O raku jądra dowiedzieliśmy się dzięki przerzutom :(

Chirurgiczne oraz zachowawcze metody terapii raka jądra. Nowoczesne schematy chemioterapeutyczne, radioterapia oraz leczenie wspomagające.

To forum jest miejscem na indywidualne tematy dotyczące choroby poszczególnych chorych. Tutaj możesz umieścić temat odnoszący się do Twojej/bliskiej Ci osoby choroby aby przedyskutować prawidłowość leczenia, uzyskać informacje, porady, odpowiedzi na nurtujące pytania.

O raku jądra dowiedzieliśmy się dzięki przerzutom :(

Postprzez KarolaM » 15 Mar 2015, 03:48

Witam!
Opowiem Wam naszą historię i proszę o ocenę i rady.
Marcin, skończone 30 lat w grudniu. W grudniu zaczeły się też dolegliwości bólowe, które zostały określone jako bóle korzonków. Mąż dostał leki, maść i chwilę był spokój. Po Nowym Roku, oprócz tego pojawiły się wymioty(dziś wiem że były dwa rodzaje: żołądkowe i flegmowe), z delikatnymi czerwonymi niteczkami. Stwierdziliśmy że to od zbagatelizowania konieczności łykania osłony na żoładek przy faszerowaniu się Mydocalmem(straszne świństwo). W międzyczasie wizyta u jakiejś nawiedzonej doktorki, która stwierdziła infekcję, potem powrót do naszej rodzinnej, która kazałą skupić się na leczeniu objawów i pokazać się za kilka dni. Jest dyr. przychodni, do tego pediatrą, w okresie gryp i przeziębień dobić się trudno, ale w końcu się udaje. Lekko przestraszona wyglądem męża przepisuje mu komplet badań i rtg. Następnego dnia(30.01) mąż idzie umówiony ze zdjęciem a kobieta niemal nie spada ze stołka: w płucach liczne zmiany o charakterze meta. Radiolog sugeruje raka jądra.Doktorka wypisuje skierowanie do ŚCO (Onkologia w Kielcach), ale jeszcze konsultuje to z innym leakrzem i zmienia skierowanie na Szpital niby specjalistyczny w chorobach płuc...1)
W badaniu moczu podwyższona kreatynina, bilirubina, ketony. crp 151, ob 101.podwyższone leukocyty. Jedziemy do szpitala
W szpitalu nie mogą napatrzeć się na zdjęcie męża i na niego jednocześnie, że nadl stoi i z nimi rozmawia....konsultują urologicznie.
Urolog konkretny facet stwierdza zmianę, ale mówi że jest dwuznaczna, bo mąż miał zabieg na wnętrostwo-może byc od tego, ale najlepiej wyciąć i sprawdzić (wtf??-już teraz wiem że tak jest najbezpieczniej i trzeba było to zrobić od razu), tym bardziej że jądro miękkie, nieznacznie powiększone. Gdyby nie widział rtg pluc, to przepisałby leki na stan zapalny i tyle. A tak w konsultacji pisze: wskazane PILNE wykonanie markerów AFP, bHCG, LDH. wskazane pilne leczenie w CO. Generalnie facet każe nam uciekać na weekend do domu(to był pt) i w pn zgłosić się do CO. No ale interniści nas zatrzymują, bo "przecież pan nie czuje się najlepiej, bedzie pan pod obserwacją, a od pn zaczniemy ostro działać żeby do CO mia pan już z czym jechać, bo może będą przeganiać po poradniach. Przyjęty na oddział Torakochirurgii
Cały weekend Marcin "straszony" ilością badan do wykonania w pon. W miedzyczasie lekarka która go przyjęła idzie na urlop i przekazuje dośwadczonemu koledze. Kolega może i doświadczony, ale zapracowany, wiecznie trudno go złapać, trudno sie z nim dogadać. oczywiście w pn ma zrobioną morfologię i po południu TK. TK potwierdza guzy(największy ok 50mm), radiolog zaleca poszerzenie diagnostyki i tomografię j. brzusznej z kontrastem, bo czegos się dopatrzyła. Ale nasz lekarz oczywiście zalatany, w środę wieczorem idąc zrobić mężowi biopsję płuca dopiero przegłada jego TK, do czego sam się przyznaje. Oczywiście pewnie nie doczytuje zaleceń. Dopadam go później bo dostałam jeszcze wyniki TSH męza, kótre są b. niskie i upraszam zrobienie markerów. Zleca je 5.02(AFP i bHCG). Okazuje się przy