Witam,
Sytuacja jest rzeczywiście trudna.
1. Leczenie zakrzepicy u chorych z nowotworami wygląda tak: heparyna w pełnej dawce leczniczej (np. enoksaparyna 1 mg/kg co 12 h) przez miesiąc, a następnie przez kolejnych 5 miesięcy 75-80% tej dawki. Jeżeli jest to pierwszy epizod zakrzepicy i nowotwór jest w remisji, to leczenie przeciwzakrzepowe można zakończyć. Jeśli to nawrót zakrzepicy lub chory pozostaje nadal z czynnym nowotworem, to należy rozważyć leczenie dożywotnio. Niektórzy podają, że fakt wystąpienia zatorowości płucnej też jest wskazaniem do dożywotniego stosowania dawki profilaktycznej.
Doustne leki przeciwkrzepliwe (np. acenokumarol), bardzo często stosowane u chorych bez nowotoworu, u chorych onkologicznych są gorszą opcją niż heparyny drobnocząsteczkowe. Wykazano, że podczas stosowania leków doustnych jest większe ryzyko zarówno nawrotu zakrzepicy jak i poważnego krwawienia.
Leczenie zabiegowe w postaci usunięcia już powstałych zakrzepów (tzw. embolektomia) jest wskazane w przypadku masywnej zatorowości płucnej (przebiegającej ze wstrząsem) lub w masywnej zakrzepicy żył miednicy, zagrażającej amputacją kończyn. Można wstawić do żyły głównej dolnej tzw. filtr Greenfielda - taki koszyczek, który ma blokować przepływ oderwanych skrzeplin w kierunku płuc, czyli powstawaniu zatorowości płucnej (którą i tak już masz). Ostatnio rola filtrów jakby maleje. Podstawą jest leczenie farmakologiczne heparynami.
2. Czynniki sprzyjające zakrzepicy to zarówno nowotwór lub jego nawrót, jak i chemioterapia (nieco częściej niż inne cytostatyki zakrzepicę może powodować cis-platyna), a także uwalnianie substancji sprzyjających wykrzepianiu z rozpadających się komórek nowotworowych. I teraz NAJWAŻNIEJSZE: musisz mieć świadomość, że zarówno choroba jak i jej leczenie mogą (oczywiście nie muszą) nasilić zmiany zakrzepowe, powiększyć zatorowość płucną i spowodować poważne komplikacje, niestety również zgon. Na całe szczęście jesteś już jakiś czas leczony przeciwkrzepliwie (obliczyłem pi razy oko z wpisów na początku tego tematu, że heparynę otrzymujesz już jakieś 3 tygodnie?). Z jednej strony leczenie nowotworu (chemioterapia) to główna metoda wyeliminowania podstawowej przyczyny Twojej zakrzepicy (nowotworu), ale jednocześnie sama może spowodować dalsze powikłania zakrzepowo-zatorowe!
3. Nie ma chyba innej opcji, jak rozpoczęcie chemioterapii, bo duże zaawansowanie choroby nie pozwala, żeby zanadto z nią czekać. Pamiętaj tylko, że niestety jest dużo możliwości powikłań: dorzut zatorowości płucnej, krwawienie, małopłytkowość po chemioterapii (wtedy ogromne ryzyko krwawienia w trakcie podawania heparyny i z kolei duże ryzyko dalszej zakrzepicy przy odstawieniu heparyny z powodu małopłytkowości; poza tym heparyna sama z siebie może powodować małopłytkowość). Taka sytuacja przypomina trochę chodzenie po wąskiej równoważni - możesz niestety spaść, na każdą stronę, ale możesz też szczęśliwie dojść do końca. Jeżeli nie zaczniemy iść, to na pewno nie znajdziemy się na drugim, bezpiecznym końcu.
4. Zakrzepica i zatorowość płucna w rozsianych nowotworach wcale nie sa takie rzadkie. Mieliśmy też w KNUM kilku pacjentów ze spektakularnymi zatorowościami lub np. ze skrzepliną balotującą w sercu - chyba w większości przypadków skończyło się dobrze.
5. W dalszej kolejności można by się zastanowić, czy nie masz też jakichś wrodzonych predyspozycji do wykrzepiania - biorąc pod uwagę zajęcie tak dużej ilości żył - ale to temat na po chth.
Krótko mówiąc, byłbym za rozpoczęciem chemioterapii. Podkreślam jednak, że zwłaszcza w takich sytuacjach bardzo istotna jest ocena pacjenta przez lekarza, który go widzi i bada. Konsultacja chirurga naczyniowego była bardzo dobrym pomysłem. Zrozum mnie dobrze, nie napiszę, że zaczęcie chth dziś będzie prawidłowe, a czekanie 3 dni błędne, bo nie w tym rzecz. Chciałbym, żebyś złapał główną ideę, że trzeba rozpocząć chth SZYBKO. Wersja 1 dzień z chemią, 2 dni przerwy, potem dalej, jakby mniej do mnie przemawia

Jak mówiła moja była kierowniczka specjalizacji, nie jest problemem przeprowadzenie przez chemioterapię pacjenta "zdrowego" - wystarczy umieć obliczyć powierzchnię ciała i rozpisać odpowiednie dawki. Przeprowadzenie chorego powikłanego bywa niekiedy bardzo trudne. Albo unikniesz dalszych groźnych powikłań, albo wręcz przeciwnie. W leczeniu radykalnym nie można się zastanawiać zbyt długo.
Czekam niecierpliwie na dalsze wiadomości, trzymam kciuki.
Figaro.