Kraków, guz z długą historią

Chirurgiczne oraz zachowawcze metody terapii raka jądra. Nowoczesne schematy chemioterapeutyczne, radioterapia oraz leczenie wspomagające.

To forum jest miejscem na indywidualne tematy dotyczące choroby poszczególnych chorych. Tutaj możesz umieścić temat odnoszący się do Twojej/bliskiej Ci osoby choroby aby przedyskutować prawidłowość leczenia, uzyskać informacje, porady, odpowiedzi na nurtujące pytania.

Kraków, guz z długą historią

Postprzez Lewostronne » 16 Lis 2015, 20:08

Dzień dobry,

kilka dni temu wycięli mi tego s... wraz z lewym jądrem. Dla porządku opowiem, co się stało, bo historia jest dość długa i sięga czasu przed moimi narodzinami. Moi rodzice przeszli terapię hormonalną, żeby mieć dziecko. Mama długi czas przyjmowała hormony, a tato tylko dwukrotnie. Bez tego nie zawracałbym głowy.

W sierpniu 1983 roku pojawiłem się między ludźmi, ale miałem od razu przerąbane. Od małego lewe jądro wykazywało wszystkie cechy wnętrostwa. Dopiero po kilku latach wykonano zabieg i sprowadzono jądro z kanału do moszny. Oczywiście wcześniej jąderko wielokrotnie wędrowało, ale moi rodzice stawali na głowie, żeby zrobić cokolwiek z tą dolegliwością.
Pierwszy kontakt z urologiem miałem w wieku szesnastu lat. Wyniki moczu były dziwne, to mnie tato wziął na badanie. Per rectum nadal mi się śni po nocach. Nienawidzę tego badania i mam odruch jeża, gdy tylko muszę się mu poddać. Wspomniane badanie nic nie wykryło. Rozwijałem się poprawnie.

Okres studiów również niewiele wniósł do sprawy lewego jądra. Kłopot pojawił się dopiero w 2008 roku, kiedy po raz drugi zawitałem do urologa. Lekarz obejrzał moje jądra, zdziwił się, że są w tak dobrym stanie. Narzekałem wówczas na ból w lewym jądrze i ogólny dyskomfort. Badanie... (nie muszę pisać które) nic nie wykazało. Usłyszałem, że to mogą być żylaki. Antybiotyk i do domu.
W roku 2010 i 2011 ponownie wizyty u urologa, który mnie badał, ale tym razem wykrył zapalenie prostaty, z którym walczyłem kilka miesięcy. Pojawiłem się u lekarza kilkukrotnie. Dostałem czopki i poradę, żeby o siebie dbać. Z prostatą miał problemy mój tato i mój dziadek. Było dla mnie oczywiste, że to kwestia genów i podatności na tę dolegliwość.

Kolejne przygody to dopiero rok 2014. W roku 2013 jądro raz lub dwa się odezwało, ale to była raczej kwestia złego ułożenia moszny w spodniach, a nie ból wynikający z jakiejś dolegliwości. Zawitałem do prywatnego gabinetu urologicznego, wydałem 500 zł za dwie wizyty i badanie usg. Lekarz orzekł, że mam zwapnienia i żylaki. Przepisał czopki i kazał dbać o siebie. [Być może moje długie włosy wszystkim lekarzom kojarzyły się z hippisami?].

Jądro przypomniało o sobie na przełomie 2014 i 2015 roku. Byłem mocno zirytowany bólem i postanowiłem, że pójdę na SOR. Zostałem błyskawicznie przyjęty, co mnie pozytywnie zaskoczyło, a lekarz stwierdził, że „jądro mi się zapaliło”. Badanie odbyło się w gabinecie w towarzystwie pięciu ładnych pań lekarek. W sumie nie mam nic do ukrycia, ale pewnie kobiety nikt by tak nie badał. Dostałem antybiotyk i do domu. Lekarz zasugerował, żebym skontaktował się z urologiem. Odpowiedziałem, że w Krakowie nie ma praktycznie terminów. „To proszę iść na wizytę prywatną” – usłyszałem. Płacę kilkaset złotych za ubezpieczenie zdrowotne, ale leczyć się mam prywatnie? Wyszukałem lekarza w Bielsku, rodzinnym mieście.

