Póki co u mnie wszystko ok - TK / markery / USG i inne badania wyglądają perfekcyjnie ale nie tym ostatnio mi zachodzi głowa. Nie miałem problemu z pogodzeniem się z utratą jednego jądra - moje życie przez to praktycznie się nie zmieniło, dalej chodzę na siłownię, pracuję, dziewczynom to nie przeszkadza - nic tylko cieszyć się życiem (nawet chyba bardziej doceniłem to co mam). Jest tylko jedno 'ale', które zaczęło mi przeszkadzać od pewnego momentu... czyli ryzyko uraty drugiego jądra.
Niby się pisze, że ok. 2% ludzi, którzy mają historję RJ rozwinie RJ w drugim jądrze i niby 2% to mało... ale z drugiej strony rozwinięcie RJ wogóle to 0.3% a się stało - więc na statystykę trzeba uważać
Z tego co się dowiedziałem RJ pochodzi z uszkodzenia kodu DNA na chromosomie 12, więc jest to predyspozycja genetyczna - trochę się czuje jakbym miał tykającą bombę zegarową, która nie wiadomo kiedy wybuchnie. Chciałem:
1. zacząć ogólną dyskujsję na ten temat, jak to wygląda u Was?
2. zapytać czy są jakieś metody 'prewencji' tzn. częsta obserwacja USG jądra / biopsja i w razie odnalezienia zwapnienia IGCM jakaś terapia laserowa / cokolwiek?
3. czy ktoś wie ile części jednego jądra potrzeba, żeby utrzymać płodność / prawidłowy poziom T?
4. chciałem zasugerować otwarcie nowego działu - tak jak na tc-cancer.com '2x warriors' - co o tym myślicie? to da pogląd jak to wygląda u nas w Polsce.
piszcie co Wy myślicie

