przez troll » 21 Wrz 2014, 17:56
Witam serdecznie,
Sprawa nie jest jednoznaczna ani w jedną ani w drugą stronę... Z jednej strony nowotwory złośliwe leczy onkolog kliniczny i co do tego nie powinniśmy mieć żadnych wątpliwości. Z drugiej strony urolodzy są specjalistami szkolonymi w zakresie leczenia chorób układu moczowo-płciowego (płciowego ze wskazaniem na mężczyzn oczywiście) w tym TAKŻE (a ostatnio coraz więcej) nowotworów tych okolic anatomicznych. Pojawia się więc zagadka.
1) Czy specjalista urolog, do którego zgłasza się pacjent z podejrzeniem guza jądra nie ma obowiązku oznaczenia poziomu biologicznych markerów nowotworowych? Uważam, że jak najbardziej ma obowiązek bo takie postępowanie jest konieczne z punktu widzenia prawidłowości leczenia. Urolog, po postawieniu diagnozy podejrzenia guza jądra ma obowiązek oznaczyć poziomy BMN. Jeśli tego nie zrobi - popełnia błąd!
2) Czy specjalista urolog ma w takim przypadku obowiązek wykonać TK brzucha, miednicy i klatki piersiowej u każdego chorego, pomimo, że nie jest to niezbędne z punktu widzenia zaplanowanego zabiegu operacyjnego usunięcia jądra? Uważam, że wykonanie takich badań będzie świadczyć wyłącznie na korzyść urologa, który je zleci, natomiast nie ma on takiego obowiązku.
3) Czy wobec powyższych, jeśli urolog stwierdzi ZNACZNIE podwyższony poziom biologicznych markerów nowotworowych powinien nie kierować się ich wartościami i dążyć wyłącznie do leczenia operacyjnego? Uważam, że absolutnie nie! Obowiązkiem w takim przypadku jest podejrzenie, że choroba może być rozsiana i zapewnić choremu kompleksową diagnostykę obrazową (TK brzucha, miednicy, klatki, głowy(?)). Jeśli natomiast nie czuje się na siłach diagnozowania takiego chorego powinien już na podstawie samych wyników markerów ZAPEWNIĆ choremu konsultację onkologa klinicznego w oddziale urologii w którym chory jest hospitalizowany. Co więcej! Z tego co wiem, w ramach WSK w Łodzi funkcjonuje poradnia onkologiczna i tutaj lekarz urolog powinien poszukiwać wsparcia merytorycznego w skomplikowanym przypadku! Jeśli natomiast nie jest dostępny onkolog kliniczny, urolog nie posiada wiedzy i doświadczenia w takich przypadkach to nie powinien przystępować do operacji a skierować chorego do ośrodka referencyjnego (np. CO-I w Warszawie - jeśli któryś urolog nie wie, ze CO-I jest ośrodkiem referencyjnym dla leczenia guzów jądra to nie powinien za przeproszeniem pracować).
4) Jeśli ktoś uważa, że urolog to zabiegowiec i w jego kompetencjach należy wykonanie orchidektomii, prostatektomii czy nefrektomii oraz szereg innych zabiegów to się myli. W gestii urologa leży też leczenie zachowawcze, a niektórzy biorą się za leczenie hormonalne raków prostaty! Tak więc jak widać zabiegi operacyjne to tylko część obowiązków urologów.
Mariola Maria,
Rozumiem Twoje rozgoryczenie, rozumiem Twój żal. Również, na podstawie tego, co napisałaś twierdzę, że postępowanie urologów nie było do końca słuszne. Z jednej strony, paradoksalnie na ich korzyść może przemawiać małe doświadczenie, z drugiej strony brak wiedzy nie jest czynnikiem usprawiedliwiającym. Teraz jesteście pod opieką dra Sarosieka w Magodencie i tam, jestem o tym przekonany, otrzymujecie najlepsze leczenie, jakie można dostać w Polsce (i zdecydowanie porównywalne do leczenia w najlepszych szpitalach onkologicznych na świecie!). Urolodzy jednak powinni także być edukowani w zakresie ich roli w leczeniu i wstępnej diagnostyce nowotworów jądra bo wiedza ta nie jest obszerna, jest bardzo przystępna a może pomóc wielu chorym!
Pozdrawiam!

