Witam,
antos80,
Który ośrodek poleca Pan do wszczepienia protezy? Wiem, że pewnie jest dużo ale u mnie odległość nie ma znaczenia. W zasadzie czym dalej tym lepiej - tak jak pisałem jest to dla mnie bardzo wstydliwy temat.
Na pewno w CO-I w Warszawie takowe są wszczepiane. Wybór jest ogromny, kwestia popytania. Ale co do wstydu, wstydzić to się można, że się coś ukradło. Natomiast wstydzić się zabiegu wszczepienia jądra z silikonu... nie warto

Wydaje mi się, że trzeba to przyjąć na przysłowiową "klatę". I tak było w moim wypadku.
A ja uważam, że warto skorzystać z rozmowy z psychologiem, choćby zobaczyć jak to jest. Żadna ujma na honorze a nawarstwiające się problemy mogą doprowadzić do poważnego kryzysu i załamania. Nie można czekać i patrzeć co się stanie. Warto szukać pomocy także psychologów czy psychoonkologów.
Korzyścią dla młodych osób, jest to, że lekarze naprawdę podchodzą super do tematu. Szczerze mówiąc, było mi głupio słuchając w poczekalni starszej pani, że musi czekać na chemioterapię 3 miesiące - bo ja miałem na drugi dzień.
Właśnie tutaj musimy rozróżnić dwa fakty. Fakt leczenia z zamiarem wyleczenia (nowotwory jądra), gdzie każdy dzień zwłoki zmniejsza szanse chorego, który jest leczony agresywnie po to, żeby wyleczyć całkowicie! Inną grupą są chorzy leczeni paliatywnie, dla których czas też ma znaczenie ale są oni w kolejce za chorymi leczonymi radykalnie. I może to zabrzmi bardzo źle ale to słuszne rozwiązanie. Nie mamy magicznego ołówka, który domaluje szpitalne łóżka i kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy złotych. Niestety...
Niestety muszę do tych spraw wrócić z racji chęci potomstwa. Ze wstydem chyba nigdy nie wygram.
Nie możesz wstydzić się czegoś, co było od Ciebie nie zależne, poczytaj słowa Slowdive'a

A z moich doświadczeń wynika, że kluczem do sukcesu chyba jest błyskawiczne leczenie.
A tu zgoda w 100%!
Danielu,
Ogolnie obserwuję Dawida i patrze na jego zachowanie po chorobie, zauważyłem że bardzo się zmienił, co jakiś czas łapie ogromnego doła i zamyka się w sobie, twierdzi że ta choroba zniszczyła jego psychikę, że nie może się skupić, a np zadania które rozwiązywał kiedyś bez większych problemów w pół godz teraz zajmują mu z trudem godzinę.
To niestety druga strona medalu. Dojście do siebie po takim leczeniu jest sprawą na pewno dłuższą niż kilka miesięcy. Rok, dwa, trzy. Z każdym miesiącem powinno być jednak lepiej

Druga sprawa, kiedyś spytałem się Dawida czy chciał by proteze, odpowiedział odrazu że nawet nie chce słyszeć o kolejnej operacji, czy jest sens go do tego namawiać?
Nie możesz absolutnie brata do tego namawiać! To decyzja tylko i wyłącznie jego, uszanuj ją

Wydaje mi się że jemu to nie przeszkadza bo jest młody i puki co jest z dziewczyną która wie co on przeszedł i co mu brakuje... ale kto wie co będzie później... Poza tym u nas wszystko dobrze, kolejne kontrole i nadal wszystko pięknie;)
A czy dziewczyna kocha za dwa jajka a za jedno to już nie?

Kolejne potwierdzenie w słowach Slowdive'a, po co zadawać się w ogóle z tymi, które nie rozumieją tego?

Natomiast bardzo, bardzo się cieszę, że u Dawida wszystko w porządku! To wiele dla mnie osobiście znaczy!
slowdive,
Namawianie do zrobienia sobie operacji tylko po to, żeby wczepić sobie protezę w okolicach ciała, z którymi ma styczność tylko najbliższa kobieta, wydaje się mało sensowne. Nie wyobrażam sobie, żeby którejś choć trochę mądrej dziewczynie przeszkadzał brak jednego jądra. A po co zadawać się z głupimi? Ja też nie mam zamiaru sobie wczepiać sztucznego jajka. Chociaż gdyby to można zrobić bez problemu w postaci operacji, pewnie bym się zdecydował, więc to po części moje wygodnictwo.
A co do wstydu... brutalnie mówiąc - trzeba dziecinnie chcieć czuć się Bogiem, żeby nie przyjmować z naturalnością istnienia u siebie różnych słabości i defektów. Zwłaszcza takich, na które raczej nie mieliśmy wpływu. Rozumiem, że to właśnie ten brak wpływu na to wszystko działa szczególnie przygnębiająco (a potem może pobudzająco na niektórych, jak autor tematu). Ale wstydzić się chyba nie warto.
Pozostaje mi się tylko podpisać wszystkimi kończynami pod tym, co napisałeś. Znakomita myśl, godna powielania jak najczęściej!
Pozdrawiam