Obserwowałem jądro przez dłuższy czas i nic mnie nie zaniepokoiło. W pod koniec lipca spotkałem się z panią doktor w Bielsku. Wykonała usg i skierowała mnie na badanie markerów. USG nic nie wykazało. Markery w normie, a właściwie to blisko zerowego progu. Niestety, ale laborant popełnił błąd i nie wykonał badania LDH, a zamiast oznaczył mi poziom cholesterolu. Pozostałe dwa markery były tak jak opisałem powyżej. Kolejna wizyta w sierpniu tuż przed wyjazdem na wczasy. Pani doktor dała mi jeszcze skierowanie na usg i zalecenie, żeby się obserwować. Zapytałem, czy mam się czegoś obawiać. „Nie, w jądrach są żylaki i zwapnienia” – poinstruowała.
Jeszcze w maju 2015 wykonałem rezonans magnetyczny całego ciała. Chciałem mieć pewność, że ze mną wszystko ok. Badanie wykazało jakieś zmiany, ale żadnych w obrębie moszny!

Od razu muszę dodać, że wspomniane wakacje były w siodle, czyli wyprawa na motocyklu po Europie. Specjalnie też chciałem wykonać wszystkie potrzebne badania, żeby mieć pewność, że mogę jechać. Zdawałem sobie sprawę, że trzeba dbać o jądro, bo jestem w grupie ludzi, którzy doświadczyli wnętrostwa. Podczas pierwszej od 2007 roku wyprawy czułem się wyśmienicie. Nic mnie nie bolało.
Po powrocie do Krakowie w połowie września byłem w dobrej formie. Zmęczony wakacjami, ale kompletnie zrelaksowany. Na przełomie września i października zauważyłem, że coś może się podziało z prawym jądrem, które chyba zaczęło się kurczyć. Kilkudniowa obserwacja potwierdziła, że rzeczywiście prawe jądro jest mniejsze, ale dopiero po tygodniu zacząłem się zastanawiać, czy aby lewe nie robi się większe. Samodzielne badanie nie wykazało nic szczególnego. Jądro było jednorodne. Po tygodniu zaczął się ból, który nie był dokuczliwy (po tylu latach to już prawie norma), ale irytujący. Pomyślałem, że to trochę dziwne, bo od wyprawy minął dobry miesiąc, czyli nie ma jakiejś wyraźnej zmiany w moim życiu. Kolejne dni były spokojne. Jądra nie dawały żadnych oznak.

Pod koniec października Kraków odwiedził smog. Poczułem się słabo i wziąłem zwolnienie na cały tydzień, bo mi się w głowie kręciło i czułem się wyjątkowo zmęczony. Tuż po tym jak wróciłem do pracy uznałem, że warto zrobić usg, bo ból się nasilał. Oczywiście nie było żadnych wolnych terminów. W końcu uznałem, że idę na SOR. Przyjęli mnie błyskawicznie i od strzału dostałem skierowanie do Kliniki Urologii CMUJ. Lekarz dyżurujący Dr Jacek Kusionowicz zrobił błyskawiczne usg i orzekł: „widzę tutaj guza”. Powiedziałem, że byłem na wizycie kontrolnej u urologa końcem sierpnia. Nie dał wiary. Kazał się zgłosić do Kliniki w trybie ekspresowym. Nogi się pode mną ugięły, bo blisko siedem lat słyszałem, żebym o siebie dbał, a tutaj...

