Dzień dobry. Zaczęłam zaglądać na forum po diagnozie którą otrzymał mój 41-letni partner - nowotwór złośliwy jądra, rak zarodkowy pT2N1M1a, stopień zaawansowania IIIA. Dopiero teraz odważyłam się odezwać, bo chyba kiepsko sobie radzę z tym wszystkim, chociaż udaję że jest dobrze. W badaniu histopatologicznym stwierdzono że zmiana jest ograniczona do miąższu jądra, bez cech przekraczania jego osłonek. widoczne jest naciekanie sieci jądra. w badaniu PET_CT stwierdzono przerzutowy węzeł chłonny okołoaortalny lewy na poziome L3 a także aktywny metabolicznieguzek w segmencie X płuca lewego, podejrzany o przerzut. W badaniach laboratoryjnych w tym AFP, beta-HCG i LDH w granicach normy laboratoryjnej. Zakwalifikowano go do podania 3 cykli chemioterapii BEP. Pierwsza poszła ok. 6 dni w szpitalu, bez większych dolegliwości. Później 2 pojedyncze wlewy. Drugi cykl był już trudniejszy. Po 6 dniach w szpitalu wyszedł mocno osłabiony, z silnymi bólami głowy ale nadal bez większych dolegliwości. Włosy zaczęły wypadać, ale to najmniejszy problem. Pojawił się za to bardzo silny ból łydki, który nie pozwalał mu wejść po schodach. Zaczęło się po pojedynczym wlewie. Ostra biegunka, bóle w okolicy podmostkowej i koszmarne bóle głowy. Przestał jeść, pił niewiele bo natychmiast kończyło się to wizytą w toalecie. Wieczorem stan podgorączkowy a w końcu 38,5. Wezwałam pogotowie, które stwierdziło że ma gorączkę i panikuje "jak to facet". Podali zastrzyk przeciwgorączkowy i przeciwbólowy. Kolejnego dnia było jeszcze gorzej, narastający ból pod mostkiem. Jazda do szpitala i diagnoza: neutropenia IV stopnia, podwyższone parametry zapalne, hypokalemia, hyponatremia, zakażenie Campylobacter spp. a po TK angio tętnic płucnych - stwierdzona zatorowość płucna. Podano mu antybiotyki, leki przeciwzakrzepowe, morfinę i po tygodniu wypisano ze szpitala. Cały cykl leczenia torchę się przesunął. W tej chwili jest ok, ale w piątek ma się pojawić na ostatnim cyklu BEP i będę szczera - jestem przerażona, tym co może się dziać po chemii...

Od początku byliśmy dobrze nastawieni do tego leczenia. Zapewniano nas, że ten rodzaj nowotworu dobrze reaguje na chemię. Ale w tej chwili mam tyle wątpliwości i strachu, że zaczynam panikować a powinnam być wsparciem. Ktoś ma może podobne doświadczenia? Czy faktycznie leczenie 3x BEP może w takim przypadku dać wyleczenie czy powinniśmy nastawić się na ciąg dalszy? Lekarz wspomniał coś, że w razie czego jest plan B, czyli autoprzeszczep szpiku. Będę wdzięczna za każdą informację i podpowiedź