Miałem bardzo podobną sytuację. Atrofie prawego jądra (w sensie malutkie było). Bolało, bolało. W nosie miałem przez wiele lat.
W końcu wyczułem malutką grudkę, gdy już nie mogłem z bólu chodzić. Płacz, panika.
Lekarz zrobił mi kilka razy USG, szprycował antybiotykami. Później okazało się, wynik radiologiczny był jednoznaczny i został popełniony błąd. Markery też miałem w normie. Podniosły się DOSŁOWNIE na dwa dni przed operacją.
Pamiętaj, że jądro atrofijne, dodatkowo z guzkami raczej już nie bierze udziału w spermatogenezie. Nawet jeżeli, to jego udział jest już zapewne niewielki. Nie ma co czekać chłopie. Gdybym nie cisnął lekarza, nie czytał forum i nie podjął walki to zamiast moich urodzin, rodzina odwiedzała by mnie w zaduszki.
Jajka to nie przelewki.
Wyszedłem następnego dnia po zabiegu. We wtorek mnie wypisali, w piątek już samodzielne sobie przygotowywałem jedzenie i z bratem majstrowałem przy komputerze

W poniedziałek prowadziłem auto i załatwiałem swoje sprawy

Zero krwiaków

6 dni i powrót do sprawności. Po 2 miesiącach śmigałem po górach

Też Ci tego życzę