W nocy wróciłem taksówką do domu. Zebrałem wszystkie papiery i rano o ósmej byłem w przychodni przyklinicznej. Ból był już wyraźny. Całe szczęście, że panie w rejestracji szybko mnie wywołały. Dr Wojciech Habrat wykonał błyskawiczne usg i powiedział: „guz do wycięcia”. Nie byłem kompletnie przygotowany do zasiedlenia oddziału. Miałem już w przeszłości przygodę z NFZ-tem w Katowicach i wydawało mi się, że raczej mnie nie przyjmą, bo limity, kontrakty itp. Nic z tego (całe szczęście). Pani pielęgniarka ze statystyki od razu nakazała mi się przygotować do przyjęcia na oddział. Musiałem w trypie pilnym kupić piżamę i ręcznik, co przy bolącym jądrze raczej nie jest łatwym zadaniem. Poradziłem sobie i po kilkunastu minutach wróciłem do Kliniki. Po godzinie 13 byłem już pacjentem. Leżałem na przedwojennym łóżku i próbowałem zasnąć.

Przeżyłem szok, gdy zobaczyłem warunki sanitarne na oddziale. Kible, a nie toalety. Łóżka, które nie pozwalają zasnąć, bo człowiek się nie potrafi ułożyć. Dziury w ścianach. „Polska w ruinie”. Obiecałem sobie, że jak będę na siłach to nakopię do życi Kuligowi, byłemu dyrektorowi Szpitala Uniwersyteckiego. Personel świetny. Złego słowa nie mogę powiedzieć, bo ci ludzie robią cuda w warunkach, które można porównać do lazaretu.

Lekarze orzekli, że mnie potną już we wtorek, ale nic z tego nie wyszło. W kolejnym dniu -11 listopada - ordynator zlecił usg. Grzecznie zszedłem na parter. Usiadłem obok gabinetu i „odleciałem”. Pierwszy raz w swoim życiu byłem bliski omdlenia. W polu widzenia zobaczyłem czarne plamki, których było coraz więcej, aż w końcu nic nie widziałem. Dwie pielęgniarki i lekarz jakoś mnie wtaszczyli do gabinetu. USG wykazało guza. Ordynator zrobił jeszcze najazd na nerki i aortę. Stwierdził, że coś tam widzi, ale nie ma pewności, czy to guzy. Pomyślałem, że to przerzuty, ale do dzisiaj nie mam żadnej pewności. Z uwagi na moje zasłabnięcie nie wykonano zabiegu.

12 listopada było trzecie podejście. Udane. Pozbyłem się tego s... wraz z lewym jądrem. Lekarz wykonujący zabieg orzekł, że guz był średniej wielkości i nie było żadnych innych oznak obecności tego... Pierwsze godziny po zabiegu wspominam najgorzej. Koszmarny ból. Dostałem peralginę, opiat i jeszcze jeden specyfik. Ból złagodniał, ale nocy właściwie nie przespałem.
13 listopada wypisano mnie z kliniki. Gdy tylko usłyszałem, że mam wyjść stwierdziłem, że nie widzę przeszkód, ale biorę ze sobą łóżko. Po godzinie 13 wróciłem do domu. Jakoś się udało, choć ból był konkretny. Nie mam zastrzeżeń do lekarzy, bo oni wypełniają procedurę, a tę stworzyli urzędnicy w NFZ-cie. W każdym kolejnym dniu czuję się lepiej. W końcu też zdecydowałem się napisać na forum, które wyszukałem kilka godzin po diagnozie.

W najbliższy piątek oznaczę markery. Zażądam od swojego lekarza rodzinnego skierowania na pełne badanie moczu i krwi, które powtórzę w kolejnym tygodniu tuż przed wizytą kontrolną (4 grudnia). Planuję również zrobić prywatnie rezonans miednicy, brzucha i klatki piersiowej. RTG wykonane w Klinice nie wykazało żadnych zmian. Markery oznaczone w klinice są w blisko dolnej granicy normy, a tylko LDH jest 10% poniżej górnego progu normy. Czy waszym zdaniem wykonanie rezonansu jest sensowne? Nie chodzi o koszty, a o pomoc dla lekarza onkologa. Czy mogę coś jeszcze zrobić, aby ułatwić i usprawnić przebieg leczenia? Stosuję dietę lekkostrawną.