okazji że mąż ma nadczynność tarczycy(niskie tsh i wysokie ft3 i ft4). Przychodzi lekarka, zapisuje leki(przez kilka dni dochodzilam że oprócz leku na nadczynność przepisała też na nadciśnienie, bo nadczynność może ją powodować), mówi coś o usg tarczycy. I tyle. Przez kolejne dni nic sie nie dzieje, czekamy na wyniki, afp wychodzi w normie, okazuje się że na betę trzeba czekać ok 10 dni roboczych(może można było zaznaczyć że to cito??2) Mąż leży, wkurza się i powolutku słabnie. Coraz trudniej przejść mu większe odległości bez zadyszki. Ale wyjść nie może, bo musi mieć jeszcze jedną konsultację endo, a tam czekają jeszcze na wynik przeciwciał. W międzyczasie jest wynik biopsji, rak niedrobnokomórkowy, ale skrawek za mały, więc tylko tyle dało się określić.
Od początku drażni mnie postępowanie lekarza, mąż uspokaja, że nie wszystko można od razu, ale ja zaczynam wyciągać historię choroby(stąd wiem o tych czy innych zaleceniach). Udaje mi się porozmawiać z dyrektorem CO, który dzwoni do naszego prowadzącego z zapytaniem i prośbą o wykonanie dokładniejszego badania(coś jak videochirurgiczne), żeby konkretnie złapać kawałek tkanki nowotworowej i przesłać im do analizy. Prowadzący mówi mu, że pacjent jest młody i jego stan ogólny dobry (!!) i że spróbują. Niestety okazuje się że wolne hormony tarczycy nie obniżyły się dostatecznie i ze względu na ryzyko przełomu tarczycowego zabieg zostaje przesunięty(mamy 13.02, potem 16). W środę przychodzi beta: 3600(norma 0,16), w czwartek wynik poniedziałkowej drugiej biopsji: obraz cytologiczny najbliższy chorioncarcinoma.
W czwartek zapada decyzja o orchidektomii(na usg jamy brzusznej :w przestrzeni okołoaortalnej powiększone węzły chłonne w pakiecie do 7cm), w pt zabieg. Cały tydzień był dla męża męczący, prowadzący odpuścił sobie jądro i zalecił gastro i kolonoskopię. Czysto. Okazuje się też że Marcin nie miał bronchoskopii, korą facet robi "na wejściu" każdemu pacjentowi, "przepraszam, przeoczyłem". Dzień przed zabiegiem prewencyjnie podane 2 jeednostki krwi, bo HGB na poziomie 8,6, RBC 2,99.
Weekend po zabiegu męczący, obolały, więc ogólne osłabienie zwalamy na jego karb. Ale mężowi oddycha się coraz gorzej. W poniedziłek pan doktor chyba w końcu jest trochę przestraszony, więc co robi: pilny transport do ŚCO!
W ŚCO łapią się za głowę. Na rtg widać dalsze rozprztrzenie choroby. beta jest już poza oznaczeniem, czyli >220tys :( Odnajduje się też mała zmiana na wątrobie (ok. 30mm)
Zapada szybka decyzja o podaniu jak najszybciej chemii. Zaraz poszukam czy na pewno ale wydaje mi się że BEP (na pewno na workach widziałam etopozyt i cisplatynę). Ordynatorka chemii podejmuje decyzję o przesunięcie męża na OIOM w obawie o jego wydolność oddechową i życie. Walcząc o każdy oddech Marcin wytrzymuje całe 5 dni chemii. Niestety 6 dnia w końcu pozwala się zaintubować, bo z jego saturację naprawdę kiepsko :( To było 2 tygodnie temu. Zyjemy :) Niestety jeszcze z rurką i bez kontaktu, ale cóż. W międzyczasie "zaliczyliśmy" zespół lizy guza, Marcin dostał sztuczną nerkę, która pomogła wypłukać trochę świństwa które wytruła chemia. Nerki się odblokowały i teraz już same pracują. Generalnie wszystkie parametry w miarę, poza gazometrią, czyli wymianą gazową. Odciągają mu co trochę trochę podkrwionej flegmy, nasza chemiczka mówi, ze to może byc też od rozpadu guzów. Na pewno coś się z nimi dzieje, bo wczoraj dowiedziałam się że betę mamy na poziomie 119tyś ! czyli conajmniej 2 razy mniej! Płuca podobno na rtg też troszkę lepsze. wiem, że poziom markera nadal straszny, ale spada :)
W pn kolejny cykl, interniści z OIOM się boją, ale chemicy nie ;)

