Witaj,
Badanie PET jest przełomem w onkologii, to fakt. Badanie PET mogło w bardzo wielu sytuacjach, to również niezaprzeczalny fakt. Dziennikarze mieli dużą pożywkę w końcu nie codziennie można pochwalić się, że w Polsce możemy wykrywać nowotwory z niespotykaną dotąd precyzją. Skanujemy a nowotwór świeci, czyż to nie cudowne?

Natomiast fakty są nieco inne. Istota badania polega na wykonaniu u chorego CT całego ciała, który pozwala zobrazować struktury anatomiczne. Potem podaje się badanemu radioznacznik, zwykle znakowaną izotopem glukozę - 18-fluorodeoksyglukozę (18-FDG). Nowotwór to zwykle łakomczuch, musi "jeść" dużo glukozy, żeby szybko wzrastać i mieć "siłę" do naciekania kolejnych tkanek. Nowotwór więc "zjada" sobie tę znakowaną glukozę w której radioaktywny fluor ulega rozpadowi beta+, na drodze rozpadu powstaje pozyton oraz neutrino elektronowe. Pozyton zderza się z elektronem z pobliskich tkanek i w wyniku anihilacji tych cząstek powstają dwa kwanty gamma, rozchodzące się dokładnie pod kątem 180 stopni. Kwanty te wykrywają detektory skanera PET i w wyniku rekonstrukcji komputerowych określają z którego miejsca w ciele były emitowane. Na podstawie tych odczytów można dopasować lokalizację zmian do obrazu z tomografii komputerowej.
Niestety, w większości nowotwory jądra nie metabolizują glukozy w takim stopniu w jakim potrzebne jest to do badania PET-CT i stąd niemożność użycia tej metody diagnostycznej w diagnostyce nienasieniakowych guzów jądra. Badania kliniczne obejmują jedynie małą część nasieniaków jako nowotworów diagnozowalnych w PET-CT. A więc PET odpada.
Pozdrawiam