Na koniec zaznaczę, że nie palę tytoniu, ani nie piję na umór. Ograniczam się do piwa i wina, ale głowę mam słabą, co oznacza, że dwa piwa lub trzy kieliszki wina skutecznie wyłączają mnie z konwersacji. Uprawiam jogę od 2011 roku i od tego samego czasu jeżdżę na rowerze. Rower miejski z wygodnym siedziskiem. Nie potrafię określić, czy to miało jakieś przełożenie na zachorowanie, ale jądra nie były narażone na wstrząsy, bo trasy w Krakowie są płaskie, a sam dbam o pozycję za kierownicą. Specjalnie kupiłem sobie w ubiegłym roku rower z pełną amortyzacją, co wykluczało nagłe uskoki i inne nieprzyjemności.

Pozdrawiam
L.
Ostatnio edytowany przez Lewostronne, 16 Lis 2015, 23:16, edytowano w sumie 1 raz
Lewostronne
 
Posty: 28
Rejestracja: 16 Lis 2015, 12:56

Re: Kraków, guz z długą historią

Postprzez romi » 16 Lis 2015, 22:26

Witaj
Pierwszy najważniejszy krok masz za sobą, teraz będzie czas na kolejne. Zabieg miałeś dwa miesiące temu, czy masz już wynik badania histopatologicznego? Jeśli tak to przepisz co tam napisano. Trochę długo to trwa, bo już powinieneś być po wizycie u onkologa. Mija te magiczne 8 tygodni kiedy trzeba podjąć decyzję co dalej. Oczywiście możesz wykonać rezonans jeśli nie przerażają Cię koszty, lub TK na które dostaniesz skierowanie od lekarza onkologa (TK na NFZ, tylko niestety pewnie trzeba będzie poczekać). Rezonans jest o tyle dobry że nie jest obciążającym badaniem tak jak TK.
Musisz trochę przyspieszyć działania.
Badanie obrazowe jest konieczne dla ustalenia stopnia zaawansowania choroby i podjęcia określonych działań.
Markery zbadaj tak jak planujesz i jeśli będą w normie to następne badanie powtórz przed wizytą u onkologa.
W tej chwili nie ma potrzeby stosowania żadnej specjalnej diety, ani ograniczeń w żywieniu.
Po zabiegu musisz się oszczędzać przez jakiś czas, chodzi głównie o wysiłek fizyczny. Nie oznacza to, że nie możesz jeździć na rowerze, czy pływać, ale unikać dźwigania ciężkich rzeczy i wykonywania obciążających ćwiczeń fizycznych (joga chyba do takich nie należy).
Sam na pewno będziesz wiedział kiedy i co Ci wolno. Dojście do pełnej sprawności to kilka miesięcy.
Jeżdżenie na rowerze nie jest przyczyną nowotworu jądra, także nie musisz się o to w przyszłości obawiać.
Zdziwiło Cię to jak szybko przyjęto Cię do szpitala po rozpoznaniu. Na szczęście w Polsce mimo niedostatków służby zdrowia, akurat to rozpoznanie jest traktowane jako zagrożenie życia i nie obowiązują kolejki, limity i inne takie tam. Po zabiegu wszystkich wyganiają do domu, żeby szybko doszli do siebie.
Niestety Kraków nie jest polecanym miejscem w zakresie leczenia nowotworów jądra, choć jest sporo osób na forum które leczyły się w Krakowie. Zawsze możesz skorzystać z pomocy ośrodków rekomendowanych przez forum.
Na forum znajdziesz dużo informacji które mogą Cię zainteresować, jeśli będziesz miał pytania to postaramy się na wszystkie odpowiedzieć.
Pozdrawiam
romi
 
