W zeszły piątek wymacałem coś na prawym jądrze. Nie wiem szczerze mówiąc od kiedy to mam bo schowane tak że nawet jak wiem gdzie szukać to czasem znaleźć nie mogę, ale to niestety jest i nie chce zniknąć. Niewykluczone więc że "coś" było już jakiś czas.
Co teraz?
Byłem dziś u pierwszego kontaktu i... się odbiłem bo mają taką epidemię że prawie wszyscy lekarze na L4. Mam "zamówione" skierowanie do urologa na cito. Ewentualna wizyta - coś w przyszłym tygodniu. Czekać czy próbować prywatnie? Prywatnie też podobne w sumie terminy, ale nawet nie tyle mi chodzi o pieniądze co na to abym potem ewentualny dalszy ciąg miał też w okolicach NFZ. Bo na prywatne wizyty u urologa mnie stać, ale na prywatną operację/chemioterapię podejrzewam że niezbyt
Czy iść prywatnie na USG jąder? Czy takie badanie powinien przeprowadzić urolog czy to bez znaczenia i może też być np. radiolog czy ultrasonografista - a potem z wynikami do urologa?
Co jeszcze robić i kiedy żeby nie marnować czasu?
Z góry dziękuję za wszystkie odpowiedzi