Aktualizacja.
Jestem po wizycie kontrolnej u onkologa (2 tygodnie po chemii), wyniki krwi mam dobre jak na osobę po chemii - tak twierdzi onkolog.
Jedynie płytki krwi spadły do 130 tysięcy (przed chemią 250). Podobno to normalne (?).
Mój onkolog odradza drugą dawkę karboplatyny. Twierdzi, że ten jeden wlew był silny i co miał zrobić to zrobił, a jeżeli coś zostało to drugi wlew i tak prawdopodobnie sobie z tym nie poradzi.
Podobno nie ma dowodów i badań naukowych, że drugi wlew poprawia sytuację, a jeżeli już to jest to bardzo niewielki procent kosztem dużo większego obciążenia organizmu.
W związku z powyższym przegrzebałem internet, chyba wszystkie dostępne badania i jestem w lekkiej rozterce. Faktycznie w niektórych badaniach po podaniu dwóch dawek ryzyko spadało o dodatkowy 1-3%, natomiast nigdzie, ale to nigdzie nie znalazłem wspominki, że obowiązują dwa wlewy. Żadne wytyczne o tym nie mówią. W międzyczasie też wszedłem w kontakt z dr Sarosiekiem, twierdzi, że bez chemii w mojej sytuacji ryzyko na nawrót to około 20%, po karboplatynie ok. 5%. Nie zalecił wprost żeby wziąć 2 dawki, napisał, że podaje się 1-2 i to wystarcza.
W wielu badaniach za dodatkowe czynniki ryzyka uznaje się inwazje jądra rete, naciekanie sieci jądra, guż większy niż 4 cm, angioinwazję oraz podwyższone markety przed operacją.
Znalazłem badanie
https://ascopubs.org/doi/10.1200/JCO.23.00959 według którego to faktycznie ryzyko w mojej grupie to ok. 10-20% (bez leczenia). Zakładam, że pewnie więcej skoro inwazję miałem dosyć liczną. O wieloogniskowości nie znalazłem badań ani dowodów, że zwiększa ryzyko. Generalnie trudna sytuacja...