Posty: 4210
Rejestracja: 03 Paź 2011, 10:46

Re: Kraków, guz z długą historią

Postprzez Lewostronne » 16 Lis 2015, 23:24

romi napisał(a):Witaj
Pierwszy najważniejszy krok masz za sobą, teraz będzie czas na kolejne. Zabieg miałeś dwa miesiące temu, czy masz już wynik badania histopatologicznego? Jeśli tak to przepisz co tam napisano. Trochę długo to trwa, bo już powinieneś być po wizycie u onkologa. Mija te magiczne 8 tygodni kiedy trzeba podjąć decyzję co dalej. Oczywiście możesz wykonać rezonans jeśli nie przerażają Cię koszty, lub TK na które dostaniesz skierowanie od lekarza onkologa (TK na NFZ, tylko niestety pewnie trzeba będzie poczekać). Rezonans jest o tyle dobry że nie jest obciążającym badaniem tak jak TK.
Musisz trochę przyspieszyć działania.
Badanie obrazowe jest konieczne dla ustalenia stopnia zaawansowania choroby i podjęcia określonych działań.
Markery zbadaj tak jak planujesz i jeśli będą w normie to następne badanie powtórz przed wizytą u onkologa.
W tej chwili nie ma potrzeby stosowania żadnej specjalnej diety, ani ograniczeń w żywieniu.
Po zabiegu musisz się oszczędzać przez jakiś czas, chodzi głównie o wysiłek fizyczny. Nie oznacza to, że nie możesz jeździć na rowerze, czy pływać, ale unikać dźwigania ciężkich rzeczy i wykonywania obciążających ćwiczeń fizycznych (joga chyba do takich nie należy).
Sam na pewno będziesz wiedział kiedy i co Ci wolno. Dojście do pełnej sprawności to kilka miesięcy.
Jeżdżenie na rowerze nie jest przyczyną nowotworu jądra, także nie musisz się o to w przyszłości obawiać.
Zdziwiło Cię to jak szybko przyjęto Cię do szpitala po rozpoznaniu. Na szczęście w Polsce mimo niedostatków służby zdrowia, akurat to rozpoznanie jest traktowane jako zagrożenie życia i nie obowiązują kolejki, limity i inne takie tam. Po zabiegu wszystkich wyganiają do domu, żeby szybko doszli do siebie.
Niestety Kraków nie jest polecanym miejscem w zakresie leczenia nowotworów jądra, choć jest sporo osób na forum które leczyły się w Krakowie. Zawsze możesz skorzystać z pomocy ośrodków rekomendowanych przez forum.
Na forum znajdziesz dużo informacji które mogą Cię zainteresować, jeśli będziesz miał pytania to postaramy się na wszystkie odpowiedzieć.
Pozdrawiam


Dzień dobry,

dziękuję za odpowiedź. Zabieg miałem 5 dni temu, ale wkradł się błąd, za który przepraszam. Wprowadzałem ten tekst dwa razy i zapewne już ze zmęczenia napisałem wrzesień, a miałem na myśli listopad. Wyniki his-pat. mam mieć 4 grudnia.
Zdecydowanie chcę zrobić rezonans, bo mam zamiar uporać się z tym s... W rodzinie były już dwa raki trzustki i czerniak w ostatnich 10 latach, stąd mój
agresywny ton i nastawienie.
Planuję do końca miesiąca pozostać na zwolnieniu, bo nie czuję się jeszcze na siłach, aby wracać do pracy, w której przenoszę ciężki sprzęt. Jazdę na rowerze
odstawiłem na kiedyś. Odnośnie dalszego leczenie, to planuję słuchać mądrzejszych i wybrać się do Częstochowy lub Warszawy. Nie zamierzam ryzykować życiem i zdrowiem. Mam różnych znajomych w Warszawie, a w Częstochowie też jakiś znajdę ;).
Mam tylko jedną wątpliwość. Czy ewentualne przerzuty lub guzy na aorcie lub nerkach wyraźnie zmniejszają moje szanse? Guz rósł około 6 tygodni albo mniej.

