@Benji dzięki za te słowa, nie ukrywam, że fakt możliwej bezpłodności mnie mocno martwi. Zamroziłem jednak łącznie 8 "porcji aka słomek" nasienia na inseminacje no i bardzo liczę, że będę w tych 50% płodnych po chemii.
poniżej opisuje "wrażenia" po pierwszym cyklu chemii
28.02 rozpocząłem I cykl BEP w szpitalu na Szamockiej w Warszawie. Szpital bardzo ładny, porządny, wszystko szło bardzo ok, normalnie nie jak typowo na NFZ. Pierwsze 4 dni przyjmowania chemii nie miałem jakiś mocnych dolegliwości, normalnie pracowałem na laptopie (w szpitalu nie ma wifi jakby co). Dużo spałem, czułem się taki otępiały i otumaniony, miałem jakieś jazdy jedzeniowe, ale generalnie naprawde było. W piątek po wyjściu zaczeło się robić źle. Miałem jakieś omamy, że ktoś nade mną stoi, pokłóciłem się o kołdre, bo mi się wydawała wielkości max 1x1 metr, czułem się okropnie osłabiony, bez życia. Tak było przez sobotę, niedzielę. Prawdziwa masakra zaczeła się w poniedziałek po tzw dolewce. Rano pojechaliśmy do Warszawy na podanie jednej chemii dożylnie i w zasadzie nic nie pamiętam z powrotu samochodem. Było bardzo, bardzo źle. Nie umiem znaleźć słów żeby opisać co to znaczy dokładnie. Okropnie, ale to wręcz paliło mnie ogniem gardło, miałem 37,4 stopnia. We wtorek się "coś" zaczeło poprawiać, miałem nawet taką godzinę że było bardzo dobrze, wtorek i środa generalnie polegały na przeleżeniu na kanapie i tępe patrzenie w sufit lub w telewizor.
Czwartek i piątek (dziś) to taka sinusoida raz lepiej raz gorzej, ale generalnie nie mogę narzekać.
Dolegliwości jakie mi towarzyszą od wlewu to: pisk w uszach, szum w głowie, krew z nosa codziennie rano, zmęczenie i generalnie ciężko się myśli
Proszę was o parę odpowiedzi:
1. Czy pracowaliśmy (biurowa) w trakcie chemii? Ja mam teraz zdalne, ale przyznam szczerze praca mnie strasznie męczy i w ogóle czuje się jakbym miał jakąś zasłonę myśleniową na mózgu. Przeraża mnie fakt, że miałbym nie pracować 2-3 miesiące.
2. Czy 2 i 3 cykl znosiliście lepiej / gorzej niż pierwszy?