Odnalazłam rozpoznanie: nienasieniak jądra lewego TxNxM1-IIIC.
zastosowana chemioterapia: EP
W razie poprawy rozszerzenie diagnostyki o TK jamy brzusznej i miednicy i głowy.
Co do leczenia w samym ŚCO nie mam zastrzeżeń, szkoda, że nie jesteśmy na normalnym oddziale chemii, ale tutaj mamy za to nieprzerwaną opiekę i monitoring. Więc jestem o męża w miarę spokojna, wiem, że zrobią co trzeba, gdyby coś się działo. W poprzednim szpitalu (Czerwona Góra, Chęciny k. Kielc), ciągle coś mi nie pasowało, miotałam się, szukałam kombinowałam.

Nadal obawiam się że jestem o krok do tyłu, stąd w końcu w środku nocy zebrałam się i napisałam. Wcześniej podczytywałam, drukowałam co ważniejsze przyklejone i "doszkalałam się", bo jak widać na naszym przypadku nie można wierzyć że lekarze zrobią wszystko żeby Ci pomóc. Liczę na sugestie, rady i świadectwa wyleczenia podobnego świństwa. AAa z badania histopatologicznego jądra wyszło, że nienasieniak jest mieszany, (co najmniej z seminoma).
KarolaM
 
Posty: 9
Rejestracja: 18 Lut 2015, 19:39

Re: O raku jądra dowiedzieliśmy się dzięki przerzutom :(

Postprzez troll » 15 Mar 2015, 09:35

Witaj,

Złapałem się za głowę, jak czytałem początek Waszej historii. Jestem też nie tylko zadowolony ale i dumny z decyzji onkologów z Kielc. Hist-pat jest teraz tak naprawdę najmniej ważny. Najważniejsze jest uratowanie życia Marcina i jest na to duża szansa ponieważ (w końcu!) otrzymuje chemioterapię. Właściwie to chemioterapia powinna rozpocząć się po RTG płuc i po otrzymaniu wyników markerów nowotworowych, były do tego istotne wskazania życiowe. Bez orchidektomii, bez biopsji guza płuca, to wszystko to zmarnowany czas i błędne decyzje. Można je połowicznie rozgrzeszyć - podjęli je lekarze od których nie wymaga się specjalistycznej wiedzy w leczeniu rzadkiego nowotworu zarodkowego.