Pozdrawiam
Lewostronne
 
Posty: 28
Rejestracja: 16 Lis 2015, 12:56

Re: Kraków, guz z długą historią

Postprzez romi » 16 Lis 2015, 23:59

Witam
Na razie nie można niczego przesądzać, trzeba poczekać aż będą wyniki, bo nie wiadomo z czym masz do czynienia. Jeśli nasieniak to nie ma złego rokowania, jeśli nienasieniak to nawet w przypadku przerzutów szanse na całkowite wyleczenie są bardzo duże. To ile rósł guz nie ma istotnego znaczenia, ważny jest stan zaawansowania.
Ja po cichu tak myślałem że z tym terminem to pomyłka, ale skoro była taka data to i adekwatna odpowiedź.
Co powinien zawierać wynik histopatologii znajdziesz tutaj:
viewtopic.php?f=15&t=431
To ważne aby opis był kompletny, ponieważ brak pewnych informacji może opóźnić dalsze działania.
Co do miejsca leczenia radziłbym wybrać się do Warszawy ze względu na brak terminów w Częstochowie. Wiem, że to może być bardziej uciążliwe, ale z Twoich postów widać, że jesteś zdeterminowany i to bardzo dobre podejście. Jeszcze tylko trochę optymizmu i zdrowie jest w zasięgu ręki.
Zwolnienie po zabiegu bardzo dobrze, ale jeśli poczujesz się lepiej i na siłach to spacery czy nieobciążające ćwiczenia na pewno dobrze Ci zrobią.
Spróbuj wszystko zgrać tak, żeby mieć wszystkie wyniki w jednym terminie. Będzie Ci o tyle łatwiej, że rezonans i tak zrobisz odpłatnie, czyli nie będziesz czekał na badanie. Wizytę w Warszawie załatwisz w ciągu tygodnia, tak jest w Magodencie czy w COI, także przed świętami będziesz wiedział "na czym stoisz".
Pozdrawiam
romi
 
Posty: 4210
Rejestracja: 03 Paź 2011, 10:46

Re: Kraków, guz z długą historią

Postprzez Lewostronne » 04 Gru 2015, 21:08

Dzień dobry,

dłuższy czas milczałem, bo nie mam w zwyczaju zabierać czasu.
Wyniki markerów wypadły korzystnie (21. 11.15):

LDH 143 U/l 125 243 N
beta-HCG <0,1 mIU/ml 0 2
AFP AFP 0,559 IU/ml

W szpitalu wyniki były następujące (10.11.15):

AFP 0,99
beta HCG 0,817
LDH 452


Mocz również w normie i bez żadnych przekroczeń normy (badanie 02.12.15):

Przejrzystość przejrzysty
Barwa żółty
Ciężar właściwy 1,023 kg/l 1,015 1,030 N
pH 5,0 5,0 7,0 N
Glukoza nieobecna
Ketony nieobecne mmol/l 0,00 0,50
Urobilinogen 3,2 µmol/l 0,0 16,0 N
Bilirubina nieobecna
Białko nieobecne
Azotyny nieobecne
Erytrocyty w normie
Leukocyty w normie


Dzisiaj tj. w piątek (4.12.15) odebrałem wyniki, które są następujące:

Naciek do 4,5 cm. Histologicznie seminima testis pT1 R0.
Nowotwór nacieka osłonki jądra, ale ich nie przekracza. Powrózek nasienny przekrwiony.
W miejscu odcięcia nie stwierdza się nowotworu. W świetle jednego z naczyń powrózka kilka
komórek podejrzanych - o dość dużych, hyperchromatycznych jądrach.

Poza obszarem nacieku miąższ jądra z obrazem zaniku; miejscami nowotworzenie środkanalikowe (intratubular germ cell neoplasia).
Nadjądrze przekrwione.


Jeszcze dzisiaj umówiłem się z doktorem Tomaszem Sarosiekiem. Wizyta w poniedziałek o 15 albo później, co jest bez znaczenia.
Mogę spać na podłodze w przychodni przez tydzień byle "dobić" tego gada.


