W styczniu 2013 r. zgłosiłem się na zdjęcie RTG w celu zdiagnozowania lekkiego, stałego bólu pod prawą łopatką (podręcznikowego bólu od woreczka żółciowego - z takim przekonaniem poszedłem na badania krwi i RTG).
W krwi ALAT, ASPAT prawidłowe, natomiast w obrazie RTG wyszło coś takiego:

Uploaded with ImageShack.us
W celach diagnostycznych byłem w przeciągu kilku dni w Centrum Pulmonologii i Szpitalu Wojskowym w Bydgoszczy. Tam w biopsji cienkoigłowej wykryto komórki nowotworowe, w związku z czym zostałem skierowany do Centrum Onkologii w Bydgoszczy, Oddział Kliniczny Chirurgii Klatki Piersiowej i Nowotworów, gdzie pobrano mi krew pod kątem markerów nowotworowych i przeprowadzono operację pobrania guza płuca do badania histopatologicznego.
Badanie krwi wykazało marker HCG na poziomie 120 000.
Histopatologia pobranego guza (po błędzie laboranta i masakrycznie długim oczekiwaniu na wynik) potwierdziło rozpoznanie kosmówczaka.
Na szczęście, dzięki pomocy i odrobinie dobrej woli niektórych lekarzy zostałem przyjęty na oddział Kliniczny Onkologii niezwłocznie na leczenie cytostatykami. (Gdybym czekał na wyniki histopatologii to....... w każdym razie miesiąc oczekiwania na wyniki to jakieś nieporozumienie).
Na oddziale przyjął mnie lek. Kwiatkowski. Osoba chyba najbardziej kompetentna - poświęcił mi sporo czasu, objaśnił chorobę, jej przebieg, zbadał, zebrał wywiad, odpowiedział na wszystkie pytania, wysłuchał - także pod względem opieki nad pacjentem lekarz bardzo oddany i zaangażowany.
Merytorycznie trudno mi oceniać, czy była to jego propozycja, czy ordynatorki, ale zaproponował mi cykl T-BEP, wyjaśnił, że jest to chemioterapia mocniejsza, ale mój stan zdrowia pozwala na jej podanie i czy wyrażam na to zgodę.
Na tym etapie nie miałem pojęcia czym różni się BEP od T-BEP i kiedy stosuje się jedno, a kiedy drugie, a poza tym z moim podejściem do wszystkich spraw, mając do wyboru coś silniejszego i słabszego, wybrałem silniejsze - niech się rakowi dostanie.
I tak jeszcze na przełomie stycznia/lutego zostałem na oddziale na 5 dniowym leczeniu T-BEP.
Na oddziale czułem się dobrze, miałem apetyt, żadne skutki uboczne nie wystąpiły. W wypisie do domu dostałem setronon i deksametazol, ale po mimo to, drugiego dnia w domu poczułem się bardzo źle. Nie miałem apetytu, jedyne co mogłem przełknąć to kaszkę dla niemowlaków, ale nie wymiotowałem. Nie miałem sił, kilka dni spędziłem w łóżku, oglądając mistrzostwa świata w narciarstwie alpejskim Trwało to około 4 dni, po czym całkowicie wrócił apetyt i zaczęły powracać siły.
Pomiędzy chemioterapią byłem 2 razy w ambulatorium na podaniu bleomycyny, która trochę mnie osłabiała za każdym razem, ale nie powodowała innych skutków ubocznych (na tym etapie).
Przed przyjęciem na 2 cykl leczenia, HCG wynosiło już 612 (z 120 000).
Podczas drugiego cyklu - moim lekarzem prowadzącym był już kto inny, od początku musiał się zapoznawać z historią, bo skąd niby miał mnie znać.
Leczenie przebiegło bez problemów, po wypisie czułem się znacznie lepiej niż po pierwszym razie, mogłem jeść praktycznie wszystko poza mięsem, ale mięsowstręt również przeszedł po 4 - 5 dniach.
Ambulatoryjne podanie bleomycyny nie powodowało większych skutków ubocznych poza osłabieniem.
Przed podaniem 3 cyklu leczenia, HCG wynosiło 41.
W czasie pobytu w szpitalu przed 3 cyklem, wykonano mi tomograf klatki piersiowej (zupełnie bez sensu na tym etapie - jeszcze żadnych zmian nie było ani na gorsze, ani na lepsze) i rezonans magnetyczny głowy, który wykazał drobną zmianę w mózgu, ale po konsultacji z neurologiem, zmianę tą oceniono jako nienowotworową - zalecając jednak kontrolę za 1 - 2 miesiące.
Leczenie przebiegało dobrze, chociaż odczuwałem już ogólne zmęczenie, słabość jak u starego dziadka, z posiłków, z parteru na czwarte piętro korzystałem z windy (dotychczas zawsze chodziłem schodami), kondycję strciłem prawie całkowicie.
Ambulatoryjne podanie bleomycyny zaczęło powodować kutki uboczne:
- zaczęły ciemnieć mi kostki u dłoni i stóp;
- po podaniu bleomycyny, wieczorem dostałem gorączki około 39 C (za każdym razem) - po pyralginie gorączka ustępowała.
Przed 4 cyklem HCG wynosiło 23.
Znowu inny lekarz, który nie miał bladego pojęcia o przypadku, studiowanie historii choroby od początku.
Podczas 4 cyklu czułem się już wyraźnie słabiej, ze skutków ubocznych:
- coraz ciemniejsze dłonie i stopy;
- lekkie, ustępujące drętwienie kończyn;
- wstręt do szpitalnej stołówki;
- wyraźne zmęczenie i całkowita niechęć do pracy.
Po zakończonym leczeniu czterema cyklami T-BEP, ordynatorka zaleciła mi UWAGA:
kolejne 2 cykle BEP, argumentując, że skro przypadek dobrze się leczy to czemu ma rezygnować z takiego leczenia, a poza tym jak "na plecach nie mam ciemnych pasów to mogę bleomycynę dalej przyjmować" - co całkowicie nie zgadzało się z piśmiennictwem w Urologii Polskiej i innych artykułach wyszukanych w necie.
Na szczęście w między czasie mój tata zaczął przeszukiwać internet, znalazł to forum i po kosultacji z Panami Trolem i Figaro, którym serdecznie dziękuję za pomoc i poświęcony czas postanowiliśmy o przeniesieniu leczenia do COI w Warszawie.
Aktualnie jestem po pierwszej konsultacji u dra Wiechno, który okazał się lekarzem konkretnym, rzeczowym, ale przy tym bardzo miłym, poświęcił w poradni na przypadek tyle czasu, żeby wszystko wyjaśnić. Generalnie jestem z tej konsultacji i samego dra bardzo zadowolony.
Następny termin wizyty to 28 maj, mam się zgłosić z KT klatki, jamy brzusznej i miednicy i wynikami badań krwi. Krew oddałem w COI i z tego co wiem, podobno marker HCG wynosi aktualnie - 9.
Czekan na dalszy bieg wydarzeń....


