przez marrrtam72 » 03 Mar 2015, 16:56
witam wszystkich.
mąż miał dziś konsultację urologiczną po miesiacu od usunięcia jądra.
Nie wiem czy kląć czy płakać.
Pan ,,lekarz,, nawet nie obejrzał rany, nie zainteresował się również kwestia tego, że mąż na penisie ma wyczuwalny taki twardy jakby postronek ( lekarz bez badania stwierdził, że to pewnie nasieniowód ale nie zainteresował się czemu taki naciagnięty i bolesny)
Dał skierowanie na TK miednicy małej i jamy brzusznej, oraz na konsultację chemioterapeutyczną z rozpoznaniem - ,,limfadenopatia śródpiersia, kwalifikacja do CHTH uzupełniającej,,.
Po czym się okazało, że nie zarejestruje się do lekarza od chemii bo jaśnie pan urolog nie wypisał zielonej karty onkologicznej. No to wróciliśmy do urologa - po to tylko, żeby usłyszeć że on dziś karty nie wypisze bo to za długo trwa i mamy przyjść w przyszłym tygodniu.
Skierowania na markery nie wypisał wcale, a L4 dał na 10 dni, bo ,,on nie widzi przeciwskazań do pracy,, . Mąż jest budowlańcem a teraz nawet dobrze schylić się jeszcze bez bólu nie może.
Nawet nie napiszę jakimi epitetami mam ochotę obrzucić tego lekarza.
A następna wizyta za 4 miesiace.
I co my teraz mamy zrobić?
Olać tego dziada i liczyć na to że lekarz od chemioterapii będzie inny? Znów ma chodzić prywatnie do lekarzy i na badania? (same markery to 110 zł)
Skąd brać zwolnienie? Nie wyobrażam sobie, żeby mąż pojechał w delegacje na budowe...
A moze rano na chemię a potem do pracy.... Kpiny jakieś!!!!
Czy ktoś miał podobne przejścia? Co mamy teraz zrobić?
Tomograf ma jutro, w poniedziałek odbierzemy kartę onkologiczną i może uda się szybko na tą chemię dostać...
Rzadko czuję się bezradna, ale dziś właśnie tak jest, bezradna i wkrur........
pozdrawiam i proszę o jakieś wskazówki
marta