Kilka kolejnych dni będzie krytycznych, ogromne masy guza w organizmie pod wpływem chemioterapii dramatycznie obumierają wyrzucając przy tym do krwioobiegu toksyczne metabolity tego rozpadu, które trują cały organizm. Decyzja o chemioterapii na OIOM jest znakomita. Czytasz, jak wspomniałaś Forum i wiesz na co można liczyć w Polsce. Tym bardziej cieszę się, że onkolodzy kieleccy stanęli na wysokości zadania (czy możesz mi na PW wysłać nazwiska lekarzy, którzy zajmują się Marcinem? Prawdopodobnie ich nie znam ale mogłoby to otworzyć drogę dla innych chorych do właściwego leczenia - to oczywiście w wolnej chwili).

Teraz we własnym zakresie powinnaś zadbać o:
- uzyskanie płyt i opisów z tomografii komputerowej zrobionej w Czerwonej Górze
- uzyskanie wyniku hist-pat z preparatów z jądra i wklejenie go tutaj - może hist-pat trzeba będzie powtórzyć/skonsultować
- uzyskać wynik hist-pat z biopsji guza jądra - nie podoba mi się lakoniczny opis - nowotwór drobnokomórkowy - być może rozszerzenie badania o markery immunohistochemiczne potwierdzi chorioca.
- dowiedzenie się jaką chemioterapię otrzymuje Marcin

Wychodzicie z bardzo długiego zakrętu, sytuacja wciąż nie jest pewna, natomiast daje ogromne podstawy do pozytywnego myślenia. O rokowaniu na razie nie mówimy. Potrzebne jest do tego ukończenie diagnostyki - w tym co najmniej TK głowy (przy takich markerach trzeba skontrolować głowę!).

Gdyby pojawiły się JAKIEKOLWIEK pytania - nie wahaj się ich sformułować i zamieścić.

Pozdrawiam serdecznie, trzymam kciuki!
Image
Image
Awatar użytkownika
troll
Ekspert
 
Posty: 3985
Rejestracja: 21 Gru 2010, 16:36

Re: O raku jądra dowiedzieliśmy się dzięki przerzutom :(

Postprzez KarolaM » 15 Mar 2015, 11:21

Dzieki za szybką odpowiedź. Natchnęła mnie pozytywnie, choć naprawdę zdaję sobie sprawę z zagrożenia.
Płytę i opis mam, ale nie wiem jak mogłabym zamieścić jej wynik tutaj. opis ok, ale badania obrazowe?
Musze odszukać badanie hist-pat jądra po zabiegu, na pewno je dostałam, ale dyr. ŚCO poprosił o wypożyczenie preparatu i mieli zbadać po swojemu ;) Spróbuję to wydostać.
Marcin nie miał robionej biopsji jądra, tylko płuca dwa razy. Raz wyszło "rak niedrobnokomórkowy" (znajdę wynik i wkleję) a potem, "obraz cytologiczny najbliższy chorioncarcinoma"

Lekarka, która się nami opiekuje to Agnieszka Gwóźdź-Cieślik, mloda fajna babka z pasją i wiedzą. Wszelkie potrzebne sprawy konsultuje z ze swoją przełożoną dr Smok-Kalwat, również polecam. To lekarze z chemioterapii, nie opiekuje się nami żaden urolog( a powinien?)bo trafiliśmy tam w momencie w jakim trafiliśmy. Bardziej myslę czy nie skonsultować się jeszcze z jakimś torakochirurgiem, choć nie wiem czy jest sens. bo u nas głównym problemem są płuca. Mam jeszcze pytanie: czy to możliwe że rak "nie schował" się w jądrze tylko w węzłach? Powinni je wyciąć? teraz raczej nie nadajemy się na takie zabiegi, nawet odciąganie flegmy prowadzi do desaturacji. no i co z tą głową? Chyba musi "poczekać aż Marcin sam zacznie oddychać, bo jak "wjechać" do tej komory z rurką w gardle? to chyba niemożliwe? a są inne badania, które mogłyby pomóc w rozpoznaniu?

