Dziś byłem na ostatniej dolewce bleo 3go kursu. Lekarz stwierdził że jest to ostatni kurs ponieważ moje wyniki krwi nie pozwalają na dalsze leczenie (od jakiegoś czasu mam również wielkie czerwone plamy na udach i tyłku - lekarz stwierdził że to uczulenie na któryś ze składników chemii - w każdym razie te dwa czynniki zdecydowały o zakończeniu chemii na 3cim kursie). Nie wiem czy to dobrze czy źle, czy się cieszyć czy nie. Już w sumie byłem przygotowany na przyjęcie tego czwartego kursu , i teraz gdy lekarz zadecydował inaczej to mam jakby wyrzuty sumienia że jednak go nie będzie. Tomografię będę miał najprawdopodobniej w połowie października, a pózniej co pół roku. Dwa tyg temu miałem markery, były w normie, AFP ok 4.8 (norma do 5.8) więc mam nadzieję że już całe to paskudztwo ze mnie zeszło i będę się mógł już powoli zacząć cieszyć się życiem.
Mam również pytanie. Od jakiś półtora tygodnia, w ostatni dzień dużej chemii, w momencie podawania Manitolu dożylnie żyła jakby się zblokowała i kroplówka przestała lecieć. Pielęgniarka przepłukiwała mi to solą fizjologiczną, - co strasznie bolało - i od tego czasu ta żyła jest jakby dużo grubsza, nie widać jej na ręce, ale idzie ją wyczuć na całej długości ręki od nadgarstka aż do łokcia. ( Coś jakby gruby drut stalowy, miejscami większy, miejscamu mniejszy) Dodam , że od tego czasu strasznie mnie ta ręka boli, nie mogę jej wyprostować ;/
Dziś pokazałem ją lekarzowi i powiedział że to zapalenie żyły. Kazał smarować heparyną (smaruję od początku chemii) oraz przepisał antybiotyk o nazwie KLARMIN.
Problem w tym że u ulotce tego leku jest napisane że to lek zupełnie na coś innego (zapalenie górnych dróg oddechowych itd) a nie na zapalenie żył.
I mam pytanie do kogoś kto się może orientuje w tych sprawach. Czy faktycznie mam zażywać ten lek, czy może lekarz się pomylił i zapisał mi coś innego:) (ja jestem panikarz i zawsze muszę wszystko sprawdzić dwa razy).
A tak poza tym u mnie wszystko ok, samopoczucie dobre. W ciągu 2-3 tyg przypuszczam że mi się córka urodzi (wiem wiem miał być syn, ale jednak córka)
tak więc przygotowania w toku, psychiczne również. W każdym razie mam nadzieję że to już końcówka mojej walki z tym świństwem i że będę mógł się skupić na innych sprawach a o chorobie będę myślał tylko w czasie kontroli.
Ale się rozpisałem dzisiaj, tak jakoś humor mi się poprawił i mnie naszło.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i trzymam kciuki za wszystkich.

