Wszystko się zmienia, inne może być teraz podejście do podobnego przypadku niż było kilka lat temu. Onkologia jest taką dziedziną medycyny która nieustannie się rozwija.
Tak jak napisał Troll w swoim poście
viewtopic.php?f=9&t=252&p=5548#p5548Lekarz nie jest wyrobnikiem, ale w pewnym sensie artystą i w tym co robi musi mieć intuicję co jest dla pacjenta dobre. I tu może być odpowiedź na Twoje pytanie dlaczego u Ciebie było inaczej.
A bycie dobrej myśli dotyczy również zaufania do lekarza, a co za tym idzie do wybranej przez niego procedury leczenia. Równie ważne jak samo leczenie są również oddziaływania pozamedyczne na pacjenta, jak wsparcie psychiczne, bezpośrednia pomoc itd. Wszystkie te działania składają się na skuteczność całego procesu leczenia, a szczególnie dotyczy to leczenia nowotworów.
Może nie mam racji, oceniam to niejako z boku, bo to nie mnie spotkała ta choroba tylko mojego syna. Ty oceniasz to, jeśli tak można powiedzieć, jako "bezpośredni uczestnik wydarzeń". Natomiast wszyscy których to dotknęło pośrednio czy bezpośrednio oceniamy to równie emocjonalnie.