co do chemii to na "wypisie" z oddziału mam "chemia ratunkowa EP"
KarolaM
 
Posty: 9
Rejestracja: 18 Lut 2015, 19:39

Re: O raku jądra dowiedzieliśmy się dzięki przerzutom :(

Postprzez m9nika » 15 Mar 2015, 13:22

Witam
Odpowiadając na wiadomość "wyślij odpowiedź" to poniżej pisanego tekstu znajdują się dwie zakładki: "opcje" i "dodaj załącznik", więc przejdź na zakładkę "dodaj załącznik" -> "przeglądaj" wybierasz załącznik do załączenia dodajesz komentarz, a następnie wciskasz "dodaj plik".
Tak dodajesz wszystkie załączniki, a celem zaoszczędzenia czasu proponuję zrobić zdjęcia wyników ukrywając dane osobowe.
Pozdrawiam
Zabrałeś mi tatę [*], męża ci nie oddam!
"Ty sam jesteś dla siebie największym zadaniem i twoim obowiązkiem jest dołożyć wszystkich sił, by wykonać je jak najlepiej."
Awatar użytkownika
m9nika
Przyjaciel Forum
 
Posty: 1603
Rejestracja: 17 Lut 2012, 20:07

Re: O raku jądra dowiedzieliśmy się dzięki przerzutom :(

Postprzez kk91 » 15 Mar 2015, 17:18

Witam

Jeśli wyniki obrazowe posiadasz w formie zwykłego obrazka, możesz je wstawić np. w taki sposób: viewtopic.php?f=6&t=853

Pozdrawiam
kk91
Przyjaciel Forum
 
Posty: 319
Rejestracja: 02 Gru 2014, 19:26

Re: O raku jądra dowiedzieliśmy się dzięki przerzutom :(

Postprzez KarolaM » 15 Mar 2015, 17:54

Image
Próbuję. wynik TK.

Pierwszy BAC(05.02)
Image
Image

kolejny 16.02
Image

hist-pat jadra po wycięciu
Image

Pozwolicie ze obrazami z tk zajmę się później, bo obecnie moje młodsze(2,5) domaga się znacznej uwagi ;)
KarolaM
 
Posty: 9
Rejestracja: 18 Lut 2015, 19:39

Re: O raku jądra dowiedzieliśmy się dzięki przerzutom :(

Postprzez KarolaM » 16 Mar 2015, 08:37

TK jest zrobione w programie Alteris i łopatologiczne przekopiowanie np rtg niestety mi się nie udało :/

Trollu właśnie te markery, a wlaściwie bHCG w końcu przestraszyła naszego prowadzącego. AFP bylo w ciągu 2-3 dni(czyli powiedzmy 10.02) i było w normie, więc facet odpuścił i... właściwie nie wiem co. Bo diagnostyka w innym kierunku wymyślona została gdy okazało się że nie można zrobić tej resekcji miąższu płuca, którą wymyślił dr Góźdź z ŚCO. Tak to sobie Marcin leżał iczekał na drugą konsultację endo która odbyła się tuż przed orchidektomią i wyglądała tak, że p.dr przyszła, powiedziała "ma Pan dwie poważne choroby: nowotwór i nadczynność tarczycy". I tyle.
Dopiero kiedy 18-19.02 przyszła beta, to trochę się przestraszył. Prawie pokryło się to czasowo z wynikiem drugiego hist-pat płuca. Wtedy znalazł się czas na drugą konsultację urologiczną z lepszym sprzętem i generalnie czas przyspieszył....
Powiedzcie mi tylko jakim trzeba być zmęczonym i znudzonym swoją pracą człowiekiem, żeby zbagatelizować nasze zdjęcie rtg. Ktoś tu kiedyś fajnie napisał i często tego używam: nasze płuca wyglądały jak bogato wystrojona bombkami choinka. Nadal wyglądają.... Rozumiem że nie jest onkologiem, ale torakochirurgiem i miał bardzo charakterystyczne zdjęcie, poparte TK. Już sam radiolog do kórego wysłała nas rodzinna zasugerował "meta -z testis?" Facet notorycznie pobieżnie czytał nasze wyniki, skoro nie poszerzył nawet diagnostyki TK. Chyba tyle moich żalów. wielki mam też do siebie, że zabrakło mi determinacji, mimo że mi się to wszystko nie podobało, to zachowywałam się spolegliwie, bo pan dr przecież wie co robi. Na swoje usprawiedliwienie powiem tylko, że na szczęście moją rodzinę rak nie doświadczył prawie w ogóle, więc nie miałam pojęcia jsk się zachować i zaufałam lekarzowi, który uśpił moją czujność(w sensie że to nie tyle nic takiego, tylko do opanowania. Przez pierwszy tydzień w SCO wszyscy wyprowadzali nas z tego błedu). Dla ścisłości nie miał wątpliwośći że to zmiany meta i widział i le ich jest, a dopiero telefon z ŚCO go obudził....