28 listopada wykonałem prywatny rezonans. Wyniki w załączonym pliku. Nie mam żadnych wątpliwości, co do chemii. Jestem jej zwolennikiem. Znam też wszystkie efekty uboczne, ale zdrowie na pierwszym planie.


Pozdrawiam
L.
Załączniki
Rezonans-z-kontrastem-brzuc.gif
Rezonans-z-kontrastem-brzuc.gif (69.24 KiB) Obejrzany 13669 razy
Lewostronne
 
Posty: 28
Rejestracja: 16 Lis 2015, 12:56

Re: Kraków, guz z długą historią

Postprzez Jeek » 04 Gru 2015, 23:44

Witam

Gratuluje dobrych wyników.
Markery w normie, brak przerzutów, moim zdaniem nie będzie potrzebne dodatkowe leczenie,
tylko ścisła obserwacja. Zobaczysz co powie dr. Sarosiek, a to jeden z najbardziej polecanych lekarzy
na tym forum, któremu na pewno możesz zaufać.

Pozdrawiam
Nigdy nie trać nadziei
Jeek
 
Posty: 245
Rejestracja: 24 Sty 2015, 22:46

Re: Kraków, guz z długą historią

Postprzez romi » 05 Gru 2015, 00:08

Witam
Z tą ścisłą obserwacją byłbym ostrożny, stwierdzono IGCN. Zobaczysz co powie dr Sarosiek i wtedy podejmiesz decyzję co dalej.
Pozdrawiam
romi
 
Posty: 4210
Rejestracja: 03 Paź 2011, 10:46

Re: Kraków, guz z długą historią

Postprzez Lewostronne » 05 Gru 2015, 01:41

Jeek napisał(a):Witam

Gratuluje dobrych wyników.
Markery w normie, brak przerzutów, moim zdaniem nie będzie potrzebne dodatkowe leczenie,
tylko ścisła obserwacja. Zobaczysz co powie dr. Sarosiek, a to jeden z najbardziej polecanych lekarzy
na tym forum, któremu na pewno możesz zaufać.

Pozdrawiam


Dziękuję, ale do końca jeszcze trochę zostało ;).
W moim przekonaniu chemia może załatwić sprawę raz na zawsze.
Pan doktor to rzeczywiście fachura. Nie spotkałem się z lekarze, który
upublicznia swój numer telefonu! Dzisiaj rozmawialiśmy i od strzału
dostałem termin na poniedziałek!
Lewostronne
 
Posty: 28
Rejestracja: 16 Lis 2015, 12:56

Re: Kraków, guz z długą historią

Postprzez Lewostronne » 05 Gru 2015, 01:46

romi napisał(a):Witam
Z tą ścisłą obserwacją byłbym ostrożny, stwierdzono IGCN. Zobaczysz co powie dr Sarosiek i wtedy podejmiesz decyzję co dalej.
Pozdrawiam


Decyzję już podjąłem. Jeśli otrzymam wybór, to od razu podejmę decyzję o chemii i nie będę czekał nawet godziny.

Pozdrowienia
Lewostronne
 
Posty: 28
Rejestracja: 16 Lis 2015, 12:56

Re: Kraków, guz z długą historią

Postprzez troll » 05 Gru 2015, 03:02

Witaj,

Nie nastawiaj się tak na chemię, na razie wszystkie znaki na Ziemi i niebie wskazują, że optymalnym sposobem postępowania w Twoim przypadku będzie obserwacja. IGCNU w jądrze nie jest czynnikiem ryzyka we wczesnym nasieniaku.

Pozdrawiam serdecznie!
Image
Image
Awatar użytkownika
troll
Ekspert
 
Posty: 3985
Rejestracja: 21 Gru 2010, 16:36

Następna

Wróć do Metody terapeutyczne / dyskusja przypadków

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] oraz 4 gości

cron