterapii nie ma wielkiej filozofii. Zawsze i tak zaczyna się od BEP'a. Kluczowe jest natomiast wszystko to, co tę chemioterapię otacza - począwszy od dokładnej i rzetelnej diagnozy, poprzez kontrolę skuteczności tego leczenia w trakcie jego trwania. Ty masz tym lepiej, że Twój dotychczasowy ośrodek jak i ośrodki referencyjne, polecane tutaj na Forum znajdują się w Warszawie. Jaka przeszkoda w tym, żeby dać sobie najwięcej szans na wyleczenie? W cywilizowanym świecie "second opinion" jest uznanym standardem. A my nie chcemy w Polsce trzeciego świata

Komentując wyniki, które nam przekazałeś. Rzeczywiście, chorujesz na zaawansowany nowotwór jądra wg IGCCCG jest to stadium kliniczne IIIC (pT1 N3 M1a S3) co wiąże się z zakwalifikowaniem do złej grupy prognostycznej. Pamiętajmy, że model prognostyczny zaproponowany przez IGCCCG nie jest idealnie dokładny, ponieważ zła grupa rokownicza to zarówno chorzy z przerzutami do mózgu, wątroby, kości jak i chorzy z "tylko" przerzutem do węzłów chłonnych i płuc, gdzie o złym rokowaniu może zaważyć poziom markerów (tak jak w Twoim przypadku, gdzie w złej grupie prognostycznej jesteś de facto dopiero od czasu sprzed chemioterapii i bHCG 10000 mIU/mL to w odniesieniu do poziomu bHCG 50000 mIU/mL odkąd "zaczyna" się zła grupa prognostyczna to wciąż niewiele). Nieco lepszy obraz rokowania w takiej chorobie niesie model prognostyczny zaproponowany przez Beyera i współpracowników (tzw. Lorch-Beyer prognostic score). Wg IGCCCG pacjenci w złej grupie prognostycznej mają statystycznie 50% szans wyleczenie niezależnie od rzeczywistego zaawansowania choroby co jest dużym uproszczeniem. Beyer i wsp. zidentyfikowali czynniki mogące wpływać na pogorszenie rokowania i ustalili statystyczne rokowanie dla kilku "podgrup" chorych ze złym rokowaniem wg IGCCCG. Dla Ciebie po pierwszej linii leczenia możemy z dużą nadzieją szacować, że wynik Beyer score będzie wynosił 0 co daje już nie 50% a 70% szans na trwałe wyleczenie co w kontekście tak zaawansowanej choroby nowotworowej jest wynikiem optymistycznym. Musisz wierzyć, że wygrana jest możliwa (bo obiektywnie stwierdzając jest!).
Komentując zaproponowane leczenie. Jest to poprawne, standardowe podejście do choroby w tym stopniu zaawansowania klinicznego. Mam jednak kilka uwag (o których wspominali już moi poprzednicy), które musisz przekazać swojemu lekarzowi prowadzącemu - koniecznie! Do rzeczy:
- co najmniej TK mózgowia - przy takim poziomie bHCG jest to badanie, które może zweryfikować całe zaplanowane leczenie (oby nie!). Musimy mieć potwierdzenie, że w mózgowiu nie dzieje się nic złego. Każdy rozsądny specjalista onkolog w takiej sytuacji takie badanie zrobi bez niczego bo wynika to z uzasadnionych przesłanek (i nie musi być tzw. "objawów neurologicznych"!).
- do rozważenia badanie kontrolne - TK lub USG - po zakończeniu 1 (USG) lub 2 kursu (TK, USG) chemioterapii. Uzasadnione jest to faktem obecności ogromnej masy węzłowej w przestrzeni zaotrzewnowej w której z dużym prawdopodobieństwem znajduje się przerzut potworniaka dojrzałego. Nie można wykluczyć wystąpienia tzw. growing teratoma syndrome, co byłoby sytuacją w której trzeba byłoby rozważyć leczenie operacyjne jako zabieg ze wskazań nagłych. Trzeba to przedyskutować.
- oczywiście komplet markerów przed każdym kursem - czasem warto wspomnieć o takiej prozaicznej czynności.
- przed rozpoczęciem chemioterapii musisz rozważyć zdeponowanie nasienia w banku ponieważ chemioterapia trwale lub przejściowo może upośledzać płodność.
- przed rozpoczęciem chemioterapii warto zrobić badanie audiometryczne pozwalające ocenić wpływ chemioterapii na słuch.
- warto przedyskutować i nalegać na wszczepienie portu naczyniowego. W Polsce mało kto to robi ale uwierz mi na słowo - będziesz potrzebował bardzo częstych wkłuć, dla których bardzo szybko zacznie brakować miejsca. Nie dość, że każde nakłucie żyły powoduje tworzenie się zrostów to jeszcze swoje dołoży toksyczność prowadzonego leczenia. W Twoim przypadku istnieje konieczność wszczepienia portu!
No i rzecz, którą nie musisz mówić swojemu lekarzowi prowadzącemu - konsultacja w CO-I w Warszawie lub w Magodencie w Warszawie u dra Sarosieka.
Na Forum znajdziesz bardzo wiele informacji. Możesz opisać każdą pojawiającą się wątpliwość a my zrobimy wszystko co w naszej mocy by wyjaśnić Ci to, czego się obawiasz lub czego nie rozumiesz

Pozdrawiam serdecznie!