Hist-pat jadra jest labolatoryjny, nie wiem co wybadali w ŚCO, w każdym razie traktują go jak nienasieniaka.
Gapa ze mnie, zapomniałam zrobić wczoraj zdjęcie rozpiski z poprzedniego wlewu chemii, miałam tam dokładne dawki. Może dzis jeszcze będzie, chyba że przy kolejnej wygląda to inaczej...
KarolaM
 
Posty: 9
Rejestracja: 18 Lut 2015, 19:39

Re: O raku jądra dowiedzieliśmy się dzięki przerzutom :(

Postprzez troll » 16 Mar 2015, 12:20

Witaj,

Niestety jedni mają to szczęście, inni nie mają tego szczęścia, że trafią na kompetentnego lekarza, z odrobiną doświadczenia i zaangażowaniem, który nawet nie musi mieć specjalistycznej wiedzy z zakresu onkologii ale rzetelnie spojrzy na dokumentację i skieruje tam, gdzie trzeba. Zawsze, w przypadku młodego faceta trzeba rozważać diagnozę nowotworu jądra - nie potrafię powiedzieć nad czym zastanawiali się chirurdzy, szczególnie, że pacjent trafił do nich po skierowaniu od rodzinnego z wpisem "meta z testis?".

Mógłbym poprosić o zdjęcie epikryzy - tej - http://i.imgur.com/C5dsA3x.jpg
Zdjęcia z RTG, TK na nic się nie zdadzą - one są potrzebne radiologom, nawet później, dlatego musicie te płytki mieć i je chronić. Na Forum wystarczają opisy - czy masz opis TK jamy brzusznej i miednicy. Zdjęcia rozpiski możesz oczywiście zrobić.

Z załączonych zdjęć wynika, że proces nowotworowy w płucach jest bardzo zaawansowany - duże, mnogie masy przerzutów w tkance płucnej (do 50mm - wystarczy wziąć linijkę i wyobrazić kulę o średnicy 5 cm) i zajęte węzły chłonne śródpiersia i wnęk obu płuc. W jamie brzusznej pewnie też nie jest za ciekawie, o czym wspominał radiolog - w TK klatki piersiowej część pod przeponą została ujęta w badaniu i radiolog rzetelnie opisał to, co obejmował zakres badania. Zastanawiam się, czy procesem nowotworowym objęte są tylko węzły chłonne zaotrzewnowe czy też narządy miąższowe - szczególnie wątroba, kościec - kręgosłup?. Jeśli dojdzie do poprawy stanu na tyle, że możliwe będzie zrobienie tych badań obrazowych to trzeba zrobić za jednym razem TK klatki piersiowej, jamy brzusznej, miednicy małej i głowy. Oczywiście markery muszą być oznaczane na bieżąco - przed rozpoczęciem każdego kursu leczenia.

