Witam serdecznie wszystkich Forumowiczów,
Bardzo zaciekawił mnie ten wątek, ponieważ dotyczy miejsca, w którym pracuję (o czym wiedział wcześniej Troll). Dlatego pozwolę sobie na kilka komentarzy na temat tej sytuacji oraz lekarki, o której mowa, a którą osobiście znam bardzo dobrze od 15 lat. Dla wygody posłużę się kilkoma cytatami z wcześniejszych postów.
1. "Byłam pewna, że wszystkie badania będzie miał zrobione na miejscu w CO"
Oczywiście tak by było idealnie. Niestety, szara rzeczywistość CO-I jest daleka od ideału i najbliższy termin tomografii diagnostycznej to październik. Jeżeli chory leży w oddziale, to możemy zlecić pilną tomografię poza terminami, ale tylko w określonych wskazaniach typu podejrzenie zatorowości płucnej, podejrzenie ropnia, podejrzenie krwawienia do mózgu (czyli generalnie stany bezpośredniego zagrożenia życia) itp. Jeżeli trzeba pilnie uzupełnić diagnostykę przed leczeniem, a nie ma u nas szybko dostępnego terminu, to wydajemy skierowania do innych ośrodków CT, na specjalnych skierowaniach potocznie zwanych "na zewnątrz", które umożliwiają wykonanie CT w ramach współfinansowania przez NFZ. Niestety wtedy to pacjent musi znaleźć sobie pracownię CT, która zrobi to badanie najszybciej.
2. "Odprawiono go z kwitkiem"
A ja widzę to tak: założono dokumentację, zebrano wywiady, zbadano, zapoznano się z dotychczasową dokumentacją, oznaczono markery, wydano skierowania na CT i wyznaczono termin przyjęcia do Kliniki do rozpoczęcia chemioterapii. Zwykle znalezienie pilnego terminu CT "na zewnątrz", wykonanie badania i uzyskanie opisu radiologicznego trwa do około tygodnia, stąd rozsądnie wyznaczony przez koleżankę termin przyjęcia. Nie mogła raczej z góry zakładać, że uda się umówić CT Z OPISEM już na następny dzień.
3. "Lekarz powiedział, żeby zgłosić się za tydzień, ale tak naprawdę to nie wie, jak go leczyć, bo uważa, że stan jest bardzo zaawansowany"
Doskonale wie, jak leczyć, tylko prawdopodobnie zastanawiała się głośno pomiędzy chemioterapią BEP a VIP (czy lepiej by było, gdyby bez słowa wypisywała papiery, nic nie powiedziała, dała do ręki skierowania i na tym zakonczyła wizytę???). To, że choroba jest zaawansowana, nie jest akurat w przypadku raka jądra argumentem, żeby nie leczyc w ogóle. Leczenie ma założenie radykalne, czyli jest prowadzone z intencją wyleczenia. Mieliśmy trochę pacjentów z rakiem jądra, którzy wjeżdżali do nas ledwo żywi, praktycznie BEZ kawałka czynnego miąższu płuc, zaczynali chemioterapię na respiratorze na OIOMie, a potem wychodzili na własnych nogach - taka to choroba! Lekarka, która konsultowała Pani brata wie o tym doskonale, bo sporo takich właśnie pacjentów przewinęło się przez jej ręce. Osobiście od siebie mogę tylko dodać, że jest to osoba niesłychanie profesjonalna, rzetelna, jeden z najlepszych specjalistów od leczenia nowotworów jądra w CO-I, zwykle zastępująca dr Wiechno w czasie jego nieobecności. A przy tym jest osobą NIEZWYKLE kontaktową i przyjazną. Nie będę się wypowiadać na temat szczegółów Państwa wizyty, bo nie było mnie przy niej, ale musialo dojść do jakiegoś dużego nieporozumienia.
4. " Wydaje mi się, że postępowanie pani doktor miało na celu zbycie chorego, co nie miało prawa się zdarzyć"
I nie zdarzyło się. Owszem, Trollu, wydaje Ci się.
Doskonale rozumiem, że choroba nowotworowa najbliższej osoby wyzwala mnóstwo emocji, złości i poczucia zagubienia. To z kolei prowadzi do nieporozumień. Podobno w trakcie stresującej wizyty lekarskiej zapamiętuje się za pierwszym razem tylko około 20% informacji. Proszę tylko pamiętać, że cały zespół naszej Kliniki jest bardzo życzliwie i pozytywnie nastawiony do wszystkich chorych, zawsze można dopytać, poprosić o powtórzenie czy wytłumaczenie czegoś. My naprawdę nie oczekujemy, że chorzy będą od razu we wszystkim się orientować! Dla nas nie ma tzw. "głupich pytań". Jeżeli udało się błyskawicznie zrobić tomografię z opisem - fantastycznie! Można zadzwonić do sekretariatu Kliniki (22) 546-22-96 i zapytać, czy nie można przyspieszyć terminu przyjęcia (jak napisałem wcześniej, trudno, żeby koleżanka przewidziała, że to się uda - wyznaczyła najbardziej racjonalny termin). Owszem, czasem zdarza się, że przyjmujemy chorych na oddział do leczenia prosto z gabinetu konsultacyjnego, ale raczej dotyczy to chorych takich, o których pisałem wyżej - na granicy leczenia w OIOMie.
Trochę smutne jest tylko to, że jeżeli ktoś wcześniej śledził ten wątek, mógł odnieść wrażenie, że Pani brat trafił w CO-I na jakąś niezbyt rozgarniętą panienkę, która nie zna się na leczeniu, a jej jedynym celem w gabinecie jest pozbycie się problemu w postaci pacjenta. Na szczęście nie padło jej nazwisko, ale równie dobrze mogło paść po pytaniu Trolla, kto konsultował Pani brata. I w ten sposób to Forum, które ma niezaprzeczalnie nieocenione zasługi dla propagowania wiedzy o raku jądra, posłużyłoby dla zepsucia zawodowej opinii jednego z najlepszych onkologów, jakich znam i który (która) byłby moim pierwszym wyborem, gdybym miał leczyć np. własnych rodziców (odpukać...). Zbudowanie sobie dobrej opinii i szacunku pacjentów jest długie i trudne, a można to wszystko zepsuć jednym wpisem w internecie...
Wszystkim życzę oddechu, spokoju i powodzenia w leczeniu

Figaro.