Co do histopatologii - na pewno jest to choriocarcinoma - co jeszcze? Trudno przewidzieć. Nie jest to też bardzo istotne - rokowanie determinowane jest przez obecność najbardziej złośliwej komponenty - w tym przypadku choriocarcinoma. To nowotwór który postępuje gwałtownie, szerzy się droga limfatyczną i krwionośną zajmując w krótkim czasie kolejne organy i lokalizacje. Rzeczywiście jest to nienasieniak ze wszystkimi tego konsekwencjami - w tym sposobem leczenia.

Co do wyboru schematu chemioterapii to na ten moment, stan w jakim w momencie rozpoczęcia leczenia znajdował się Marcin wydaje się być on odpowiedni. W takim trudnym stanie klinicznym trzeba zawsze rozważać możliwość podania leczenia możliwe najsilniejszego, które jednak nie doprowadzi do zespołu ostrego rozpadu guza, który jest stanem zagrażającym życiu. Program EP na ten moment, żeby ustabilizować stan pacjenta jest dobrym wyborem - nie znajduję żadnej alternatywy. Dlaczego nie BEP - bleomycyna zagroziłaby wydolności oddechowej przy tak mocno zajętej nowotworem tkance płuca. Pozostaje czekać, wierzyć w skuteczność chemioterapii i zaufać specjalistom z ŚCO. Przy tym trzymać rękę na pulsie - zawsze na Forum możesz liczyć na poradę i wyjaśnienie trudnych kwestii.

Pozdrawiam serdecznie!
Image
Image
Awatar użytkownika
troll
Ekspert
 
Posty: 3985
Rejestracja: 21 Gru 2010, 16:36

Re: O raku jądra dowiedzieliśmy się dzięki przerzutom :(

Postprzez KarolaM » 16 Mar 2015, 21:42

Rozpiska do pierwszej chemii 23.02
Image


dzisiejsza
Image

epikryza

Image

W usg tuż przed orchidektomią wykryto "w przestrzeni okołoaortalnej powiększone węzły chłonne w pakiecie do 7cm", na wątrobie nic.

Onkolodzy kieleccy kilka dni później odnaleźli jedną zmianę wątrobie, bodajże 3cm.

Jak duże jest prawdopodobieństwo że ten syf dostał się również do głowy czy kości? co to dla nas by oznaczało?
Czy mogę przyjąć że jeśli nowotwór "cofa się" to ustępuje wszędzie?
KarolaM
 
Posty: 9
Rejestracja: 18 Lut 2015, 19:39

Re: O raku jądra dowiedzieliśmy się dzięki przerzutom :(

Postprzez KarolaM » 20 Mar 2015, 08:52

Dziś ostatni dzień wlewów.
Od wczoraj Marcin nie ma juz rurki w gardle, bo zrobili mu tracheotomię. taka praktyka, jeśli intubacja się przedłuża. Wentylacja raczej bez zmian, troszkę lepsza z tą dziurą w szyi, zobaczymy jak dalej.
Tak naprawdę najgorsze dopiero przed nami,, bo chemia właśnie zacznie schodzić. Już ze dwa dni dostaje furosemid w pompie, nie podczas wlewów żeby gospodarka płynami była na bieżąco. Może tym razem uda się bez dializy, choć nie powiem że potem nawet się z niej cieszyłam, bo to maszyna przefiltrowała w większości te toksyczne metabolity.
Zasdtanawiam się tylko nad wybudzaniem. Muszę o to deziś dokładniej zapytać, bo widziałam że z taką rurką w szyi można być przytomnym. nie wiem z czym to się wiąże, poza przykuciem do łóżka i ew bólem(ale na to są leki które i tak dostaje). Na pewno można będzie mysleć o tym conajmniej za tydzień, chyba lepiej żeby te parę dni jeszcze przespał.

Smiem być troszkę spokojniejsza niż po 1szej chemii, bo widziałam morfologię i jest zdecydowanie lepsza niz tuż przed pierwszą chemią.
KarolaM
 
Posty: 9
Rejestracja: 18 Lut 2015, 19:39

Następna

Wróć do Metody terapeutyczne / dyskusja przypadków

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 3 gości